Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 31, 2021

Pudrowe nowości od Pixie Cosmetics

Hej!

Ostatnio Pixie Cosmetics poszalało z nowymi pudrami, ponieważ w ich ofercie pojawiło się ich aż 5. Wśród nich znajduje się puder utrwalająco - wygładzający Beauty and the Blur oraz pudry modelująco -  rozświetlające Immediate Beauty Loose Powder, które już kiedyś były w asortymencie. Teraz wróciły w nowej formulacji i aż 4 odcieniach. Zapraszam Was serdecznie na prezentację tych cudeniek :)


Beauty and the Blur


Zacznijmy od kosmetyku, który zrobił na mnie największe wrażenie i moja tłusta cera polubiła go najbardziej. Mowa o pudrze utrwalająco - wygładzającym Beauty and the Blur. Jak sama nazwa wskazuje, jego głównym zadaniem jest wygładzenie skóry i utrwalenie makijażu. Moim zdaniem robi to cudownie i jest to jeden z lepszych pudrów, jakich miałam okazję używać w życiu. 

Nie jest to produkt stricte matujący, ale zawiera w sobie składniki (np. skrobię kukurydzianą oraz krzemian wapnia), które takie właściwości posiadają. Oprócz tego mamy m.in. rozświetlającą mikę oraz wosk karnauba, który pomaga skórze utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia. Najciekawszym składnikiem (wg mnie) jest Volcanic Sand, czyli piasek wulkaniczny (szklany diament) - naturalny plankton roślinny, który jest pozyskiwany z pradawnych jezior wulkanicznych Owernii - francuskiej krainy wygasłych wulkanów. Składnik ten wykazuje wiele niezwykłych właściwości. Przede wszystkim wygładza i matuje, ale również chroni przed promieniowaniem UV, światłem niebieskim oraz chroni przed zanieczyszczeniami.

Puder jest drobno zmielony, ale w dotyku wydaje się dość suchy. Na szczęście po nałożeniu na twarz produkt świetnie stapia się ze skórą. Nie wygląda sucho ani pudrowo. Właściwie w ogóle go nie widać. Przy tym przepięknie wygładza skórę, nie podkreśla rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Nie daje efektu płaskiego matu, ma bardziej satynowe wykończenie. Na mojej tłustej cerze utrzymuje dość długo mat. Na moim ulubionym podkładzie z Felicea zaczyna się wyświecać po ok. 5-6 godzinach. Świetnie sprawdza się również do utrwalenia korektora pod oczami.

Beauty and the Blur ma delikatny, jasny kolor, który absolutnie nie będzie przyciemniał nawet najjaśniejszej cery, za to duży plus.


Immediate Beauty Loose Powder


To wielki comeback, bo pudry Immediate Beauty były już w ofercie Pixie Cosmetics. Tym razem powróciły ze zmienionym składem i aż w 4 odcieniach (wcześniej dostępne były 2). Każdy z nich posiada inny rodzaj minerału.

Lunar Beauty - najjaśniejszy i dość chłodny odcień beżu. Zawiera kamień księżycowy (Moonstone Powder), który nawilża skórę i chroni przed zanieczyszczeniami. Dobrze się sprawdzi dla zmęczonej, poszarzałej cery.


Amber Beauty - to również jasny, ale cieplejszy odcień. Jako jedyny z pudrów zawiera malutkie drobinki, które nie są mocno widoczne w naturalnym świetle. W swym składzie zawiera bursztyn (Amber Powder), który działa przeciwstarzeniowo. Jednocześnie delikatnie matuje, więc powinien się sprawdzić na mieszanych i tłustych cerach. To moja ulubiona wersja pudru, ponieważ ładnie stapia się z moją cerą i nie przyciemnia jej.


Rose Quartz Beauty - różowo - brzoskwiniowy beż, ciemniejszy od powyższej dwójki. Na mojej bardzo jasnej cerze jest odrobinę widoczny. Zawiera różowy kwarc (Quartz), który nawilża skórę i ma działanie przeciwzmarszczkowe.


Sun Kissed Beauty - najciemniejszy odcień, który świetnie sprawdzi się do opalonej cery. Na jaśniejszej można nim delikatnie ocieplać skórę i używać zamiast bronzera. Dla mnie niestety jest za ciepły. Sun Kissed Beauty zawiera bronzyt (Bronzite Powder), który poprawia mikrokrążenie krwi i regeneruje skórę.


Oprócz tych czterech cudownych minerałów, każdy z pudrów zawiera ekstrakty z siedmiu kwiatów: jaśminu, piwonii, wiśni japońskiej, kwiatu pomarańczy, lawendy, bzu i róży damasceńskiej. Wpływają one bardzo dobroczynnie na naszą skórę. Moim zdaniem skład tych pudrów wygląda jak skład jakiegoś mega dobrego kosmetyku do pielęgnacji. 


Konsystencja tych pudrów jest niesamowita. Tak drobno zmielonego produktu chyba jeszcze nie miałam. Właściwie nie czuć, że się go dotyka. Dzięki temu pudry te świetnie stapiają się ze skórą. 

Jak nazwa wskazuje, pudry te mają rozświetlać i modelować twarz. Można je stosować na wiele sposobów - na sucho lub na mokro, by wydobyć z nich jeszcze większy blask. Można również je aplikować na całą twarz albo w miejscach, które szczególnie chcemy rozświetlić. Będą ładnie wyglądały na powiekach w makijażu makeup no makeup. Fajnie się sprawdzą do utrwalenia korektora pod oczami dla osób, które lubią efekt nawilżonej skóry. Możliwości jest wiele :)
Przy okazji muszę zaznaczyć, że nie są to typowe rozświetlacze. To pudry, które w subtelny sposób rozświetlają cerę i nadają twarzy wielowymiarowości.
Jeśli, tak jak ja, macie cerę tłustą, to polecam aplikować je na samym końcu makijażu, po nałożeniu pudru matującego lub wygładzającego. Ostatnio miałam na sobie Amber Beauty zaaplikowany na Beauty an the Blur i nie zauważyłam wzmożonej produkcji sebum.
Szczególnie polecam te pudry dla cer suchych, dojrzałych, poszarzałych, które chcą sobie dodać trochę zdrowego blasku. 


Jak Wam się podobają nowości? Który puder Was najbardziej zaciekawił? :) 

Pamiętajcie, że kupując kosmetyki Pixie przez bannery i linki na moim blogu, macie zniżki na większość produktów :)

Zachęcam też do obserwowania mojego instagrama. Tam niedługo pojawi się rozdanie, w którym do wygrania będą pudry Immediate Beauty :)

Do następnego!
Kasia

września 02, 2020

Naturalne nowości pięlęgnacyjne

Dzień dobry!

Poczułam niedawno potrzebę, żeby wprowadzić coś nowego do mojej pielęgnacji twarzy. A ponieważ kupiłam naprawdę ciekawe kosmetyki, to stwierdziłam, że je Wam pokażę w osobnym wpisie. Oczywiście, jak zwykle u mnie, będzie w 100% naturalnie. Zapraszam :)


Drogeria internetowa krokusowe.com


Drogeria krokusowe.com to moje ostatnie okrycie. Znalazłam w niej mnóstwo naturalnych kosmetyków, które akurat mnie ciekawiły, więc z chęcią zrobiłam zamówienie. Niedawno stwierdziłam, że chciałabym wrócić do olejów w mojej pielęgnacji twarzy, więc skusiłam się aż na trzy.

Bioup - olej z opuncji figowej


Jest to jeden z droższych olejów na świecie (ten kosztował 65 zł/15 ml). Zaciekawił mnie, ponieważ nazywa się go naturalnym botoksem, a po trzydziestce sięgam już po kosmetyki, które poprawiają elastyczność i napięcie skóry. Do tego normalizuje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu nadaje się dla cer mieszanych i tłustych. 

Ajeden - olej z nasion pietruszki


Ten olej niesamowicie mnie zainteresował, ponieważ ma bardzo szerokie spektrum działania. Mam wrażenie, że ma zadziałać na wszystkie problemy ;) Zawiera mnóstwo witamin oraz żelazo. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, wygładzające. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Powinien świetnie się sprawdzić na przebarwienia i zaczerwienienia. Można go używać również na skórę głowy, ponieważ zapobiega wypadaniu włosów. Przyspiesza gojenie się ran, a także działa antycellulitowo. No muszę powiedzieć, że bardzo mnie ciekawi i jeśli rzeczywiście będzie taki cudowny, jak to opisuje producent, to na pewno dam Wam znać!

Och Natura - Olejowa ampułka


Zawiera mnóstwo wyciągów i ekstraktów (z krwawnika, liści i kory brzozy, bluszczu, owoców jałowca, geranium, rozmarynu) oraz olej z czarnuszki. Właściwie to serum powinno mieć podobne działanie, jak dwa poprzednie oleje. Użyłam go już dwa razy i następnego dnia rano skóra wyglądała pięknie, ale na razie nic więcej nie mówię, żeby nie zapeszyć. 


Natural Secrets - Kremowy balsam myjący 


Uwielbiam dwuetapowy demakijaż twarzy. Ten balsam jest moim wielkim ulubieńcem i z chęcią do niego powracam. Nie zawiera emulgatora, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, bo już przyzwyczaiłam się do takiej formy. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Po pierwsze zdziwiłam się, jakie to maleństwo (30 ml), ale może to i dobrze, bo łatwiej będzie go zużyć i na pewno się nie popsuje. Używałam go kilka razy i mogę powiedzieć, że dobrze się rozprowadza i pozostawia skórę matową. Do tego bardzo dziwnie pachnie i ten zapach mi średnio odpowiada, ale na szczęście po chwili się ulatnia. 


Faceboom


To marka, którą poznałam niedawno i bardzo mnie zaciekawiła. Oczywiście kojarzyłam Bodyboom, ale chyba nigdy nic nie używałam. Dopiero jakiś czas temu kupiłam antycellulitowe masło do ciała i jestem w nim zakochana (najbardziej w zapachu). Z kosmetyków do twarzy skusiłam się na:

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Uwielbiam pianki, to mój ulubiony produkt do drugiego etapu oczyszczania. Pianka z FaceBoom jest przyjemna, chociaż dosyć szybko znika podczas rozprowadzania. Do tego ma intensywny, perfumowany zapach, więc jeśli jesteście wrażliwcami w tym temacie, to ostrzegam ;) Dla mnie to produkt bardzo przyjemny i z chęcią go używam.

Matująco - detoksykujący krem 


Miałam próbkę tego kremu i spodobała mi się jego lekka konsystencja. Również pachnie intensywnie, ale mi akurat to jakoś mocno nie przeszkadza.  Po niego sięgnę dopiero, jak skończę maluszka z Jardin.



Piszcie proszę, co Wy wprowadzacie do swojej jesiennej pielęgnacji. Niedługo na blogu pojawią się również pielęgnacyjni ulubieńcy, bo koniecznie muszę pokazać Wam kilka perełek, których używam od dłuższego czasu :)

Do następnego!
Kasia

lipca 15, 2019

Nowości kosmetyczne | Zaszalałam 🙈

Hej!

Mimo że ostatnio ograniczyłam ilość kosmetyków i już tyle ich nie kupuję, to nadal czasem zdarza mi się zaszaleć w tej kwestii. Pojawiło się u mnie kilka ciekawych nowości i dzisiaj chciałabym Wam je pokazać. Zapraszam :)

nowości-kosmetyczne-haul

Sephora


W Sephorze zaczęły się wyprzedaże i sporo fajnych kosmetyków zostało przecenionych. Niestety na stronie właściwie od początku najciekawsze rzeczy zostały wyprzedane, ale przejechałam się do perfumerii i okazało się, że stacjonarnie można jeszcze coś dorwać. Skusiłam się więc na dwie palety, które zostały przecenione aż 50%. Pierwsza to Lolita od Kat Von D, która zawiera same maty w różowej tonacji. Druga to Natural Lust z Too Faced, która ma aż 30 cieni i ogromne, piękne lusterko. Po pierwszych testach jestem z obu palet bardzo zadowolona i nie żałuję, że je kupiłam. 
Cienie z Kat Von D mają genialną pigmentację. Niektórzy narzekają, że są zbyt suche, ale zupełnie nie mogę się z tym zgodzić. Jak dla mnie te cienie są bardzo przyjemne w dotyku. 
To już bardziej suche wydają mi się cienie z palety Too Faced, chociaż zupełnie mi to nie przeszkadza, bo cieniami pracuje się dobrze. Łatwo się rozcierają, dobrze ze sobą łączą. Ja generalnie cienie Too Faced bardzo lubię i czuję, że ta paleta również mnie nie zawiedzie. Jest idealna do robienia makijaży dziennych. 
Dodatkowo otrzymałam gratis miniaturkę najnowszej maskary Damn Girl! od Too Faced i cieszę się, że będę mogła ją przetestować.

too-faced-natural-lust-kat-von-d-lolita

Drogeria Pigment 


W Drogerii Pigment była ostatnio promocja na kosmetyki PuroBio, więc skusiłam się na kilka rzeczy. Niestety okazało się, że mieli jakiś błąd w systemie i w magazynie nie ma już pudru prasowanego. Bardzo chciałam go przetestować. No cóż, może następnym razem się uda. W każdym razie zakupiłam dwa produkty - sypki puder Primer Loose Powder oraz rozświetlacz nr 01. Ten pierwszy ma biały kolor i naprawdę malusieńkie opakowanie. Użyłam go póki co 2 razy i mogę powiedzieć, że genialnie wygładza skórę. Z kolei rozświetlacz ma piękny kolor i taką dość specyficzną formułę, która przypomina mi konsystencję foliowych cieni. Na razie mi się podoba, jak wygląda na skórze.
Dodatkowo wzięłam wodę z trawy cytrynowej z Your Natural Side, która jest dedykowana cerom tłustym i mieszanym. Generalnie hydrolaty tej marki bardzo lubię. Zobaczymy, jak ten się spisze :)

purobio-your-natural-side

Asoa


Marka Asoa wypuściła niedawno krem Sunny Day z SPF 30. Ponieważ na rynku mało tego typu kremów z dobrym składem, postanowiłam się na niego skusić. Skład opiera się na hydrolatach, więc pomyślałam, że może być to idealna opcja dla cery tłustej. Dodatkowo producent zapewnił, że krem nie bieli, ponieważ zawiera delikatny pigment i to mnie już totalnie zachęciło do zakupu. Użyłam kremu kilka razy i powiem Wam szczerze, że mam co do niego mieszane uczucia. Po pierwsze jest bardzo gęsty i moim zdaniem pompka do tej konsystencji nie pasuje, ponieważ dosłownie wypluwa produkt i mam wrażenie, że za jakiś czas się zapcha. Poza tym krem się bardzo ciężko rozprowadza, ale da się to zrobić. Wygląda na skórze matowo, więc skóry suche raczej nie będą z niego zadowolone. Największy minus zauważam w kolorze, który jest po prostu brzydki, dziwnie różowy i nie mam pojęcia komu mógłby pasować. Miałam nadzieję, że kosmetyk będzie tylko delikatnie zabarwiony, żeby pasował każdej karnacji. Owszem delikatnie się do kolorytu dopasowuje, ale nie ma opcji, żebym nosiła go solo. Muszę koniecznie nałożyć na niego podkład, żeby nie było go widać. Plus za to minerały na nim wyglądają ładnie, ale generalnie na razie nie jestem do niego przekonana :( Jestem mega ciekawa opinii innych osób.

asoa-sunny-day-spf-30

I tak się prezentują moje ostatnie zakupy. Dajcie znać, czy coś Was szczególnie zainteresowało :)

Buziaki!
Kasia

lipca 02, 2019

Golden Rose - najnowsza kolekcja Nude Look

Hej!

Niedawno firma Golden Rose wypuściła przepiękną kolekcję Nude Look. Jak sama nazwa wskazuje, opiera się ona na odcieniach nude. Mnie ostatnio taka kolorystyka podoba się w makijażu najbardziej, więc z wielką przyjemnością tę kolekcję przetestowałam, a dzisiaj Wam o niej co nieco opowiem. Zapraszam :)

golden-rose-nude-look

Twarz


Kolekcja Nude Look składa się naprawdę z wielu kosmetyków, właściwie z każdej kategorii. Jeśli chodzi o twarz, to mamy tutaj kilka ciekawych produktów. Przede wszystkim marka wypuściła koloryzujący krem do twarzy. Mam go w odcieniu 01 Fair Tint i mimo że jest to odcień najjaśniejszy, to moim zdaniem nie nada się dla bardzo jasnych cer. Dla mnie jest minimalnie za ciemny, chociaż ładnie się dopasowuje, ale musiałabym się troszeczkę opalić, żeby go używać na co dzień. Przyznać mu jednak trzeba, że ma ładny kolor i pięknie wygląda na skórze. Daje świetliste wykończenie i idealnie sprawdzi się na cerach suchych, normalnych. Ładnie też wyrównuje koloryt cery. Krycie określiłabym jako lekkie w kierunku średniego, dla mnie jest idealne.

Kolejny produkt z tej kategorii to wypiekany puder. Niestety występuje tylko w jednym odcieniu Nude Glow, który jest dla mnie za ciemny, więc nie mogłam go za bardzo przetestować. Dobrze się sprawdził u mnie do delikatnego wykonturowania twarzy.

Ostatni kosmetyk to wypiekane trio do konturowania. Mamy tutaj dosyć ciepły bronzer, brzoskwiniowy róż i intensywny, szampański rozświetlacz, który daje na skórze efekt wow. Golden Rose zdecydowanie umie robić rozświetlacze. Trio jest naprawdę piękne. Jeśli czytacie mnie dłużej, to wiecie, że mam słabość do wypiekanych kosmetyków. W ogóle ta cała kolekcja przyciąga wzrok. Ma pięknie opakowania i mi się od razu oczy zaświeciły, jak tylko zobaczyłam ją w internecie.

golden-rose-kolekcja-nude-look
Od lewej: wypiekany puder, trio do konturowania, koloryzujący krem do twarzy

Oczy


W tej kategorii również mamy spory wybór. Mnie najbardziej zaciekawiły wypiekane cienie do powiek. Otrzymałam dwa odcienie: 01 Ivory oraz Caramel Nude. Pierwszy z nich to piękny, delikatnie różowy, perłowy odcień, który również świetnie się sprawdzi jako rozświetlacz. Niestety jako produkt wypiekany jest dość suchy, więc na powiekę najlepiej go nakładać palcem na mokrą bazę. Wtedy wydobędziecie jego maksymalny blask. Drugi cień to mat (wg producenta), chociaż ja bym go bardziej określiła jako satynę. W opakowaniu wygląda jak brąz z domieszką różu, ale na powiece wybijają z niego cieplejsze, karmelowe tony. Idealnie sprawdza się do wykonturowania powieki. Fajnie też wygląda nałożony solo na całą powiekę ruchomą. 

Drugi produkt w tej kategorii to tusz do rzęs Full Volume Definitive Mascara. Jak sama nazwa wskazuje, ma zwiększać objętość i rzeczywiście to robi, ale najbardziej zaskoczyło mnie to, jak pięknie rozdziela rzęsy. Ma klasyczną szczoteczkę w kształcie takiej jakby klepsydry, co jest ostatnio bardzo popularne i wiele marek wypuszcza maskary z takimi szczoteczkami. Zaskoczyła mnie formuła tuszu, która jest po prostu idealna, ani za sucha, ani za mokra. Można ją używać od samego początku, nie trzeba czekać aż trochę przeschnie. Dla mnie bomba!


Usta


Nie mogłoby zabraknąć tej kategorii. Wiecie, że produkty do ust z Golden Rose po prostu uwielbiam. Pierwszy z nich to Velvety Matte Lipcolor, który formułą mi przypomina szminki Soft & Matte. Mam odcień 01 Just Nude i jest to bardzo jasny odcień, na moich ustach wpada w ciepłe tony. Druga propozycja to klasyczna pomadka Perfect Matte Lipstick, którą również mam w kolorze 01 Coral Nude. Jest ciut ciemniejsza od tej pomadki w płynie i bardziej neutralna, przez co zdecydowanie bardziej mi przypadła do gustu. Poza tym na pierwszy rzut oka wygląda jak słynne szminki Velvet Matte, ale powiem Wam, że ta ma dużo przyjemniejszą, bardziej musową formułę, przez co pięknie sunie po ustach, wygładza je i zupełnie jej nie czuć.
Ostatni produkt to błyszczyk Natural Shine Lipgloss. Odcień 01 Nude Delight to według mnie taka kawa z mlekiem. Błyszczyk nie daje mocnego krycia, delikatnie zabarwia usta i zupełnie się nie klei.

Od lewej: cień 01 Ivory, Caramel Nude, szminka Perfect Matte Lipstick, Velvet Matte Lipcolor, błyszczyk Natural Shine Lipgloss

Piszcie koniecznie jak Wam się podoba ta kolekcja. Moim zdaniem jest piękna. Zarówno opakowania, jak i sama zawartość bardzo przykuwają uwagę. Macie ochotę się na coś skusić? :)

Do następnego!
Kasia

czerwca 16, 2019

Marmurkowe cuda
MAC Cosmetics - kolekcja Electric Wonder

Hejeczka!

Powiem Wam tak szczerze, że coraz mniej kosmetyków powoduje u mnie szybsze bicie serca. Chyba staję się coraz bardziej wybredna. Ale jednak zdarzają się wyjątki i najnowsza kolekcja MAC Electric Wonder zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Zwłaszcza opakowania. I możliwe, że nawet bym się jakoś powstrzymała przed zakupem, ale na moje nieszczęście (a właściwie mojego portfela) MAC zrobił w zeszły weekend promocję -24% na wszystko. Jak widzicie, uległam, a dzisiaj Wam te cuda pokażę. Zapraszam!

mac-cosmetics-electric-wonder

Moim zdaniem to jedna z piękniejszych kolekcji MAC. Marmurkowe opakowania to totalny sztos. Dodatkowo są matowe, jedynie te złote elementy błyszczą, co sprawia, że na żywo wygląda to jeszcze bardziej obłędnie. Tak, zachwycam się, ale bardzo mi się te opakowania podobają.

Przejdźmy teraz do ważniejszej kwestii, czyli zawartości. Jak widzicie, zdecydowałam się na dwa produkty - paletę cieni oraz szminkę. Przy okazji chciałabym też zaznaczyć, że dzisiejsze opinie będą jedynie pierwszym wrażeniem, ponieważ nie miałam okazji tych kosmetyków dokładnie przetestować, a bardzo chciałam Wam je pokazać.

Paleta cieni zawiera 12 kolorów w bardzo neutralnej tonacji. Kupiłam ją z myślą o makijażach dziennych i myślę, że w tej roli będzie się świetnie sprawdzać, chociaż oczywiście można nią wykonać również makijaż wieczorowy.


Jeśli chodzi o formułę cieni, to jest ona dosyć sucha pod palcami. Od razu zaznaczam, że jest to typ cieni, który nie każdemu się spodoba. Maty są mocno sprasowane, przez co nie pylą się pod pędzlem i nie wykazują przesadnie mocnej pigmentacji. Dzięki temu można je budować i pięknie się do siebie kleją, a co za tym idzie można bez problemu przyciemnić makijaż. Błyszczące cienie mogłyby być lepsze, np. Sun Tweaked bliżej do satyny, z kolei Diamond Butterfly to bardziej sprasowany pigment (coś w stylu Turbopigmentów, chociaż one w tym starciu zdecydowanie wygrywają).
Używałam tej palety 3 razy i moje pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Lubię tego typu formułę, bo nie da się tymi cieniami zrobić sobie za bardzo krzywdy, ale jednocześnie da się wykonać ładny, dość mocny makijaż.


Drugi produkt do szminka o nazwie Let's Mesa Around i wykończeniu Lustre. Przyznaję, że trochę mnie zaskoczyła, ponieważ ma baaardzo delikatny kolor. To właściwie bardziej taka koloryzująca pomadka ochronna. Chociaż mnie to mocno nie przeszkadza i na pewno ją zużyję. Kolor to jasny róż, na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć porównanie. Od lewej Let's Mesa Around, na środku Friend Like me z kolekcji Aladdin, a po prawej słynny Syrup (również Lustre).


Koniecznie napiszcie, jak Wam się ta kolekcja podoba i czy też Was kuszą takie limitowanki? :)

Buziaki!
Kasia

września 04, 2018

Zakupy z wakacji | Niemcy & Czechy

Hej!

Ta krótka przerwa na blogu spowodowana była naszymi wakacjami. W tym roku objechaliśmy trochę wschodnie Niemcy (Saksonię) oraz Czechy (Pragę). Są to kraje, w których spotkać można całkiem ciekawe sklepy (głównie dm, ale nie tylko), więc poczyniłam zakupy i dzisiaj Wam je pokażę. Zapraszam do czytania dalej :) 

października 12, 2017

Nowości z Kobo by Daniel Sobieśniewski

Hej!

Chwilę mnie tutaj nie było, ale już wracam :) Kilka dni w sklepie internetowym Drogerii Natura miała miejsce premiera najnowszej kolekcji kosmetyków Kobo, które stworzył Daniel Sobieśniewski. Daniel to bardzo znany i lubiany wizażysta, więc pierwsza partia rozeszła się w pół dnia, a strona była totalnie przeciążona. Mi jakimś cudem udało się dorwać kilka produktów i spieszę Wam je pokazać. Jak się pewnie domyślacie, będzie to tylko prezentacja i moje pierwsze wrażenie, ale myślę, że taki wpis może się przydać, jeśli chcecie się na coś skusić, bo grafiki w sklepie są takie sobie. Zapraszam do czytania dalej :)

drogerie-natura-kobo-nowości

października 05, 2017

Chillout z Bell
Czy warto kupować kosmetyki w Biedronce? #7

Hej!

Bell mnie zaskakuje. Zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki dla Biedronki. Najnowsza kolekcja Chillout (w sprzedaży od tego poniedziałku 02.10) zrobiła na mnie ogromne wrażenie i podoba mi się z niej praktycznie wszystko. Oczywiście wybrałam tylko kilka kosmetyków, które najbardziej mnie zaciekawiły i zapraszam Was dzisiaj na moje pierwsze wrażenie o nich :)

bell-biedronka-chillout

września 02, 2017

My Secret - najnowsze paletki cieni | Pierwsze wrażenie


Będąc w Gdańsku, bardzo często przechodziliśmy obok Drogerii Natura. W samym centrum mają aż dwa sklepy (dlaczego nie może być chociaż jednego w Poznaniu?), więc nie byłabym sobą, gdybym do nich nie zajrzała :D Dobrze zrobiłam, bo udało mi się dorwać najnowsze paletki cieni natural beauty z My Secret stworzone przez Daniela Sobieśniewskiego. Jak je zobaczycie, to pewnie nie zdziwicie się, że musiałam mieć je wszystkie ;) Zatem zapraszam do dalszej części posta :)

my-secret-natural-beauty-cienie-do-powiek-drogerie-natura-edycja-limitowana

lipca 23, 2017

Nowości marki Nabla
Freedomination
Swatche + makijaż

Hej!

Jak tylko zobaczyłam w necie najnowszą kolekcję Freedomination marki Nabla, wiedziałam, że będzie moja (a przynajmniej chociaż część). Totalnie trafia w mój gust i najchętniej miałabym ochotę wykupić wszystko, ale rozsądek zadziałał i ostatecznie skusiłam się też na to, co od dawna chodziło mi po głowie. Zatem jeśli chcecie zobaczyć, na co się zdecydowałam, to zapraszam do czytania dalej :) 

nabla-freedomination-nowości

TOP