Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie do powiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie do powiek. Pokaż wszystkie posty

maja 31, 2021

Zoeva - paleta cieni Together We Shine
Recenzja + makijaż

Hej!

Czy pamiętacie jeszcze markę Zoeva? Kilka lat temu była bardzo znana, każdy chciał mieć jakąś paletę albo pędzle. Te ostatnie zresztą nadal mam, używam i lubię. Nic się z nimi nie dzieje. Co do palet, to kilka lat temu moją ukochaną była En Taupe. Natomiast ostatnią, jaką miałam, była jakaś mini paleta, która powędrowała dalej w świat, bo nie używałam jej zbyt często. Tak szczerze to trochę zapomniałam o tej marce i nie śledziłam ostatnio, co tam u niej słychać. Przez przypadek dowiedziałam się o nowej kolekcji. Paleta cieni Together We Shine wpadła mi w oko i stwierdziłam, że fajnie by było ją przetestować. Jeśli jesteście ciekawi, czy jestem z niej zadowolona i nie żałuję zakupu, to koniecznie czytajcie dalej :)


Po pierwsze nie mogę nie wspomnieć o przepięknym opakowaniu. Ten matowy róż, w połączeniu z błyszczącymi detalami w odcieniu rose gold, wygląda naprawdę świetnie. Dodatkowo paleta ma dobrej jakości lusterko i jest porządnie wykonana. 

W środku znajdujemy 10 cieni - 7 matowych i 3 błyszczące. Na stronie Zoeva producent obiecuje, że cienie mają nową formułę z większą pigmentacją. Powinny być jedwabiste i świetnie się blendować. Formuła jest wegańska, cienie nie były testowanie na zwierzętach, a także nie zawierają olejów mineralnych, zapachu i parabenów. 

Co do składu, to nie jest to skład naturalny, ale dla mnie akceptowalny. Mamy tutaj silikony, ale nie widzę np. dodawanego ostatnio wszędzie polietylenu. 

Jeśli chodzi o kolorystykę, to mamy tutaj odcienie w różowo - nudziakowych tonach. Również na stronie można przeczytać, że dzięki nim będzie można wykreować wyjątkowe makijaże na co dzień. Jak widzimy, z założenia ma być to paleta do dziennych makijaży, choć również ciemniejsze wieczorowe smoky dałoby się nią wykonać. Niemniej trzeba zauważyć, że kolory są do siebie dość mocno zbliżone, więc zdecydowanie nie jest to paleta do różnorodnych makijaży, w których każdy odcień dokładnie widać na powiece i nic się nie zlewa. Tutaj cienie na powiece się przenikają, tworzą całość i moim zdaniem jest to idealna paleta do fajnych dziennych smoky. Odcienie Confidence i Strength idealnie sprawdzają się do przyciemnienia zewnętrznego kącika. 
Błyski z kolei są to cienie metaliczne. Jest to błysk dosyć delikatny, elegancki i stonowany. Dla mnie idealny na co dzień. Nie ma tutaj mowy o błysku typu turbopigmenty z Glamshop.


Jeśli chodzi o jakość, to muszę przyznać, że obietnice producenta zostały spełnione. Cienie z palety Together We Shine są niezwykle jedwabiste. Mają świetną pigmentację, prawie w ogóle się nie osypują. Do tego blendują się jak marzenie. Cienie dobrze się ze sobą łączą i do siebie kleją. Błyski najlepiej wyglądają nakładane palcem. 
Z minusów zauważam tylko jeden. Jak na 10 cieni w palecie, to bardzo brakuje mi jasnego, cielistego matu. Wtedy byłaby to dla mnie paleta kompletna. 

Paleta jest już dostępna na stronie sephora.pl i kosztuje 129 zł.


Na koniec makijaż, który wykonałam przy użyciu większości cieni. Nie dodawałam sztucznych rzęs, bo prawda jest taka, że na co dzień nie ma opcji, żebym je aplikowała, a to właśnie jest mój makijaż dzienny :) Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodoba.


Podsumowując, dla mnie jest to paleta niemalże idealna i odkąd ją mam, sięgam po nią przy każdym makijażu. Odcienie pięknie podkreślają niebieską tęczówkę. 


Dajcie koniecznie znać, jak Wam się podoba. Lubicie taką kolorystykę cieni? No i piszcie, czy używacie jeszcze kosmetyków lub pędzli marki Zoeva.

Buziaki!
Kasia

kwietnia 27, 2021

Cienie do powiek z Omnia Botanica

Hej!

Marka Omnia Botanica, o której pisałam TUTAJ, zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam skusić się jeszcze na kilka produktów. Dzisiaj opowiem Wam o cieniach do powiek. Zapraszam do czytania dalej :)

omnia-botanica

Do wyboru mamy 4 paletki cieni. Najpierw kupiłam jedną, potem skusiłam się na kolejne dwie. Ominęłam jedynie wersję nr 03, ponieważ zupełnie nie są to moje klimaty kolorystyczne. 

Myślę, że najlepiej będzie, jak omówimy sobie te palety po kolei.

01


Jest to paleta chłodna. Zawiera dwa chłodne brązy oraz dwa błyszczące cienie - średni brąz i bardzo jasny, szampański.

Skład:
Mica, Kaolin, CI 77499, CI 77491, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77742, CI 77891, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, CI 77492, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract

omnia_botanica

02


Mamy tutaj dwa przepiękne maty - bordowy i śliwkowy, oraz dwa błyski - złoto oraz ciemne, stare złoto.

Skład:
Mica, CI 77491, Kaolin, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77499, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, CI 77492, Pentylene GlycoL, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract


04


Najcieplejsza propozycja, która zawiera dość neutralny matowy brąz, który idealnie się sprawdza jako cień przejściowy oraz matowy rudy brąz. Jak w poprzednich paletach, mamy również dwa błyski - jaśniejszy, brzoskwiniowy opalizujący na złoto oraz miedziany. 

Skład:
Mica, Ci 77491, Kaolin, Ci 77742, Ci 77499, Ci 77492, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnesium Oxide, Alumina, Magnolia Officinalis Bark Extract


Jakość


I teraz najważniejsze: jak z jakością? Czy są to kolejne cienie na rynku z ładnym składem, którymi warto się zainteresować? Jak najbardziej tak. Przyznam się, że na początku kolorystyka do mnie nie przemawiała, ale ostatecznie stwierdziłam, że muszę je dla Was przetestować, bo naturalnych cieni nie ma za dużo na rynku. A już na pewno nie w takiej cenie. 
Jakość tych cieni mnie pozytywnie zaskoczyła. Wydaje mi się, że nie znam drugich tak jedwabistych cieni pod palcami. Naprawdę to jest jakieś masło. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, ładnie się rozcierają i przyklejają do siebie. Gdy nałożymy ciemny cień bezpośrednio na powiekę, to nie robi plam i da się go rozetrzeć. Maty jakościowo zupełnie nie odbiegają od cieni wysokopółkowych, a nawet mogłabym powiedzieć, że są lepsze.
Błyski pewnie nikogo nie zaskoczą. Są to klasyczne perły, ale również mają cudowną konsystencję, dobrze się aplikują na powiekę zarówno palcem, jak i płaskim pędzlem. Osobiście na co dzień lubię tego typu błyski, nie potrzebuję nic więcej, ale to już kwestia preferencji.

Przejdźmy do minusów. A właściwie jednego minusa, jaką jest trwałość. Przez to, że cienie są aż tak jedwabiste, to mam wrażenie, że są też odrobinę tłuste. Ja mam maksymalnie tłuste powieki i nie mogę znaleźć nawet nienaturalnej bazy, która by sobie z tym radziła, więc u mnie te cienie po jakimś czasie się zbierają. Moim zdaniem cienie będą idealne dla powiek suchych, dojrzałych i tłustych, jeśli macie dobrą bazę. 

Podsumowując, mamy kolejne cudowne cienie z naturalnym składem na rynku. Do tego są łatwo dostępne (w Rossmannie) i mają niską cenę (29,99 zł). Jeśli się nad nimi zastanawialiście, to naprawdę warto się skusić :)

Dajcie znać, jak Wam się podobają? :)

Buziaki!
Kasia

stycznia 26, 2021

Prezentacja cieni Eyemagination od Pixie Cosmetics

Hej!

Cienie Pixie Cosmetics (a właściwie Féerie Céleste) pokochałam od pierwszego użycia. Postanowiłam więc domówić jeszcze kilka i stworzyć paletkę 12 odcieni idealnych dla mnie. Dzisiaj chciałabym je Wam zaprezentować dokładniej, pokazać swatche, różnice między nimi. Mam nadzieję, że taki wpis Wam się spodoba. Zapraszam :)

Skomponowałam sobie paletkę, którą już miałam w domu, ale wiem, że niedługo w asortymencie Pixie ma się pojawić absolutnie przepiękna paletka magnetyczna i już nie mogę się jej doczekać :)

Na razie wybrałam sobie te odcienie, które najbardziej mi się podobają i do mnie pasują. Być może będę sobie powoli zbierać resztę kolorów, ale ta dwunastka obecnie w zupełności mi wystarczy. Czekam jeszcze na powiększenie kolekcji o brudne róże, bo tego mi najbardziej brakuje. 

W dzisiejszym wpisie chciałabym zaprezentować odcienie, które posiadam, żeby może ułatwić Wam wybór, jeśli się nad jakimś kolorem zastanawiacie. Muszę przyznać, że uwielbiam robić takie rzeczy - najpierw skomponować sobie paletkę, żeby idealnie wszystko do siebie pasowało, a później zrobić prezentację wszystkich kolorów. Cały czas się uczę robić jak najlepsze zdjęcia i swatche. 

Cienie podzieliłam sobie na dwie grupy - matowe i błyszczące. A zatem przejdźmy do opisu każdego z nich.


Cienie matowe


Dried Tumbleweed - jasny, cielisty cień, idealny do zmatowienia łuku brwiowego.

Wet Sand - chłodny, jasny beż, mający w sobie nutę szarości.

Coffee Bean Heart - dość ciemny brąz. Spodziewałam się bardzo chłodnego odcienia, ale pozytywnie się zaskoczyłam, ponieważ idzie on jednak bardziej w neutralną stronę.

Drop of Cappuccino - średni brąz, idealny jako cień przejściowy w załamanie powieki. Na powiece wypada cieplej niż w opakowaniu.

Sip of Burgundy - piękne, idealne bordo.

Eggplant Touch - ciemny, bakłażanowy brąz.


Cienie błyszczące


Lustrous Beige - piękny, chłodny odcień beżu. Metaliczne wykończenie, miękka, masełkowata formuła.

Glass of Rose Wine - ciężki do opisania cień, ponieważ w każdym świetle wygląda inaczej. Moim zdaniem to różowe złoto. Ma delikatnie różową bazę i opalizuje na złoto. 

Peach Gold - w palecie cień podobny do Glass od Rose Wine, ale jednak ma trochę inną bazę, bardziej brzoskwiniową.

Lychee Scale - jedyny błysk w mojej kolekcji z serii Frosted Pearl. Dla mnie bardziej satynowy niż perłowy. Kolor to taki jasny beż. Dla fanek bardzo delikatnego makijażu. 

Sunset in the Fairyland - jest to bardziej sprasowany cień od pozostałych Pigmentallic, które mam. To przepiękna czerwień, która ma w sobie mnóstwo maleńkich czerwonych drobinek. 

Heart in Berberis - ciemny fiolet, który również ma w sobie mnóstwo małych drobinek. Głównie  srebrzystych, ale mam wrażenie, że również troszkę niebieskich.

 
Na koniec krótki filmik (kolejność cieni taka jak na zdjęciu ze swatchami):


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny. Dajcie proszę znać, jak Wam się podoba taka prezentacja kosmetyków. 

Buziaki!
Kasia

grudnia 19, 2020

Świąteczny prezent dla samej siebie - nowości od Féerie Céleste

Hej!

Witam Was w przedświątecznym wpisie, który tworzę między lepieniem pierogów a pieczeniem ciast. Jak u Was przygotowania? U mnie praca wre, ale znalazłam chwilę, żeby pokazać Wam nowości Féerie Céleste (to siostrzana marka Pixie Cosmetics), które tydzień temu miały swoją premierę, a mianowicie prasowane cienie do powiek oraz róż. Jeśli interesuje Was naturalna kolorówka, to koniecznie czytajcie dalej :)


Muszę przyznać, że Pixie nauczyło nas cierpliwości, ponieważ cienie do powiek były zapowiedziane chyba z pół roku temu. Zatem pewnie rozumiecie, że tej premiery najbardziej nie mogłam się doczekać i musiałam te cienie kupić. Sprawiłam więc sobie świąteczny prezent :) Do oferty weszło sporo odcieni, ale ja zdecydowałam się na razie na 7. W dalszej części wpisu dokładnie Wam je pokażę.

Na ten dzień elfy przygotowały jeszcze jedną premierę prasowanych róży, a więc również skusiłam się na jeden z nich. 

Pixie umie w opakowania


To trzeba przyznać. Powiem Wam, że chyba nie ma piękniejszych opakowań na rynku. Te grafiki są po prostu nieziemskie, w każdym świetle i pod każdym kątem wyglądają inaczej. Produkty od razu wprowadzają nas w baśniowy świat, pełen magii i cudów. Niezmiennie mnie to zachwyca i sprawia, że już w tej chwili mogę napisać, że warto było tak długo czekać :) Tego piękna nie da się oddać na zdjęciach, choć bardzo się starałam.
Zarówno cienie jak i róż to wkłady i trochę ciężko je przechowywać w tych opakowaniach. Lepiej przełożyć je do palety magnetycznej. Pixie zdradziło, że szykuje dla nas również coś w tym temacie :)


Róż prasowany Rosy Rhapsody


Do wyboru mamy 10 odcieni, ale najbardziej wpadł mi w oko 05 Nude Nuances. To jasna, zgaszona brzoskwinia. Bałam się, że kolor będzie za bardzo pomarańczowy, ale na szczęście nie. Na mojej bladej twarzy prezentuje się ładnie, delikatnie ją ożywia. Chciałam coś takiego bardziej stonowanego i nie zawiodłam się. Do tego róż rozciera się jak marzenie. Coś niesamowitego :)


Cienie do powiek Eyemagination


Marka wprowadziła aż 4 wykończenia cieni: matowe, opalizujące, perłowe i metaliczne. Na razie zdecydowałam się na dwa z nich, w sumie 7 cieni: 4 matowe i 3 metaliczne:

  • Dried Tumbleweed - jasny, dość chłodny cielisty odcień
  • Drop of Cappuccino - średni, neutralny brąz, idealny jako cień przejściowy w załamanie powieki
  • Sip of Burgundy - piękny, zgaszony bordowy mat
  • Eggplant Touch - ciemny, również zgaszony, bakłażanowy fiolet, fajnie się sprawdzi w zewnętrzny kącik albo jako kreska przy linii rzęs


  • Lustrous Beige - chłodny, metaliczny beż, ma w sobie srebrzyste tony
  • Glass of Rose Wine - ciekawy odcień, dla mnie to takie metaliczne różowe złoto. W świetle dziennym widzę w nim delikatnie miedzianą bazę opalizującą na złoto. Cień ciężki do opisania.
  • Glimpse of Sunshine - ten cień dałabym do piątej kategorii, np. drobinkowe, ponieważ to jasny róż ze złotymi drobinkami


Tutaj wszystkie produkty razem:


I swatche:


Bardzo ciężko oddać błyski na zdjęciach, ale myślę, że tutaj widać różnicę w Glimpse of Sunshine:


Formuła


Konsystencja jest przyjemna, raczej jedwabista. Zdecydowanie nie są to suche, kredowe cienie. Maty mają cechę, którą najbardziej lubię w cieniach, a mianowicie dają się budować i dobrze się ze sobą łączą. Błyski najlepiej nakładać palcem na mokrą bazę - wtedy wydobędziemy z nich największy blask., aczkolwiek te typowo metaliczne (Lustrous Beige oraz Glass of Rose Wine całkiem nieźle nabierają się również na pędzel). Oczywiście jest to moje pierwsze wrażenie, ale przetestowałam już w swoim życiu sporo cieni i czuję, że z tymi się polubię, bo uwielbiam, jak cienie się do siebie kleją. Na pewno pokażę Wam jakiś makijaż tymi cieniami na moim instagramie, więc tam Was również zapraszam :)

Cena i dostępność


Cienie matowe i perłowe kosztują 36 zł, metaliczne 39 zł i opalizujące 54 zł za 1,2 grama. Za róż płacimy 48 zł za 3 gramy. Produkty dostępne są na razie tylko na stronie pixiecosmetics.com.

Co wyróżnia kosmetyki Pixie Cosmetics?


Według mnie najbardziej piękne, naturalne składy. Naturalnych cieni bardzo brakuje na naszym rynku i cieszę się, że marka poszła właśnie w tę stronę. Mam nadzieję, że będzie stopniowo rozszerzać ofertę, bo bardzo chętnie przygarnęłabym jakieś brudne róże :) 
Mam świadomość tego, że te produkty są drogie. Osobiście jednak za naturalny skład i przy tym świetną jakość jestem w stanie zapłacić. Do tego te przepiękne opakowania sprawiają, że otrzymujemy produkt luksusowy, który cieszy nasze oko. 
Jestem dumna z marki, że się tak rozwija i dopóki będzie tworzyć takie cuda, to na pewno będę ją wspierać. 


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny :) Piszcie, jak Wam się te cienie podobają? Czy jesteście w stanie wydać więcej za naturalny skład, czy może nie ma on dla Was znaczenia? 
Przy okazji życzę Wam spokojnych i zdrowych Świąt :)

Buziaki!
Kasia

sierpnia 10, 2020

Bell - paleta cieni Pressed Pigment
Czy warto kupować kosmetyki w Biedronce? #12

Hej!

Przy okazji kosmetycznych zakupów w Biedronce skusiłam się jeszcze na jedną rzecz, a mianowicie paletę cieni Pressed Pigment z Bell. Zainteresowała mnie, ponieważ nie ma najgorszego składu, więc stwierdziłam, że ją dla Was przetestuję. Jeśli jesteście ciekawi, czy warto po nią sięgnąć, to zapraszam do czytania dalej :)


Paleta ma plastikowe opakowanie bez lusterka i zawiera 10 cieni - 6 matowych i 4 błyszczące. Utrzymana jest w ciepłej kolorystyce, ale znajdziemy w niej też podstawowe kolory takie jak cielisty beż oraz czerń. Oprócz tego z matów mamy również:
  • ciepły, jasny brąz, który świetnie sprawdza się jako cień przejściowy,
  • ciemniejszy, rdzawy brąz,
  • chłodniejszy brąz do przyciemnienia zewnętrznego kącika,
  • piękny, śliwkowy, dość ciemny cień.
Natomiast z błysków mamy:
  • miedziany,
  • lekko pomarańczowe złoto,
  • żółty,
  • ciemny khaki ze złotymi drobinkami.

Paletę zakupiłam, bo ma przyzwoity skład. Nie jest naturalny, ale nie zauważyłam w nim np. mikroplastiku, którego unikam, jak mogę i który jest naprawdę w większości kosmetyków kolorowych niezależnie od ceny. 


Cienie mają bardzo jedwabistą konsystencję i genialnie się rozcierają, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Pigmentacja jest według mnie w sam raz. Da się stopniować intensywność cieni. Do tego całkiem nieźle się ze sobą łączą. Najgorzej przykleja się do pozostałych ten ciemny brąz, ale generalnie uważam, że i tak jest ok. Najlepiej go wciskać w powiekę, a nie rozcierać, żeby nie zrobił plam. Jeśli chodzi o czerń, to dobrze się nią robi kreskę przy linii rzęs. Bardzo zaskoczył mnie też cielisty beż, który ma genialną pigmentację. Błyski najładniej wyglądają na klejącej bazie. Szczególnie ten żółty i ciemny khaki najlepiej tak aplikować.


Na koniec propozycja makijażu. Starałam się wykorzystać jak najwięcej cieni. Muszę przyznać, że pracuje się nimi naprawdę dobrze.


Jeśli dobrze pamiętam, to paleta kosztuje 19,99 zł i jest dostępna w szafach Bell w Biedronce. Ostatnio chętnie po nią sięgam, zwłaszcza jeśli mam ochotę na ciepły makijaż. Kolory pięknie podbijają niebieską tęczówkę. Jakościowo paleta mnie pozytywnie zaskoczyła. Cienie świetnie się rozcierają. Myślę, że za taką cenę warto się skusić, jeśli akurat szukałyście palety w takiej kolorystyce.

Dajcie znać, jak Wam się podoba? Lubicie takie kolory cieni? :)

Buziaki!
Kasia

marca 13, 2020

EVELINE paleta Ruby Glamour
RECENZJA

Hej!

Dawno na moim blogu nie było recenzji palety. Tym razem pokażę Wam absolutną nowość, którą na razie można jedynie dostać w drogeriach internetowych, a mianowicie Ruby Glamour od Eveline. Paleta zachwyciła mnie swoją kolorystyką i stwierdziłam, że ją dla Was przetestuję :)

eveline-ruby-glamour

Zacznijmy od opakowania, które zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Jest metalowe (tak mi się wydaje), z lusterkiem, porządnie wykonane. Jak na paletę drogeryjną wygląda naprawdę bardzo dobrze.
Nawet przy zamkniętym opakowaniu czuć zapach cieni. Wszystko pachnie słodko, jakby gumą balonową. Moim zdaniem lepsze to niż zapach plastiku.
W środku oprócz 12 cieni znajdujemy dwustronny pędzelek, z syntetycznego włosia, które jest przyjemne i da się nim wykonać makijaż np. na wyjeździe. Pędzelek prezentuje się elegancko, ponieważ skuwki i trzonek są w kolorze mojego ulubionego różowego złota i bardzo pasują do całości.


Trzeba przyznać, że paleta do złudzenia przypomina Naked Cherry od Urban Decay. Powiem szczerze, że nie przepadam za takimi podróbkami, ale absurdalnie wysoka cena (219 zł) i koszmarny skład cieni z UD sprawiają, że nie czuję w tej kwestii jakichś większych wyrzutów sumienia.
Przejdźmy zatem do najważniejszego czyli jakości palety Ruby Glamour. Mamy tutaj 5 błysków i 7 matów. Konsystencja cieni mnie zaskoczyła - są bardzo przyjemne, jedwabiste w dotyku. Do tego mają naprawdę dobrą pigmentację. Może nie jakąś szaleńczą, ale ze spokojem da się budować intensywność cieni i ładnie się ze sobą łączą. Kolorystyka bardzo sprzyja kobiecej urodzie i jeśli jeszcze nie miałyście do czynienia z takimi odcieniami, to bardzo Wam polecam je wypróbować. Ja zdecydowanie częściej sięgam właśnie po takie kolory niż po brązy i beże. Morela, odrobina różu podkreślają urodę i odświeżają spojrzenie :)

eveline-paleta-ruby-glamour
eveline-paleta-ruby-glamour-swatche

Paleta Ruby Glamour zrobiła na mnie dobre wrażenie i chętnie po nią sięgam w codziennym makijażu. Od kwietnia powinna być dostępna stacjonarnie, a na razie możecie ją dostać w drogeriach online, np. ezebra czy ekobieca. Kosztuje ok. 40 zł.
Jak najdzie mnie odrobina weny, to wrzucę makijaż wykonany tą paletą na instagrama, więc zachęcam do obserwowania mojego profilu.

Piszcie koniecznie, jak Wam się ta paleta podoba i czy lubicie taką kolorystykę w swoich makijażach :)

Buziaki!
Kasia

lipca 12, 2019

Morphe - The Jaclyn Hill Eyeshadow Palette

Hej!

Nadszedł czas na recenzję palety, którą mam u siebie już prawie rok i o której trochę zapomniałam. A zdecydowanie zasłużyła na to, żeby o niej trochę opowiedzieć. Mowa o palecie Morphe, która powstała we współpracy z Jaclyn Hill. Zapraszam :)

morphe-the-jaclyn-hill-palette

Paleta The Jaclyn Hill Palette to 35 cieni zamkniętych w białym, minimalistycznym, tekturowym opakowaniu. 18 z nich to cienie błyszczące, pozostałe 17 to maty. Paleta jest utrzymana raczej w ciepłej tonacji, chociaż znajduje się też w niej kilka chłodnych odcieni. Całość prezentuje się moim zdaniem bardzo ciekawie, chociaż zauważam również jeden główny minus, mianowicie powtarzające się odcienie, które różnią się od siebie nieznacznie. Takich minimalnych różnic zupełnie na oku nie widać. Mimo to kolorystyka mi się podoba i uważam, że da się tymi cieniami stworzyć wiele makijaży. Niestety nie jest to paleta kompletna, ponieważ nie posiada matowego cielistego beżu. Te dwa pierwsze cienie są błyszczące. 

morphe-jaclyn-hill-palette

Jeśli chodzi o konsystencję, to jest ona masełkowa, bardzo przyjemna. Cienie mają genialną pigmentację, co będziecie mogli zobaczyć na zdjęciu ze swatchami. Jak może wiecie, ja za taką przesadną pigmentacją nie przepadam, bo często trzeba z nią uważać, ale z tymi cieniami pracuje mi się wyjątkowo dobrze. Da się stopniować ich intensywność, bardzo dobrze się rozcierają i ze sobą łączą. Cienie metaliczne zazwyczaj nakładam palcem i większość z nich przykleja się nawet bez bazy. Przetestowałam już w swoim życiu wiele cieni i uważam, że te cienie z Morphe są jednymi z lepszych. 


Moim zdaniem jest to idealna paleta dla wizażystek. Aż czasem żałuję, że na razie sama nie maluję. Mamy tutaj w zasadzie wszystko, czego potrzeba. Cieniami pracuje się bardzo łatwo, więc będzie to też dobra opcja dla początkujących makijażystek, które zbierają kosmetyki do kufra. 
Niestety nie wiem, jak obecnie z dostępnością w Polsce. Ja tę paletę kupowałam przez Facebooka American Cosmetics. Kosztowała 200 zł. Wydaje się dużo, ale w przeliczeniu na jeden cień wychodzi coś ok. 5,70 zł, więc jak widzicie, tanioszka.


Udało mi się też zrobić makijaż, bo bardzo chciałam Wam pokazać, jak ładnie te cienie wyglądają. I zapewniam Wam, że ten efekt uzyskałam bez jakiegoś wielkiego nakładu pracy.

morphe-jaclyn-hill-makeup-makijaż

Zdecydowanie mogę tę paletę polecić. Jeśli się nad nią zastanawialiście, to bierzcie, na pewno będziecie zadowoleni :)

Piszcie proszę, jak Wam się podoba ta paleta, a jeśli już jej używaliście, to czy macie podobne odczucia na jej temat.

Do następnego!
Kasia

listopada 29, 2018

TOP 3 Moje ulubione cienie do powiek

Hej!

Jako blogerka urodowa przetestowałam już mnóstwo cieni do powiek i dzięki temu wiem, z którymi pracuje mi się najlepiej oraz w jakich odcieniach czuję się dobrze. Ostatnio dość mocno ograniczam ilość posiadanych kosmetyków. Wiem, że pewnie blog na tym ucierpi, ale potrzebuję tego. Zbyt duża ilość wszystkiego, zamiast cieszyć, coraz bardziej przytłaczała. Dlatego dzisiaj w ramach ulubieńców opowiem Wam o moich ulubionych cieniach do powiek, po które sięgam najchętniej. Zapraszam do czytania dalej :)


Może zacznę od tego, czego oczekuję od cieni do powiek i z jakimi formułami pracuje mi się najlepiej. Otóż lubię dobrą pigmentację - nie za mocną, a taką, którą da się budować. Uważam, że niedopuszczalny jest fakt, gdy cienie nie chcą się do siebie kleić. Stwierdziłam też, że najchętniej sięgam po cienie, które nie sypią się jak szalone, są mocniej sprasowane. To tak gwoli wyjaśnienia, a teraz przejdźmy już do konkretnych marek.

Inglot


To marka, którą zna chyba każdy. Mam wrażenie, że cienie są niedoceniane, a szkoda, bo ich jakość mocno się poprawiła. Moim zdaniem wraz z kolekcją What a spice zaczęła się nowa era cieni Inglot i teraz już naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Mnie w szczególności zachwyciła kolekcja Jennifer Lopez, która jest przepiękna i idealnie sprawdza się na co dzień. Pigmentacja tych cieni jest dobra, nieprzesadzona, ze spokojem da się ją budować. Gdybym miała polecić Wam jeden cień, po który sięgam najczęściej, byłby to J301 Pink Satin. Pięknie wygląda razem z J329 Taupe oraz J319 Crimson. O dziwo nie przeszkadzają mi w nich drobinki, bo mocno ich nie widać, a jedynie delikatnie rozświetlają cały makijaż. Z matów najbardziej lubię ostatnio 295 oraz 303, czyli przybrudzone róże. 

Od lewej: Crimson, Taupe, Satin Pink, 303, 295

Makeup Atelier Paris


Nie wiem, który już raz polecam Wam paletę T19. Jeśli lubicie takie kolory, to zdecydowanie warto ją mieć. Pod względem formuły cienie bardzo przypominają mi te z Inglota, ale uważam, że pracuje się z nimi jeszcze lepiej i jeśli mam ochotę na całkowicie matowy makijaż, to sięgam właśnie po nie. Jak widzicie na zdjęciu poniżej, trochę tę paletkę zmodyfikowałam. Totalnie nie pasował mi w niej drugi cień od lewej, więc wymieniłam go na coś błyszczącego (Indyjski róż z Glamshopu) i uważam, że teraz jest idealnie :)


Nabla


Teraz najdroższe z tego zestawienia cienie marki Nabla. Myślę, że jeszcze jakiś czas temu nie pojawiłyby się w tym wpisie, ale teraz, po wypuszczeniu przez markę kolekcji matowych cieni, muszę o nich wspomnieć. Najnowsze matowe cieni to totalny sztos. Cienie są drogie (35 zł za sztukę), ale absolutnie warte swojej ceny. Pod względem formuły Nabla zrobiła coś wyjątkowego. Cienie mają niesamowicie jedwabistą konsystencję, a przy tym nie kruszą się pod pędzlem ani nie osypują. Natomiast najbardziej urzeka mnie w nich to, jak cudownie da się je budować. Tak naprawdę jednym cieniem można uzyskać efekt, który innymi cieniami uzyskujemy za pomocą kilku kolorów. To sprawia, że praca z cieniami Nabla jest bardzo szybka i przyjemna. Na tę chwilę posiadam 3 cienie z tej kolekcji: Artemisia (mój ulubieniec), Leon oraz Cherie Shape. I moja rada, jeśli chcecie zakupić matowe cienie Nabla, to wybieracie tylko i wyłącznie z tej najnowszej kolekcji matów. Mam też dwa ulubione błyszczące cienie, które pięknie wyglądają na powiece ruchomej. Są to Luna oraz Snowberry. Jestem naprawdę tymi cieniami oczarowana i serdecznie Wam je polecam.

Od lewej: Artemisia, Leon, Cherie Shape, Snowberry, Luna

Muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że odnalazłam swoją ulubioną formułę cieni. To ważne, żebyśmy wybierały takie konsystencje, które nam odpowiadają i z którymi praca sprawia nam przyjemność. Pod względem kolorów zrobiłam się trochę nudna. Mam świadomość, że wszystkie są podobne, ale właśnie po takie sięgam najczęściej. 

Piszcie proszę w komentarzach, jakie cienie lubicie najbardziej. Jestem bardzo ciekawa :)

Do następnego!
Kasia

października 12, 2018

Miyo x Beauty V Tricks - paleta cieni Insta Glam
Recenzja & Konkurs [Zakończony]


Ostatnimi czasy marki kosmetyczne zasypują nas nowymi paletami cieni w podobnych kolorach i muszę się Wam przyznać, że coraz rzadziej na ich widok szybciej bije mi serce. Jednak oczywiście zdarza się, że robię wyjątek i coś mnie naprawdę zachwyci. Tak było w przypadku najnowszej palety  Insta GlamMiyo, która powstała we współpracy z Beauty V Tricks. Jak tylko ją zobaczyłam na instagramie (paletkę, nie Vanessę :P), wiedziałam, że będzie moja. Wygląda po prostu obłędnie i już teraz mogę powiedzieć, że jestem dumna, że polska marka wypuszcza takie cudeńka. Zatem już wiecie, jaka jest moja opinia na jej temat, ale i tak zapraszam do dalszej części wpisu, gdzie pokażę Wam ją z bliska i trochę więcej o niej opowiem. A na końcu czeka na Was również niespodzianka :)

miyo-insta-glam-beautyvtricks

Mam wrażenie, że piękniejszej współpracy sobie Vanessa wymarzyć nie mogła, ponieważ według mnie jest to paleta totalnie wyjątkowa. Cieszę się też, że marka Miyo wybrała troszkę mniej znaną Youtuberkę. Sama wcześniej nie wiedziałam za bardzo o jej istnieniu, a teraz subskrybuję i chętnie oglądam, ponieważ przemiła z niej dziewczyna :)

miyo-beautyvtricks-paleta-cieni

Sama paleta to po prostu sztos - począwszy od przepięknego opakowania, a skończywszy na samej zawartości. Wszystko się w niej zgadza, serio. Jest przemyślana w 100%, ma cudowne kolory, którymi można stworzyć zarówno dzienny, jak i bardziej szalony, kolorowy makijaż. Do tego pigmentacja powala, cienie rozcierają się jak marzenie i nie mam totalnie się do czego przyczepić. No może jedynie do tego, że jest to edycja limitowana, nad czym strasznie ubolewam, ponieważ uważam, że paleta zasługuje na dużo większe grono odbiorców. Zwłaszcza że kosztuje ona 59,99 zł (!), a powiem szczerze, że ze spokojem jej cena mogłaby być 2-3 razy wyższa i tak czy siak byłaby tej ceny warta. No ale pozostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć, że trzeba wydawać majątku za tak genialną jakość.

miyo-beautyvtricts-insta-glam-swatche

Jeśli chodzi o dostępność, to z tym jest ciężko. Wyprzedał się już drugi drop i trzeci ma być bodajże pod koniec listopada. Ale nie martwcie się, zakupiłam również jedną dla Was, a zatem przejdźmy do najmilszej części wpisu, czyli do konkursuZasady są bardzo proste. Wystarczy obserwować mojego bloga oraz odpowiedzieć krótko na pytanie. Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie informację o konkursie na swoim blogu/FB/IG.

Konkurs trwa od 12.10.18r. - 31.10.18r. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 od zakończenia konkursu.


miyo-beautyvtricks-insta-glam-konkurs-rozdanie


REGULAMIN KONKURSU
  1. Organizatorką konkursu i fundatorką nagród jest autorka bloga www.dressyourface.pl.
  2. Wysyłka nagród odbywa się wyłącznie na terenie Polski.
  3. Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie.
  4. Konkurs trwa od 12.10.2018r. - 31.10.2018r. do godz. 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi na blogu w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. 
  5. Zwycięzca ma 5 dni na przesłanie danych do wysyłki. Jeśli tego nie zrobi, zostanie wybrana kolejna osoba.
  6. Biorąc udział w konkursie, zwycięzca zgadza się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy to wysyłki).
  7. Nie ma możliwości wymiany nagrody na równoważność pieniężną.
  8. Nagrodą jest paleta cieni Insta Glam marki Miyo.
  9. Aby wziąć udział w konkursie, należy wypełnić formularz.
  10. Odpowiedź na pytanie musi być unikatowa, czyli stworzona na potrzeby tego konkursu.
  11. W konkursie można wziąć udział tylko raz
  12. Adresy e-mail zbierane są tylko na potrzeby konkursu (w celu kontaktu ze zwycięzcą) i nie będą dalej przetwarzane ani przekazywane.


WYNIKI

Kochani, dziękuję Wam serdecznie za udział w konkursie i za tak cudowne, kreatywne odpowiedzi. Z wielką przyjemnością je wszystkie przeczytałam. Ciężko było wybrać zwycięzcę, ale ostatecznie zdecydowałam, że wygrywa Ewkaro. Twój pomysł na miodową paletę bardzo mi się spodobał (nazwa też świetna!) :) Prześlij mi proszę dane do wysyłki na maila dressyourfaceblog@gmail.com. Jeszcze raz Wam dziękuję i zachęcam do obserwowania bloga oraz instagrama. Postaram się, żeby tego typu konkursy pojawiały się częściej. 

Buziaki!
Kasia

TOP