Najnowsze wpisy

września 16, 2021

Felicea - naturalne szminki Refill Me

Nie mam pojęcia, dlaczego ten wpis pojawia się dopiero teraz. Uświadomiłam sobie, że zbyt rzadko wspominałam na blogu o szminkach marki Felicea, a przecież tak bardzo je lubię i zdecydowanie zasługują na osobny wpis. Zwłaszcza że teraz Felicea zmieniła zupełnie opakowania na takie z wymiennymi wkładami. Pojawiły się również nowe odcienie. Pokażę Wam dzisiaj te, które mi się najbardziej spodobały. Zapraszam :)

Marka Felicea od jakiegoś czasu sukcesywnie zmienia opakowania na bardziej eko i w duchu less waste. W przypadku pomadek zdecydowała się na zastosowanie wymiennych wkładów. Główne opakowanie zostało wykonane z aluminium. Refille wymienia się bardzo łatwo (po prostu się je wyciąga), dlatego zdecydowałam się na zakup jednej pełnowymiarowej szminki i dwóch wkładów. 

Składy zostały minimalnie zmienione, ale nie wpłynęło to na konsystencję pomadek. Wosk pszczeli został zastąpiony emolientem roślinnym, dzięki czemu szminki są teraz odpowiednie dla wegan

Ricinus Communis Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Mica, Polyglyceryl-3 Diisostearate*, Isocetyl Stearoyl Stearate*, Isopropyl Myristate*, Tocopheryl Acetate, Citrus Grandis Peel Oil, Limonene, +/-CI 77499, +/-CI 77492, +/-CI 77491, +/-CI 77891, +/-CI 15850 

*surowce z EcoCert           

#214 Rosie - najjaśniejszy, nudziakowy róż

#215 Perfect Pink - piękny, żywy odcień dosyć chłodnego różu. Czegoś takiego mi brakowało :)

#216 Amethyst - to odpowiednik pomadki nr 28 w starej formule. Mój ulubieniec od lat. Dla mnie to taki idealny mauve. Bardzo często ląduje na moich ustach i pasuje praktycznie do każdego makijażu :)

Przyznam się Wam szczerze, że jak myślę o idealnej szmince, to przed oczami mam właśnie tę od Felicea. Przede wszystkim jej konsystencja jest po prostu genialna - kremowa, ale nie za bardzo. Nie rozmazuje się, nie wylewa poza kontur. Do tego ma świetną pigmentację, ładnie się zjada. Nie podkreśla również niedoskonałości ust, np. suchych skórek, a dzięki cudownemu składowi je pielęgnuje. 

Odcień 216 (wcześniej 28) to mój ulubieniec od lat i zupełnie nie wiem, czemu dopiero teraz Wam ją pokazuję. Jeśli któryś kolor Wam się spodoba, to bardzo polecam wypróbować :)

Szminki w całości kosztują 39 zł, refill 27 zł. Dostaniecie je na stronie felicea.pl. Są również dostępne na stronie Hebe i tam często można trafić na promocje. 

Dajcie znać, czy używaliście kiedyś tych szminek i jak Wam się sprawdziły? 

Buziaki!
Kasia

sierpnia 31, 2021

Pudrowe nowości od Pixie Cosmetics

Hej!

Ostatnio Pixie Cosmetics poszalało z nowymi pudrami, ponieważ w ich ofercie pojawiło się ich aż 5. Wśród nich znajduje się puder utrwalająco - wygładzający Beauty and the Blur oraz pudry modelująco -  rozświetlające Immediate Beauty Loose Powder, które już kiedyś były w asortymencie. Teraz wróciły w nowej formulacji i aż 4 odcieniach. Zapraszam Was serdecznie na prezentację tych cudeniek :)


Beauty and the Blur


Zacznijmy od kosmetyku, który zrobił na mnie największe wrażenie i moja tłusta cera polubiła go najbardziej. Mowa o pudrze utrwalająco - wygładzającym Beauty and the Blur. Jak sama nazwa wskazuje, jego głównym zadaniem jest wygładzenie skóry i utrwalenie makijażu. Moim zdaniem robi to cudownie i jest to jeden z lepszych pudrów, jakich miałam okazję używać w życiu. 

Nie jest to produkt stricte matujący, ale zawiera w sobie składniki (np. skrobię kukurydzianą oraz krzemian wapnia), które takie właściwości posiadają. Oprócz tego mamy m.in. rozświetlającą mikę oraz wosk karnauba, który pomaga skórze utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia. Najciekawszym składnikiem (wg mnie) jest Volcanic Sand, czyli piasek wulkaniczny (szklany diament) - naturalny plankton roślinny, który jest pozyskiwany z pradawnych jezior wulkanicznych Owernii - francuskiej krainy wygasłych wulkanów. Składnik ten wykazuje wiele niezwykłych właściwości. Przede wszystkim wygładza i matuje, ale również chroni przed promieniowaniem UV, światłem niebieskim oraz chroni przed zanieczyszczeniami.

Puder jest drobno zmielony, ale w dotyku wydaje się dość suchy. Na szczęście po nałożeniu na twarz produkt świetnie stapia się ze skórą. Nie wygląda sucho ani pudrowo. Właściwie w ogóle go nie widać. Przy tym przepięknie wygładza skórę, nie podkreśla rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Nie daje efektu płaskiego matu, ma bardziej satynowe wykończenie. Na mojej tłustej cerze utrzymuje dość długo mat. Na moim ulubionym podkładzie z Felicea zaczyna się wyświecać po ok. 5-6 godzinach. Świetnie sprawdza się również do utrwalenia korektora pod oczami.

Beauty and the Blur ma delikatny, jasny kolor, który absolutnie nie będzie przyciemniał nawet najjaśniejszej cery, za to duży plus.


Immediate Beauty Loose Powder


To wielki comeback, bo pudry Immediate Beauty były już w ofercie Pixie Cosmetics. Tym razem powróciły ze zmienionym składem i aż w 4 odcieniach (wcześniej dostępne były 2). Każdy z nich posiada inny rodzaj minerału.

Lunar Beauty - najjaśniejszy i dość chłodny odcień beżu. Zawiera kamień księżycowy (Moonstone Powder), który nawilża skórę i chroni przed zanieczyszczeniami. Dobrze się sprawdzi dla zmęczonej, poszarzałej cery.


Amber Beauty - to również jasny, ale cieplejszy odcień. Jako jedyny z pudrów zawiera malutkie drobinki, które nie są mocno widoczne w naturalnym świetle. W swym składzie zawiera bursztyn (Amber Powder), który działa przeciwstarzeniowo. Jednocześnie delikatnie matuje, więc powinien się sprawdzić na mieszanych i tłustych cerach. To moja ulubiona wersja pudru, ponieważ ładnie stapia się z moją cerą i nie przyciemnia jej.


Rose Quartz Beauty - różowo - brzoskwiniowy beż, ciemniejszy od powyższej dwójki. Na mojej bardzo jasnej cerze jest odrobinę widoczny. Zawiera różowy kwarc (Quartz), który nawilża skórę i ma działanie przeciwzmarszczkowe.


Sun Kissed Beauty - najciemniejszy odcień, który świetnie sprawdzi się do opalonej cery. Na jaśniejszej można nim delikatnie ocieplać skórę i używać zamiast bronzera. Dla mnie niestety jest za ciepły. Sun Kissed Beauty zawiera bronzyt (Bronzite Powder), który poprawia mikrokrążenie krwi i regeneruje skórę.


Oprócz tych czterech cudownych minerałów, każdy z pudrów zawiera ekstrakty z siedmiu kwiatów: jaśminu, piwonii, wiśni japońskiej, kwiatu pomarańczy, lawendy, bzu i róży damasceńskiej. Wpływają one bardzo dobroczynnie na naszą skórę. Moim zdaniem skład tych pudrów wygląda jak skład jakiegoś mega dobrego kosmetyku do pielęgnacji. 


Konsystencja tych pudrów jest niesamowita. Tak drobno zmielonego produktu chyba jeszcze nie miałam. Właściwie nie czuć, że się go dotyka. Dzięki temu pudry te świetnie stapiają się ze skórą. 

Jak nazwa wskazuje, pudry te mają rozświetlać i modelować twarz. Można je stosować na wiele sposobów - na sucho lub na mokro, by wydobyć z nich jeszcze większy blask. Można również je aplikować na całą twarz albo w miejscach, które szczególnie chcemy rozświetlić. Będą ładnie wyglądały na powiekach w makijażu makeup no makeup. Fajnie się sprawdzą do utrwalenia korektora pod oczami dla osób, które lubią efekt nawilżonej skóry. Możliwości jest wiele :)
Przy okazji muszę zaznaczyć, że nie są to typowe rozświetlacze. To pudry, które w subtelny sposób rozświetlają cerę i nadają twarzy wielowymiarowości.
Jeśli, tak jak ja, macie cerę tłustą, to polecam aplikować je na samym końcu makijażu, po nałożeniu pudru matującego lub wygładzającego. Ostatnio miałam na sobie Amber Beauty zaaplikowany na Beauty an the Blur i nie zauważyłam wzmożonej produkcji sebum.
Szczególnie polecam te pudry dla cer suchych, dojrzałych, poszarzałych, które chcą sobie dodać trochę zdrowego blasku. 


Jak Wam się podobają nowości? Który puder Was najbardziej zaciekawił? :) 

Pamiętajcie, że kupując kosmetyki Pixie przez bannery i linki na moim blogu, macie zniżki na większość produktów :)

Zachęcam też do obserwowania mojego instagrama. Tam niedługo pojawi się rozdanie, w którym do wygrania będą pudry Immediate Beauty :)

Do następnego!
Kasia

sierpnia 09, 2021

Pixie Cosmetics - naturalna maskara Lash Charmer Mascara

Hej!

Dawno mnie tu nie było, ale przyznaję szczerze, że trochę mnie wena opuściła. Po 7 latach blogowania dopadł mnie lekki kryzys. Zwłaszcza że instagram skutecznie mnie dyskryminuje i nie pokazuje moich zdjęć, więc tak naprawdę mało kto wie o moich nowych wpisach i ogólnie ilość czytelników znacznie zmalała. Oczywiście nie jestem tutaj po to, by się żalić i generalnie zawsze cieszę się z każdego wyświetlenia oraz komentarza, ale moja motywacja do blogowania się dość mocno osłabiła. Myślę więc, że na razie będę tutaj wracać z produktami, które po prostu bardzo chcę Wam pokazać. Dziś chciałabym Wam krótko opowiedzieć o najnowszej maskarze od Pixie Cosmetics (a właściwie Feerie Celeste) - Lash Charmer Mascara. To pierwszy tusz w asortymencie marki, więc jeśli jesteście ciekawi, czy dali radę i co o nim sądzę, to koniecznie czytajcie dalej :)

lash-charmer-mascara

Zacznijmy od opakowania, które prezentuje się przepięknie. Jest matowe, ozdobione delikatnymi liśćmi, ze złotymi napisami. Pixie przyzwyczaiło nas już do niezwykłych opakowań i naprawdę jest się czym zachwycać. A jak z zawartością? Sprawdźmy najpierw, co na temat maskary pisze producent:

"W poszukiwaniu naturalnego piękna… spragnieni głębokiej trwałej czerni i miękkości rzęs, postanowiliśmy stworzyć coś, co pomoże nam zaspokoić to pragnienie. 

Lash Charmer Mascara nada Twoim rzęsom kolor głębokiej czerni i pogłębi ich naturalny skręt. Wyjątkowy składnik filmotwórczy (Pullulan) sprawia, że kosmetyk jest trwały i pozostaje nienaruszony na rzęsach przez cały dzień.

Tusz zawiera 95% składników naturalnego pochodzenia, w tym głównie woski z wielu różnych roślin (wosk słonecznikowy, wosk carnauba, wosk z otrębów ryżu, wosk z owoców sumaka jadowitego, wosk z rumianku marokańskiego, wosk z róży stulistnej, wosk z róży damasceńskiej).

Jest wyjątkowo delikatny dla oczu, a to dzięki zastosowaniu m. in. wyciągu naturalnego z damarzyka mocnego, którego właściwości lecznicze, nawilżające i łagodzące stany zapalne są znane i wykorzystywane od tysięcy lat, czy też niezmydlanej frakcji oliwy z oliwek, która ma za zadanie działać pielęgnująco, przeciwzapalnie i ochronnie.

Mascarę możesz nałożyć dołączoną do niej uniwersalną, prostą szczoteczką o sztywnym włosiu, która pomoże równomiernie nanieść kosmetyk i dokładnie rozczesać rzęsy."

pixie-cosmetics-maskara

Tusz ma klasyczną szczoteczkę, co mi osobiście bardzo odpowiada. Nabiera się go sporo, więc lepiej go trochę otrzeć z nadmiaru. W przypadku tej maskary kluczem do sukcesu jest nakładanie jej w jak najmniejszej ilości, żeby nie posklejała rzęs. Na szczęście szczoteczka całkiem nieźle je wyczesuje. 
Według mnie jest to tusz maksymalnie pogrubiający. Już przy jednej warstwie widać naprawdę zadowalający efekt. Co więcej, mam wrażenie, że jest to tusz, który najlepiej wygląda prezentuje się właśnie z jedną warstwą. Przy drugiej pojawiają się u mnie grudki, rzęsy potrafią się skleić. 

feerie-celeste-maskara

Oczywiście mamy tutaj bogactwo naturalnych składników, które świetnie wpływają na kondycję naszych rzęs. Szczególnie ciekawi mnie zastosowanie wyciągu z damarzyka mocnego, który posiada właściwości lecznicze, nawilżające i łagodzące stany zapalne. Jest to dla mnie bardzo ważne ze względu na moją chorobę oczu. Mam też maksymalnie wrażliwe oczy, a ten tusz ich nie podrażnia. 


Jeśli chodzi o trwałość, to tusz zdał egzamin w 100%. Testowałam go ostatnio w trudnych warunkach i absolutnie nic się nie osypało!

Według mnie jest to maskara dla osób, które lubią wyrazisty efekt na rzęsach. Tusz mocno pogrubia, a rzęsy stają się widoczne, co dla mnie, posiadaczki krótkich rzęs, jest niezwykle istotne. Nie lubię tuszów, które nic nie robią, bo wtedy wolę nie nakładać nic. Ten tusz robi robotę. Trochę trzeba się nauczyć z nim pracować, by nie sklejał rzęs. Na moich rzęsach najlepiej wygląda przy jednej warstwie.
Ja jestem z niego naprawdę zadowolona i myślę, że sięgnę po kolejne opakowanie :)

Na koniec efekt na moich rzęsach. Od razu zaznaczam, że mam krótkie rzęsy i jakoś ciężko mi się fotografuje ten efekt, bo pewnie dla większości nie będzie od spektakularny. Ale na żywo rzęsy były widoczne i ja jestem w pełni zadowolona, jak wyglądają :)


Maskara kosztuje 84 zł i dostaniecie ją TUTAJ. Pamiętajcie, że kupując przez ten link lub bannery na moim blogu, macie zniżki na większość produktów :)

Dajcie proszę znać, czy testowałyście już ten tusz? Jestem bardzo ciekawa, czy macie swoich ulubieńców w tej kategorii wśród kosmetyków naturalnych? Piszcie w komentarzach!

Buziaki!
Kasia


maja 31, 2021

Zoeva - paleta cieni Together We Shine
Recenzja + makijaż

Hej!

Czy pamiętacie jeszcze markę Zoeva? Kilka lat temu była bardzo znana, każdy chciał mieć jakąś paletę albo pędzle. Te ostatnie zresztą nadal mam, używam i lubię. Nic się z nimi nie dzieje. Co do palet, to kilka lat temu moją ukochaną była En Taupe. Natomiast ostatnią, jaką miałam, była jakaś mini paleta, która powędrowała dalej w świat, bo nie używałam jej zbyt często. Tak szczerze to trochę zapomniałam o tej marce i nie śledziłam ostatnio, co tam u niej słychać. Przez przypadek dowiedziałam się o nowej kolekcji. Paleta cieni Together We Shine wpadła mi w oko i stwierdziłam, że fajnie by było ją przetestować. Jeśli jesteście ciekawi, czy jestem z niej zadowolona i nie żałuję zakupu, to koniecznie czytajcie dalej :)


Po pierwsze nie mogę nie wspomnieć o przepięknym opakowaniu. Ten matowy róż, w połączeniu z błyszczącymi detalami w odcieniu rose gold, wygląda naprawdę świetnie. Dodatkowo paleta ma dobrej jakości lusterko i jest porządnie wykonana. 

W środku znajdujemy 10 cieni - 7 matowych i 3 błyszczące. Na stronie Zoeva producent obiecuje, że cienie mają nową formułę z większą pigmentacją. Powinny być jedwabiste i świetnie się blendować. Formuła jest wegańska, cienie nie były testowanie na zwierzętach, a także nie zawierają olejów mineralnych, zapachu i parabenów. 

Co do składu, to nie jest to skład naturalny, ale dla mnie akceptowalny. Mamy tutaj silikony, ale nie widzę np. dodawanego ostatnio wszędzie polietylenu. 

Jeśli chodzi o kolorystykę, to mamy tutaj odcienie w różowo - nudziakowych tonach. Również na stronie można przeczytać, że dzięki nim będzie można wykreować wyjątkowe makijaże na co dzień. Jak widzimy, z założenia ma być to paleta do dziennych makijaży, choć również ciemniejsze wieczorowe smoky dałoby się nią wykonać. Niemniej trzeba zauważyć, że kolory są do siebie dość mocno zbliżone, więc zdecydowanie nie jest to paleta do różnorodnych makijaży, w których każdy odcień dokładnie widać na powiece i nic się nie zlewa. Tutaj cienie na powiece się przenikają, tworzą całość i moim zdaniem jest to idealna paleta do fajnych dziennych smoky. Odcienie Confidence i Strength idealnie sprawdzają się do przyciemnienia zewnętrznego kącika. 
Błyski z kolei są to cienie metaliczne. Jest to błysk dosyć delikatny, elegancki i stonowany. Dla mnie idealny na co dzień. Nie ma tutaj mowy o błysku typu turbopigmenty z Glamshop.


Jeśli chodzi o jakość, to muszę przyznać, że obietnice producenta zostały spełnione. Cienie z palety Together We Shine są niezwykle jedwabiste. Mają świetną pigmentację, prawie w ogóle się nie osypują. Do tego blendują się jak marzenie. Cienie dobrze się ze sobą łączą i do siebie kleją. Błyski najlepiej wyglądają nakładane palcem. 
Z minusów zauważam tylko jeden. Jak na 10 cieni w palecie, to bardzo brakuje mi jasnego, cielistego matu. Wtedy byłaby to dla mnie paleta kompletna. 

Paleta jest już dostępna na stronie sephora.pl i kosztuje 129 zł.


Na koniec makijaż, który wykonałam przy użyciu większości cieni. Nie dodawałam sztucznych rzęs, bo prawda jest taka, że na co dzień nie ma opcji, żebym je aplikowała, a to właśnie jest mój makijaż dzienny :) Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodoba.


Podsumowując, dla mnie jest to paleta niemalże idealna i odkąd ją mam, sięgam po nią przy każdym makijażu. Odcienie pięknie podkreślają niebieską tęczówkę. 


Dajcie koniecznie znać, jak Wam się podoba. Lubicie taką kolorystykę cieni? No i piszcie, czy używacie jeszcze kosmetyków lub pędzli marki Zoeva.

Buziaki!
Kasia

maja 19, 2021

Feerie Celeste - podkład prasowany Magique Match

Hej!

Jakiś czas temu marka Feerie Celeste wypuściła na rynek mineralny podkład prasowany Magique Match. Jak pewnie wiecie, uwielbiam wersję sypką podkładu Pixie Cosmetics, więc tę również musiałam wypróbować. Jeśli jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdza, to koniecznie czytajcie dalej :)


Co pisze producent?


"Magique Match tworzy na skórze jedwabisty film mineralny, nadaje cerze naturalne, jednolite i nieskazitelne wykończenie. Niedoskonałości znikają, a twarz wygląda świeżo i naturalnie. Zapewnia lekko kremowe odczucie gładkości na skórze, idealnie stapia się z cerą. W składzie formuły pojawił się Volcanic Sand zwany inaczej "szklanym diamentem". Ten niezwykły składnik ochroni Twoją cerę przed działaniem widzialnego niebieskiego światła, osłoni ją przed zanieczyszczeniami (działając zarówno fizycznie jak i chemicznie), wchłonie nadmiar sebum, byś mogła cieszyć się jeszcze lepszym efektem zmatowienia i optycznie wygładzi skórę."

Skład


MICA, KAOLIN, MAGNESIUM STEARATE, OCTYLDODECANOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BORON NITRIDE, GLYCERYL CAPRYLATE, THEOBROMA CACAO SEED BUTTER, TOCOPHERYL ACETATE, GLYCERYL UNDECYLENATE, VOLCANIC SAND, CI 77891,CI 77492,CI 77491,CI 77499

Odcienie


Do wyboru mamy 14 odcieni. Na początku skusiłam się na najjaśniejszy Charmed Cream, ale okazało się, że jest dla mnie ciut za jasny i delikatnie mnie wybiela, a nie lubię tego efektu. Kupiłam więc ciemniejszy kolor Faery Tea Cake i to był strzał w 10. 


Moja opinia


Powiem Wam, że nie umiem jakoś tak jednoznacznie ocenić tego produktu, więc opowiem o moich wrażeniach. Krycie tego podkładu określiłabym jako lekkie. Można go delikatnie budować, ale nie za mocno, bo będzie widoczny na twarzy. W porównaniu z podkładem sypkim ten podkład jest bardziej suchy, mimo masła kakaowego w składzie. Widać to też na twarzy, chociaż temu się trochę dziwię, bo mam cerę tłustą. Nie wygląda on tak jedwabiście jak jego sypki brat. To kremowe odczucie, o którym pisze producent, zdecydowanie bardziej czuję w przypadku podkładu sypkiego. Mimo tej suchości produkt zaczyna się u mnie dość szybko wyświecać. 

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że podkład wygląda źle, bo tak nie jest, ale u mnie wersja sypka prezentuje się zdecydowanie lepiej. Podkład prasowany delikatnie podkreśla mi też rozszerzone pory, gdy nakładam go solo na twarz. Przyznaję jednak, że robię to rzadko i zdecydowanie lubię zaaplikować najpierw korektor w miejscach, gdzie tego potrzebuję.

Jeśli chodzi o samą aplikację, to producent rekomenduje pędzel nr 303, czyli tzw. rybkę. Rzeczywiście mam wrażenie, że tym pędzlem nakłada się podkład lepiej niż klasycznym flat topem. Poza tym pędzel ten jest niezwykle uniwersalny. Można nałożyć nim bronzer, róż i rozświetlacz. Ja się z nim naprawdę bardzo polubiłam i chętnie po niego sięgam.


Na pewno doceniam tego typu produkty za szybkość aplikacji. Prasowana wersja przydaje się, gdy mamy mało czasu na wykonanie makijażu. Osobiście lubię go stosować, gdy wychodzę gdzieś na chwilę, a chcę mieć delikatnie wyrównany koloryt. Podkład wygląda niezwykle naturalnie, zwłaszcza po chwili, gdy połączy się ze skórą, więc na pewno sprawdzi się u fanek makeup no makeup.
Ogólnie nie jest to produkt zły, ale nie pobił swojego sypkiego brata, którego kocham już od kilku lat miłością wielką. 

Podkład kupicie TUTAJ. Przychodzi on w przepięknym tekturowym pudełku, a sam produkt jest w formie refill. Kosztuje 59 zł w cenie regularnej. Aktualnie jest na wszystko promocja -25% :) 

Dajcie znać, czy używaliście już tego produktu. Jestem bardzo ciekawa, jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 27, 2021

Cienie do powiek z Omnia Botanica

Hej!

Marka Omnia Botanica, o której pisałam TUTAJ, zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam skusić się jeszcze na kilka produktów. Dzisiaj opowiem Wam o cieniach do powiek. Zapraszam do czytania dalej :)

omnia-botanica

Do wyboru mamy 4 paletki cieni. Najpierw kupiłam jedną, potem skusiłam się na kolejne dwie. Ominęłam jedynie wersję nr 03, ponieważ zupełnie nie są to moje klimaty kolorystyczne. 

Myślę, że najlepiej będzie, jak omówimy sobie te palety po kolei.

01


Jest to paleta chłodna. Zawiera dwa chłodne brązy oraz dwa błyszczące cienie - średni brąz i bardzo jasny, szampański.

Skład:
Mica, Kaolin, CI 77499, CI 77491, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77742, CI 77891, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, CI 77492, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract

omnia_botanica

02


Mamy tutaj dwa przepiękne maty - bordowy i śliwkowy, oraz dwa błyski - złoto oraz ciemne, stare złoto.

Skład:
Mica, CI 77491, Kaolin, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77499, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, CI 77492, Pentylene GlycoL, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract


04


Najcieplejsza propozycja, która zawiera dość neutralny matowy brąz, który idealnie się sprawdza jako cień przejściowy oraz matowy rudy brąz. Jak w poprzednich paletach, mamy również dwa błyski - jaśniejszy, brzoskwiniowy opalizujący na złoto oraz miedziany. 

Skład:
Mica, Ci 77491, Kaolin, Ci 77742, Ci 77499, Ci 77492, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnesium Oxide, Alumina, Magnolia Officinalis Bark Extract


Jakość


I teraz najważniejsze: jak z jakością? Czy są to kolejne cienie na rynku z ładnym składem, którymi warto się zainteresować? Jak najbardziej tak. Przyznam się, że na początku kolorystyka do mnie nie przemawiała, ale ostatecznie stwierdziłam, że muszę je dla Was przetestować, bo naturalnych cieni nie ma za dużo na rynku. A już na pewno nie w takiej cenie. 
Jakość tych cieni mnie pozytywnie zaskoczyła. Wydaje mi się, że nie znam drugich tak jedwabistych cieni pod palcami. Naprawdę to jest jakieś masło. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, ładnie się rozcierają i przyklejają do siebie. Gdy nałożymy ciemny cień bezpośrednio na powiekę, to nie robi plam i da się go rozetrzeć. Maty jakościowo zupełnie nie odbiegają od cieni wysokopółkowych, a nawet mogłabym powiedzieć, że są lepsze.
Błyski pewnie nikogo nie zaskoczą. Są to klasyczne perły, ale również mają cudowną konsystencję, dobrze się aplikują na powiekę zarówno palcem, jak i płaskim pędzlem. Osobiście na co dzień lubię tego typu błyski, nie potrzebuję nic więcej, ale to już kwestia preferencji.

Przejdźmy do minusów. A właściwie jednego minusa, jaką jest trwałość. Przez to, że cienie są aż tak jedwabiste, to mam wrażenie, że są też odrobinę tłuste. Ja mam maksymalnie tłuste powieki i nie mogę znaleźć nawet nienaturalnej bazy, która by sobie z tym radziła, więc u mnie te cienie po jakimś czasie się zbierają. Moim zdaniem cienie będą idealne dla powiek suchych, dojrzałych i tłustych, jeśli macie dobrą bazę. 

Podsumowując, mamy kolejne cudowne cienie z naturalnym składem na rynku. Do tego są łatwo dostępne (w Rossmannie) i mają niską cenę (29,99 zł). Jeśli się nad nimi zastanawialiście, to naprawdę warto się skusić :)

Dajcie znać, jak Wam się podobają? :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 14, 2021

Projekt denko: naturalne kosmetyki w szkle

Hej!

Dawno na moim blogu nie było projektu denko. Porzuciłam tę serię, bo w pewnym momencie miałam wrażenie, że cały czas pokazuję Wam to samo. Tym razem jednak zebrałam bardzo ciekawe kosmetyki, o których koniecznie muszę Wam opowiedzieć, więc zapraszam do czytania dalej :)


Demakijaż & tonizacja


Natural Secrets - kremowy balsam myjący avocado z rozmarynem i lawendą


Na początek mój ulubiony kremowy balsam myjący z Natural Secrets. Bardzo go lubię, bo świetnie zmywa makijaż. Ma gęstą konsystencję, która zmienia się w olej pod wpływem ciepła dłoni. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny. Obecnie mam inne produkty tego typu do przetestowania, ale myślę, że kiedyś do niego wrócę. 

Ajeden - hydrolat jabłkowy


Hydrolat ten znalazłam w boxie ze sklepu krokusowe. Muszę przyznać, że sama raczej bym po niego nie sięgnęła, a obecnie jest to jeden z lepszych hydrolatów, jakich używałam. Powiem Wam, że skóra po nim wygląda cudownie. Teraz, jak go odstawiłam, już nie jest tak super, więc na pewno do niego wrócę. Co prawda, ponieważ jest to hydrolat owocowy, to zawiera również kwasy owocowe, ale nie zauważyłam żadnego złuszczania naskórka. Cera była ujednolicona i promienna. Do tego sam produkt pięknie pachnie. Bardzo go Wam polecam.


Sera do twarzy


Bosphaera - Dwufazowe serum rozświetlająco - rozjaśniające


O tym serum pisałam Wam TUTAJ. Zdania na jego temat nie zmieniłam. Nadal uważam, że jest to świetny produkt. Pięknie rozświetla cerę i ujednolica koloryt. Jedyne, co zupełnie nie przypadło mi do gustu, to zapach. A właściwie to, jak się zmienia po kilku godzinach. Na samym początku pachnie pięknie, ale rano budziłam się z niezbyt przyjemnym zapachem. Dajcie znać, czy miewacie coś takiego z kosmetykami. Ja np. totalnie nie mogę przez to używać balsamów do ciała z Resibo. Poza tym minusem serum z Bosphaera jest naprawdę godne polecenia.

OliviaPlum - serum Lift wygładzające serum regenerujące


To serum kupiłam w mniejszej pojemności 10 ml, żeby je przetestować. Chciałam wypróbować jakiś produkt z niacynamidem, a tutaj ten składnik jest już na czwartym miejscu. Poza tym mamy też glicerynę, mocznik, kwas hialuronowy i mnóstwo ekstraktów. Serum ma bardzo lekką formułę, szybko się wchłania. Niestety na mojej cerze nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, więc raczej do niego nie wrócę.  


Kremy do twarzy


Mokosh - krem do twarzy Róża z jagodą


To moje odkrycie tego roku. Sama również pewnie bym po niego nie sięgnęła. Znalazłam go w pudełku świątecznym ze sklepu krokusowe i się zakochałam. Jest to mój idealny krem na noc. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania. Pięknie nawilża. Rano budzę się z ujednoliconą cerą. Bardzo ładnie uspokaja niedoskonałości. Zawiera najlepszą, najbardziej stabilną postać witaminy C. Pachnie dość intensywnie (różą przełamaną jagodą), ale osobiście przyzwyczaiłam się już do tego zapachu. Ten krem pokochałam na tyle, że już zużywam drugie małe opakowanie (15 ml), a w kolejce czeka pełnowymiarowe. Bardzo polecam wypróbować, szczególnie cerom tłustym i mieszanym. Dla cer suchych może być trochę za lekki na noc, ale powinien dobrze się sprawdzić na dzień. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Bardzo dobry krem dla cer tłustych i mieszanych na dzień. Skóra była po nim delikatnie zmatowiona. Fajnie sprawdzał się pod makijaż. Dość specyficznie pachniał, ale ten zapach akurat mi nie przeszkadzał. Mimo tego, że to maluszek (30 ml), to muszę przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie zauważyłam jakiegoś większego wpływu na moją cerę, ale też mnie nie zapchał, więc możliwe, że kiedyś do niego wrócę.


Pielęgnacja skóry pod oczami i ust


Koi - aktywny krem pod oczy


Słynny krem od Koi. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale trochę rozczarowało mnie to, co stało się z nim po jakimś czasie od otwarcia. Na początku był cudowny, kremowy, gęsty i bardzo odżywczy. Dla mnie trochę aż za bardzo, więc zaczęłam go sobie używać co kilka dni jako maskę. Po jakimś czasie zauważyłam, że konsystencja się mocno zmieniła. Właściwie nie dało się go rozprowadzić. Strasznie się mazał. Przestał być tak kremowy. Zużyłam go do dłoni, ale uważam, że za taką cenę nie powinno się dziać coś takiego z produktem. Opisałam tę sytuację na InstaStory i dostałam odpowiedź, że PAO wynosi 3 miesiące. Szkoda, że takiej informacji nie ma na opakowaniu. Na pewno na razie do niego nie wrócę. 

Resibo - Lip Lip Horray Kojący balsam do ust


To obecnie mój ukochany balsam do ust. Ma gęstą konsystencję (ale też nie za gęstą, da się go wyciągnąć z opakowania), która topi się na ustach. Cudownie nawilża. Używałam go całą zimę i nie miałam problemu z suchymi skórkami. Ze względów higienicznych używam go tylko na noc, po dokładnym umyciu rąk. Fajnie by było, gdyby Resibo wprowadziło też kiedyś balsam w innym opakowaniu, żeby można go było stosować w dzień. Niemniej jednak polecam bardzo. Ja mam już drugie opakowanie w zapasie :)


Dajcie koniecznie znać, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 09, 2021

Omnia Botanica - nowa marka w Rossmannie
Czy warto się skusić?

Hej!

W Rossmannie pojawiło się ostatnio sporo nowych makijażowych marek. Najbardziej zaciekawiła mnie Omnia Botanica, ponieważ kosmetyki te mają naturalne składy. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy im się bliżej i sprawdzimy, czy warto się tymi produktami zainteresować. Zapraszam :)

omnia-botanica-rossmann

W szafie Omnia Botanica do wyboru było sporo produktów z każdej kategorii oraz akcesoria (gąbeczki i pędzle). Na razie skusiłam na dwa z nich - puder oraz błyszczyk. Podobały mi się jeszcze palety cieni, ale nie mogłam zdecydować się na wersję kolorystyczną. Ciekawie wyglądały też produkty do twarzy, czyli róże, rozświetlacz i bronzer. Jeśli chcielibyście, żebym coś jeszcze przetestowała, to piszcie proszę w komentarzach, a z chęcią to dla Was zrobię :)

Kosmetyki w większości (oprócz tych do ust) mają piękne, tekturowe opakowania, zamykane gumką, więc nie otworzą się nam np. w torebce. Śmieszy mnie jedynie trochę błąd na opakowaniu pudru. Pamiętajmy, że puder matuje, a nie matowi ;)

Spójrzmy na skład:
Mica, Zea Mays Starch, Kaolin, Copernicia Cerifera Cera, Shea Butter Ethyl Esters, Ci 77891, Ricinus Communis Seed Oil, Macadamia Integrifolia/Tetraphylla Seed Oil, P-Anisic Acid, Magnolia Officinalis Bark Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499, Alumina, Magnesium Oxide, Citric Acid

Muszę przyznać, że jest on bardzo ładny. Oprócz typowo matujących składników (np. skrobia kukurydziana czy kaolin), mamy również te bardziej odżywcze, jak np. olej makadamia.

omnia-botanica

Puder wybrałam w najjaśniejszym odcieniu, ale nie daje on mocnego koloru. Na szczęście nie przyciemnia mojej cery. Ma przyjemną, jedwabistą formułę. Przetestowałam go do utrwalenia korektora pod oczami i w tym celu średnio mi się spodobał. Miałam wrażenie, że wygląda dość ciężko. Z kolei na skórze twarzy prezentował się bardzo naturalnie.

Puder matuje skórę, ale jednocześnie ma satynowe wykończenie. Niestety na mojej tłustej cerze zaczyna się wyświecać już po ok. 3 godzinach, ale łatwo da się go dołożyć, nie tworzy się ciastko. Moim zdaniem będzie to świetny produkt do poprawek w ciągu dnia. Kosztuje 29,99 zł.

omniia_botanica

Drugi produkt, na który się zdecydowałam, to błyszczyk do ust. Spodobał mi się odcień 01, czyli przybrudzony róż. Idealny kolor dla mnie :)

Skład tutaj również mamy wzorowy:
Ricinus Communis Seed Oil, Soybean Glycerides, Shorea Robusta Resin, Helianthus Annuus Seed Oil, Silica, Butyrospermum Parkii Butter Unsaponifiables, Helianthus Annuus Seed Cera, C10-18 Triglycerides, CI 77891, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Mica, CI 77491, Rhus Verniciflua Peel Cera, CI 77492, Parfum, CI 77499, Ascorbyl Palmitate, CI 15850, Tocopherol, Geraniol, LImonene, Citric Acid

Muszę Wam przyznać, że ten produkt mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Przede wszystkim ma całkiem niezły pigment, przez co ze spokojem może zastąpić pomadkę. Do tego zupełnie się nie klei. Ma cudowną konsystencję i z chęcią przyjrzę się innym odcieniom. Kosztuje 24,99 zł.


Jak Wam się podobają te kosmetyki? Według mnie to kolejna ciekawa propozycja drogeryjna i jak będę w Rossmannie, to zerknę jeszcze do tej szafy. Chcielibyście, żebym coś jeszcze przetestowała? Dajcie znać!

Do następnego!
Kasia

kwietnia 05, 2021

Pixie Cosmetics - korektor pod oczy Reviving Under Eye Concealer

Hej!

Po kilku latach mam możliwość ponownego przetestowania korektora pod oczy Reviving Under Eye Concealer od Pixie Cosmetics. Jeśli jesteście ciekawi, jak mi się sprawdził po tak długim czasie i czy zmieniłam zdanie na jego temat, to koniecznie czytajcie dalej :)

pixie-cosmetics-korektor-pod-oczy

Opakowanie od mojego ostatniego wpisu się za bardzo nie zmieniło. Korektor obecnie nie ma lusterka, a poza tym chyba niewiele się różni od tego sprzed kilku lat.

Skład przedstawia się następująco: 
Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Kaolin, Titanium Dioxide, Mica, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Cera Alba, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Squalane, Helianthus Annuus Seed Oil,, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Glycerin, Ascorbyl Palmitate, Retinyl Palmitate, Parfum, +/-[ CI 77492, CI 77491, CI 7749

Skład oczywiście jest wzorowy, aczkolwiek mamy tutaj sporo składników, które sprawiają, że korektor ma dość tłustą formułę. Niestety mam wrażenie, że moja okolica pod oczami nie do końca lubi się z taką konsystencją, chociaż wydaje mi się również, że korektor wygląda lepiej niż te 4 lata temu. Być może jest to kwestia dużo większego dbania przeze mnie o strefę pod oczami. 

Korektor ma średnie krycie, które delikatnie da się budować, ale moim zdaniem z taką formułą też nie ma co przesadzać, bo może wyglądać ciężko. Koniecznie trzeba go szybko przypudrować, bo zbiera się w zmarszczkach.
Najlepiej aplikuje się go palcem, ponieważ wtedy pod wpływem ciepła dłoni lepiej się stapia ze skórą. Można również użyć zbitego syntetycznego pędzla.

Do wyboru mamy 3 odcienie:

00 Creme Brulee - bardzo jasny odcień. Jeśli macie bardzo duże cienie pod oczami, to może je dodatkowo podkreślić. Warto je na początku czymś zneutralizować. U mnie fajnie się sprawdza odcień 02.

01 Vanilla Cream - myślę, że najchętniej wybierany odcień. Widzę w nim odrobinę różu.

02 Sweet Almond - najciemniejszy i najbardziej żółty odcień, przez co fajnie neutralizuje zaczerwienienia, mocne cienie pod oczami. Lubię go mieszać z 00.

Jak kupicie ten korektor, to nie przestraszcie się koloru, bo wierzchnia warstwa jest naprawdę bardzo ciemna. Ten rzeczywisty odcień jest dużo jaśniejszy, co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej.


Uważam, że nie jest to zły korektor i myślę, że wiele osób się z nim polubi. Niestety na mojej okolicy pod oczami średnio wyglądają takie konsystencje. Dużo lepiej sprawdzają mi się mniej tłuste formuły. Mimo że jest to korektor pod oczy, to najbardziej lubię go używać do zakrywania niedoskonałości, bo dobrze je zakrywa, a przy tym nie podkreśla np. suchych skórek.

Jeśli mielibyście ochotę go przetestować, to mam dla Was niespodziankę. Jeśli klikniecie TEN LINK lub banner dole (lub na stronie głównej po prawej stronie), to będziecie mogli zakupić ten korektor 25% taniej oraz wszystkie inne produkty dostępne na stronie 10% taniej. Jest to link afiliacyjny, więc jeśli mielibyście chęć wesprzeć moją działalność w necie, to będzie mi naprawdę bardzo miło <3 Jeśli chcielibyście złożyć zamówienie, a nie macie jeszcze konta w sklepie, to zachęcam do założenia. Wtedy każde Wasze zamówienie idzie na "moje konto" :)

Jak pewnie wiecie, uwielbiam kosmetyki Pixie. Mam ich naprawdę sporo i większość z nich kupiłam sama, za własne pieniądze. Na blogu Pixie przewija się dość często, więc polecam zerknąć. Kilka produktów pojawiło się również na moim instagramie, więc zachęcam do śledzenia mnie również tam.
Ja się cieszę z tej współpracy, głównie dlatego, że mam dla Was kod rabatowy. To moja pierwsza współpraca tego typu. Już dawno pogodziłam się z tym, że chyba nie jest dane mi prowadzić bloga dla zarobku. Robię to z pasji i dziękuję Wam za każde wsparcie :)

Dajcie znać, czy znacie korektory z Pixie i jak się u Was sprawdziły? :)

Buziaki!
Kasia
 
TOP