Najnowsze wpisy

maja 31, 2021

Zoeva - paleta cieni Together We Shine
Recenzja + makijaż

Hej!

Czy pamiętacie jeszcze markę Zoeva? Kilka lat temu była bardzo znana, każdy chciał mieć jakąś paletę albo pędzle. Te ostatnie zresztą nadal mam, używam i lubię. Nic się z nimi nie dzieje. Co do palet, to kilka lat temu moją ukochaną była En Taupe. Natomiast ostatnią, jaką miałam, była jakaś mini paleta, która powędrowała dalej w świat, bo nie używałam jej zbyt często. Tak szczerze to trochę zapomniałam o tej marce i nie śledziłam ostatnio, co tam u niej słychać. Przez przypadek dowiedziałam się o nowej kolekcji. Paleta cieni Together We Shine wpadła mi w oko i stwierdziłam, że fajnie by było ją przetestować. Jeśli jesteście ciekawi, czy jestem z niej zadowolona i nie żałuję zakupu, to koniecznie czytajcie dalej :)


Po pierwsze nie mogę nie wspomnieć o przepięknym opakowaniu. Ten matowy róż, w połączeniu z błyszczącymi detalami w odcieniu rose gold, wygląda naprawdę świetnie. Dodatkowo paleta ma dobrej jakości lusterko i jest porządnie wykonana. 

W środku znajdujemy 10 cieni - 7 matowych i 3 błyszczące. Na stronie Zoeva producent obiecuje, że cienie mają nową formułę z większą pigmentacją. Powinny być jedwabiste i świetnie się blendować. Formuła jest wegańska, cienie nie były testowanie na zwierzętach, a także nie zawierają olejów mineralnych, zapachu i parabenów. 

Co do składu, to nie jest to skład naturalny, ale dla mnie akceptowalny. Mamy tutaj silikony, ale nie widzę np. dodawanego ostatnio wszędzie polietylenu. 

Jeśli chodzi o kolorystykę, to mamy tutaj odcienie w różowo - nudziakowych tonach. Również na stronie można przeczytać, że dzięki nim będzie można wykreować wyjątkowe makijaże na co dzień. Jak widzimy, z założenia ma być to paleta do dziennych makijaży, choć również ciemniejsze wieczorowe smoky dałoby się nią wykonać. Niemniej trzeba zauważyć, że kolory są do siebie dość mocno zbliżone, więc zdecydowanie nie jest to paleta do różnorodnych makijaży, w których każdy odcień dokładnie widać na powiece i nic się nie zlewa. Tutaj cienie na powiece się przenikają, tworzą całość i moim zdaniem jest to idealna paleta do fajnych dziennych smoky. Odcienie Confidence i Strength idealnie sprawdzają się do przyciemnienia zewnętrznego kącika. 
Błyski z kolei są to cienie metaliczne. Jest to błysk dosyć delikatny, elegancki i stonowany. Dla mnie idealny na co dzień. Nie ma tutaj mowy o błysku typu turbopigmenty z Glamshop.


Jeśli chodzi o jakość, to muszę przyznać, że obietnice producenta zostały spełnione. Cienie z palety Together We Shine są niezwykle jedwabiste. Mają świetną pigmentację, prawie w ogóle się nie osypują. Do tego blendują się jak marzenie. Cienie dobrze się ze sobą łączą i do siebie kleją. Błyski najlepiej wyglądają nakładane palcem. 
Z minusów zauważam tylko jeden. Jak na 10 cieni w palecie, to bardzo brakuje mi jasnego, cielistego matu. Wtedy byłaby to dla mnie paleta kompletna. 

Paleta jest już dostępna na stronie sephora.pl i kosztuje 129 zł.


Na koniec makijaż, który wykonałam przy użyciu większości cieni. Nie dodawałam sztucznych rzęs, bo prawda jest taka, że na co dzień nie ma opcji, żebym je aplikowała, a to właśnie jest mój makijaż dzienny :) Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodoba.


Podsumowując, dla mnie jest to paleta niemalże idealna i odkąd ją mam, sięgam po nią przy każdym makijażu. Odcienie pięknie podkreślają niebieską tęczówkę. 


Dajcie koniecznie znać, jak Wam się podoba. Lubicie taką kolorystykę cieni? No i piszcie, czy używacie jeszcze kosmetyków lub pędzli marki Zoeva.

Buziaki!
Kasia

maja 19, 2021

Feerie Celeste - podkład prasowany Magique Match

Hej!

Jakiś czas temu marka Feerie Celeste wypuściła na rynek mineralny podkład prasowany Magique Match. Jak pewnie wiecie, uwielbiam wersję sypką podkładu Pixie Cosmetics, więc tę również musiałam wypróbować. Jeśli jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdza, to koniecznie czytajcie dalej :)


Co pisze producent?


"Magique Match tworzy na skórze jedwabisty film mineralny, nadaje cerze naturalne, jednolite i nieskazitelne wykończenie. Niedoskonałości znikają, a twarz wygląda świeżo i naturalnie. Zapewnia lekko kremowe odczucie gładkości na skórze, idealnie stapia się z cerą. W składzie formuły pojawił się Volcanic Sand zwany inaczej "szklanym diamentem". Ten niezwykły składnik ochroni Twoją cerę przed działaniem widzialnego niebieskiego światła, osłoni ją przed zanieczyszczeniami (działając zarówno fizycznie jak i chemicznie), wchłonie nadmiar sebum, byś mogła cieszyć się jeszcze lepszym efektem zmatowienia i optycznie wygładzi skórę."

Skład


MICA, KAOLIN, MAGNESIUM STEARATE, OCTYLDODECANOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BORON NITRIDE, GLYCERYL CAPRYLATE, THEOBROMA CACAO SEED BUTTER, TOCOPHERYL ACETATE, GLYCERYL UNDECYLENATE, VOLCANIC SAND, CI 77891,CI 77492,CI 77491,CI 77499

Odcienie


Do wyboru mamy 14 odcieni. Na początku skusiłam się na najjaśniejszy Charmed Cream, ale okazało się, że jest dla mnie ciut za jasny i delikatnie mnie wybiela, a nie lubię tego efektu. Kupiłam więc ciemniejszy kolor Faery Tea Cake i to był strzał w 10. 


Moja opinia


Powiem Wam, że nie umiem jakoś tak jednoznacznie ocenić tego produktu, więc opowiem o moich wrażeniach. Krycie tego podkładu określiłabym jako lekkie. Można go delikatnie budować, ale nie za mocno, bo będzie widoczny na twarzy. W porównaniu z podkładem sypkim ten podkład jest bardziej suchy, mimo masła kakaowego w składzie. Widać to też na twarzy, chociaż temu się trochę dziwię, bo mam cerę tłustą. Nie wygląda on tak jedwabiście jak jego sypki brat. To kremowe odczucie, o którym pisze producent, zdecydowanie bardziej czuję w przypadku podkładu sypkiego. Mimo tej suchości produkt zaczyna się u mnie dość szybko wyświecać. 

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że podkład wygląda źle, bo tak nie jest, ale u mnie wersja sypka prezentuje się zdecydowanie lepiej. Podkład prasowany delikatnie podkreśla mi też rozszerzone pory, gdy nakładam go solo na twarz. Przyznaję jednak, że robię to rzadko i zdecydowanie lubię zaaplikować najpierw korektor w miejscach, gdzie tego potrzebuję.

Jeśli chodzi o samą aplikację, to producent rekomenduje pędzel nr 303, czyli tzw. rybkę. Rzeczywiście mam wrażenie, że tym pędzlem nakłada się podkład lepiej niż klasycznym flat topem. Poza tym pędzel ten jest niezwykle uniwersalny. Można nałożyć nim bronzer, róż i rozświetlacz. Ja się z nim naprawdę bardzo polubiłam i chętnie po niego sięgam.


Na pewno doceniam tego typu produkty za szybkość aplikacji. Prasowana wersja przydaje się, gdy mamy mało czasu na wykonanie makijażu. Osobiście lubię go stosować, gdy wychodzę gdzieś na chwilę, a chcę mieć delikatnie wyrównany koloryt. Podkład wygląda niezwykle naturalnie, zwłaszcza po chwili, gdy połączy się ze skórą, więc na pewno sprawdzi się u fanek makeup no makeup.
Ogólnie nie jest to produkt zły, ale nie pobił swojego sypkiego brata, którego kocham już od kilku lat miłością wielką. 

Podkład kupicie TUTAJ. Przychodzi on w przepięknym tekturowym pudełku, a sam produkt jest w formie refill. Kosztuje 59 zł w cenie regularnej. Aktualnie jest na wszystko promocja -25% :) 

Dajcie znać, czy używaliście już tego produktu. Jestem bardzo ciekawa, jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 27, 2021

Cienie do powiek z Omnia Botanica

Hej!

Marka Omnia Botanica, o której pisałam TUTAJ, zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam skusić się jeszcze na kilka produktów. Dzisiaj opowiem Wam o cieniach do powiek. Zapraszam do czytania dalej :)

omnia-botanica

Do wyboru mamy 4 paletki cieni. Najpierw kupiłam jedną, potem skusiłam się na kolejne dwie. Ominęłam jedynie wersję nr 03, ponieważ zupełnie nie są to moje klimaty kolorystyczne. 

Myślę, że najlepiej będzie, jak omówimy sobie te palety po kolei.

01


Jest to paleta chłodna. Zawiera dwa chłodne brązy oraz dwa błyszczące cienie - średni brąz i bardzo jasny, szampański.

Skład:
Mica, Kaolin, CI 77499, CI 77491, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77742, CI 77891, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, CI 77492, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract

omnia_botanica

02


Mamy tutaj dwa przepiękne maty - bordowy i śliwkowy, oraz dwa błyski - złoto oraz ciemne, stare złoto.

Skład:
Mica, CI 77491, Kaolin, Caprylic/Capric Triglyceride, CI 77499, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, CI 77492, Pentylene GlycoL, Glyceryl Caprylate, Magnolia Officinalis Bark Extract


04


Najcieplejsza propozycja, która zawiera dość neutralny matowy brąz, który idealnie się sprawdza jako cień przejściowy oraz matowy rudy brąz. Jak w poprzednich paletach, mamy również dwa błyski - jaśniejszy, brzoskwiniowy opalizujący na złoto oraz miedziany. 

Skład:
Mica, Ci 77491, Kaolin, Ci 77742, Ci 77499, Ci 77492, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, Pentylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Magnesium Oxide, Alumina, Magnolia Officinalis Bark Extract


Jakość


I teraz najważniejsze: jak z jakością? Czy są to kolejne cienie na rynku z ładnym składem, którymi warto się zainteresować? Jak najbardziej tak. Przyznam się, że na początku kolorystyka do mnie nie przemawiała, ale ostatecznie stwierdziłam, że muszę je dla Was przetestować, bo naturalnych cieni nie ma za dużo na rynku. A już na pewno nie w takiej cenie. 
Jakość tych cieni mnie pozytywnie zaskoczyła. Wydaje mi się, że nie znam drugich tak jedwabistych cieni pod palcami. Naprawdę to jest jakieś masło. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, ładnie się rozcierają i przyklejają do siebie. Gdy nałożymy ciemny cień bezpośrednio na powiekę, to nie robi plam i da się go rozetrzeć. Maty jakościowo zupełnie nie odbiegają od cieni wysokopółkowych, a nawet mogłabym powiedzieć, że są lepsze.
Błyski pewnie nikogo nie zaskoczą. Są to klasyczne perły, ale również mają cudowną konsystencję, dobrze się aplikują na powiekę zarówno palcem, jak i płaskim pędzlem. Osobiście na co dzień lubię tego typu błyski, nie potrzebuję nic więcej, ale to już kwestia preferencji.

Przejdźmy do minusów. A właściwie jednego minusa, jaką jest trwałość. Przez to, że cienie są aż tak jedwabiste, to mam wrażenie, że są też odrobinę tłuste. Ja mam maksymalnie tłuste powieki i nie mogę znaleźć nawet nienaturalnej bazy, która by sobie z tym radziła, więc u mnie te cienie po jakimś czasie się zbierają. Moim zdaniem cienie będą idealne dla powiek suchych, dojrzałych i tłustych, jeśli macie dobrą bazę. 

Podsumowując, mamy kolejne cudowne cienie z naturalnym składem na rynku. Do tego są łatwo dostępne (w Rossmannie) i mają niską cenę (29,99 zł). Jeśli się nad nimi zastanawialiście, to naprawdę warto się skusić :)

Dajcie znać, jak Wam się podobają? :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 14, 2021

Projekt denko: naturalne kosmetyki w szkle

Hej!

Dawno na moim blogu nie było projektu denko. Porzuciłam tę serię, bo w pewnym momencie miałam wrażenie, że cały czas pokazuję Wam to samo. Tym razem jednak zebrałam bardzo ciekawe kosmetyki, o których koniecznie muszę Wam opowiedzieć, więc zapraszam do czytania dalej :)


Demakijaż & tonizacja


Natural Secrets - kremowy balsam myjący avocado z rozmarynem i lawendą


Na początek mój ulubiony kremowy balsam myjący z Natural Secrets. Bardzo go lubię, bo świetnie zmywa makijaż. Ma gęstą konsystencję, która zmienia się w olej pod wpływem ciepła dłoni. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny. Obecnie mam inne produkty tego typu do przetestowania, ale myślę, że kiedyś do niego wrócę. 

Ajeden - hydrolat jabłkowy


Hydrolat ten znalazłam w boxie ze sklepu krokusowe. Muszę przyznać, że sama raczej bym po niego nie sięgnęła, a obecnie jest to jeden z lepszych hydrolatów, jakich używałam. Powiem Wam, że skóra po nim wygląda cudownie. Teraz, jak go odstawiłam, już nie jest tak super, więc na pewno do niego wrócę. Co prawda, ponieważ jest to hydrolat owocowy, to zawiera również kwasy owocowe, ale nie zauważyłam żadnego złuszczania naskórka. Cera była ujednolicona i promienna. Do tego sam produkt pięknie pachnie. Bardzo go Wam polecam.


Sera do twarzy


Bosphaera - Dwufazowe serum rozświetlająco - rozjaśniające


O tym serum pisałam Wam TUTAJ. Zdania na jego temat nie zmieniłam. Nadal uważam, że jest to świetny produkt. Pięknie rozświetla cerę i ujednolica koloryt. Jedyne, co zupełnie nie przypadło mi do gustu, to zapach. A właściwie to, jak się zmienia po kilku godzinach. Na samym początku pachnie pięknie, ale rano budziłam się z niezbyt przyjemnym zapachem. Dajcie znać, czy miewacie coś takiego z kosmetykami. Ja np. totalnie nie mogę przez to używać balsamów do ciała z Resibo. Poza tym minusem serum z Bosphaera jest naprawdę godne polecenia.

OliviaPlum - serum Lift wygładzające serum regenerujące


To serum kupiłam w mniejszej pojemności 10 ml, żeby je przetestować. Chciałam wypróbować jakiś produkt z niacynamidem, a tutaj ten składnik jest już na czwartym miejscu. Poza tym mamy też glicerynę, mocznik, kwas hialuronowy i mnóstwo ekstraktów. Serum ma bardzo lekką formułę, szybko się wchłania. Niestety na mojej cerze nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, więc raczej do niego nie wrócę.  


Kremy do twarzy


Mokosh - krem do twarzy Róża z jagodą


To moje odkrycie tego roku. Sama również pewnie bym po niego nie sięgnęła. Znalazłam go w pudełku świątecznym ze sklepu krokusowe i się zakochałam. Jest to mój idealny krem na noc. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania. Pięknie nawilża. Rano budzę się z ujednoliconą cerą. Bardzo ładnie uspokaja niedoskonałości. Zawiera najlepszą, najbardziej stabilną postać witaminy C. Pachnie dość intensywnie (różą przełamaną jagodą), ale osobiście przyzwyczaiłam się już do tego zapachu. Ten krem pokochałam na tyle, że już zużywam drugie małe opakowanie (15 ml), a w kolejce czeka pełnowymiarowe. Bardzo polecam wypróbować, szczególnie cerom tłustym i mieszanym. Dla cer suchych może być trochę za lekki na noc, ale powinien dobrze się sprawdzić na dzień. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Bardzo dobry krem dla cer tłustych i mieszanych na dzień. Skóra była po nim delikatnie zmatowiona. Fajnie sprawdzał się pod makijaż. Dość specyficznie pachniał, ale ten zapach akurat mi nie przeszkadzał. Mimo tego, że to maluszek (30 ml), to muszę przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie zauważyłam jakiegoś większego wpływu na moją cerę, ale też mnie nie zapchał, więc możliwe, że kiedyś do niego wrócę.


Pielęgnacja skóry pod oczami i ust


Koi - aktywny krem pod oczy


Słynny krem od Koi. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale trochę rozczarowało mnie to, co stało się z nim po jakimś czasie od otwarcia. Na początku był cudowny, kremowy, gęsty i bardzo odżywczy. Dla mnie trochę aż za bardzo, więc zaczęłam go sobie używać co kilka dni jako maskę. Po jakimś czasie zauważyłam, że konsystencja się mocno zmieniła. Właściwie nie dało się go rozprowadzić. Strasznie się mazał. Przestał być tak kremowy. Zużyłam go do dłoni, ale uważam, że za taką cenę nie powinno się dziać coś takiego z produktem. Opisałam tę sytuację na InstaStory i dostałam odpowiedź, że PAO wynosi 3 miesiące. Szkoda, że takiej informacji nie ma na opakowaniu. Na pewno na razie do niego nie wrócę. 

Resibo - Lip Lip Horray Kojący balsam do ust


To obecnie mój ukochany balsam do ust. Ma gęstą konsystencję (ale też nie za gęstą, da się go wyciągnąć z opakowania), która topi się na ustach. Cudownie nawilża. Używałam go całą zimę i nie miałam problemu z suchymi skórkami. Ze względów higienicznych używam go tylko na noc, po dokładnym umyciu rąk. Fajnie by było, gdyby Resibo wprowadziło też kiedyś balsam w innym opakowaniu, żeby można go było stosować w dzień. Niemniej jednak polecam bardzo. Ja mam już drugie opakowanie w zapasie :)


Dajcie koniecznie znać, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

kwietnia 09, 2021

Omnia Botanica - nowa marka w Rossmannie
Czy warto się skusić?

Hej!

W Rossmannie pojawiło się ostatnio sporo nowych makijażowych marek. Najbardziej zaciekawiła mnie Omnia Botanica, ponieważ kosmetyki te mają naturalne składy. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy im się bliżej i sprawdzimy, czy warto się tymi produktami zainteresować. Zapraszam :)

omnia-botanica-rossmann

W szafie Omnia Botanica do wyboru było sporo produktów z każdej kategorii oraz akcesoria (gąbeczki i pędzle). Na razie skusiłam na dwa z nich - puder oraz błyszczyk. Podobały mi się jeszcze palety cieni, ale nie mogłam zdecydować się na wersję kolorystyczną. Ciekawie wyglądały też produkty do twarzy, czyli róże, rozświetlacz i bronzer. Jeśli chcielibyście, żebym coś jeszcze przetestowała, to piszcie proszę w komentarzach, a z chęcią to dla Was zrobię :)

Kosmetyki w większości (oprócz tych do ust) mają piękne, tekturowe opakowania, zamykane gumką, więc nie otworzą się nam np. w torebce. Śmieszy mnie jedynie trochę błąd na opakowaniu pudru. Pamiętajmy, że puder matuje, a nie matowi ;)

Spójrzmy na skład:
Mica, Zea Mays Starch, Kaolin, Copernicia Cerifera Cera, Shea Butter Ethyl Esters, Ci 77891, Ricinus Communis Seed Oil, Macadamia Integrifolia/Tetraphylla Seed Oil, P-Anisic Acid, Magnolia Officinalis Bark Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499, Alumina, Magnesium Oxide, Citric Acid

Muszę przyznać, że jest on bardzo ładny. Oprócz typowo matujących składników (np. skrobia kukurydziana czy kaolin), mamy również te bardziej odżywcze, jak np. olej makadamia.

omnia-botanica

Puder wybrałam w najjaśniejszym odcieniu, ale nie daje on mocnego koloru. Na szczęście nie przyciemnia mojej cery. Ma przyjemną, jedwabistą formułę. Przetestowałam go do utrwalenia korektora pod oczami i w tym celu średnio mi się spodobał. Miałam wrażenie, że wygląda dość ciężko. Z kolei na skórze twarzy prezentował się bardzo naturalnie.

Puder matuje skórę, ale jednocześnie ma satynowe wykończenie. Niestety na mojej tłustej cerze zaczyna się wyświecać już po ok. 3 godzinach, ale łatwo da się go dołożyć, nie tworzy się ciastko. Moim zdaniem będzie to świetny produkt do poprawek w ciągu dnia. Kosztuje 29,99 zł.

omniia_botanica

Drugi produkt, na który się zdecydowałam, to błyszczyk do ust. Spodobał mi się odcień 01, czyli przybrudzony róż. Idealny kolor dla mnie :)

Skład tutaj również mamy wzorowy:
Ricinus Communis Seed Oil, Soybean Glycerides, Shorea Robusta Resin, Helianthus Annuus Seed Oil, Silica, Butyrospermum Parkii Butter Unsaponifiables, Helianthus Annuus Seed Cera, C10-18 Triglycerides, CI 77891, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Mica, CI 77491, Rhus Verniciflua Peel Cera, CI 77492, Parfum, CI 77499, Ascorbyl Palmitate, CI 15850, Tocopherol, Geraniol, LImonene, Citric Acid

Muszę Wam przyznać, że ten produkt mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Przede wszystkim ma całkiem niezły pigment, przez co ze spokojem może zastąpić pomadkę. Do tego zupełnie się nie klei. Ma cudowną konsystencję i z chęcią przyjrzę się innym odcieniom. Kosztuje 24,99 zł.


Jak Wam się podobają te kosmetyki? Według mnie to kolejna ciekawa propozycja drogeryjna i jak będę w Rossmannie, to zerknę jeszcze do tej szafy. Chcielibyście, żebym coś jeszcze przetestowała? Dajcie znać!

Do następnego!
Kasia

kwietnia 05, 2021

Pixie Cosmetics - korektor pod oczy Reviving Under Eye Concealer

Hej!

Po kilku latach mam możliwość ponownego przetestowania korektora pod oczy Reviving Under Eye Concealer od Pixie Cosmetics. Jeśli jesteście ciekawi, jak mi się sprawdził po tak długim czasie i czy zmieniłam zdanie na jego temat, to koniecznie czytajcie dalej :)

pixie-cosmetics-korektor-pod-oczy

Opakowanie od mojego ostatniego wpisu się za bardzo nie zmieniło. Korektor obecnie nie ma lusterka, a poza tym chyba niewiele się różni od tego sprzed kilku lat.

Skład przedstawia się następująco: 
Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Kaolin, Titanium Dioxide, Mica, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Cera Alba, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Squalane, Helianthus Annuus Seed Oil,, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Glycerin, Ascorbyl Palmitate, Retinyl Palmitate, Parfum, +/-[ CI 77492, CI 77491, CI 7749

Skład oczywiście jest wzorowy, aczkolwiek mamy tutaj sporo składników, które sprawiają, że korektor ma dość tłustą formułę. Niestety mam wrażenie, że moja okolica pod oczami nie do końca lubi się z taką konsystencją, chociaż wydaje mi się również, że korektor wygląda lepiej niż te 4 lata temu. Być może jest to kwestia dużo większego dbania przeze mnie o strefę pod oczami. 

Korektor ma średnie krycie, które delikatnie da się budować, ale moim zdaniem z taką formułą też nie ma co przesadzać, bo może wyglądać ciężko. Koniecznie trzeba go szybko przypudrować, bo zbiera się w zmarszczkach.
Najlepiej aplikuje się go palcem, ponieważ wtedy pod wpływem ciepła dłoni lepiej się stapia ze skórą. Można również użyć zbitego syntetycznego pędzla.

Do wyboru mamy 3 odcienie:

00 Creme Brulee - bardzo jasny odcień. Jeśli macie bardzo duże cienie pod oczami, to może je dodatkowo podkreślić. Warto je na początku czymś zneutralizować. U mnie fajnie się sprawdza odcień 02.

01 Vanilla Cream - myślę, że najchętniej wybierany odcień. Widzę w nim odrobinę różu.

02 Sweet Almond - najciemniejszy i najbardziej żółty odcień, przez co fajnie neutralizuje zaczerwienienia, mocne cienie pod oczami. Lubię go mieszać z 00.

Jak kupicie ten korektor, to nie przestraszcie się koloru, bo wierzchnia warstwa jest naprawdę bardzo ciemna. Ten rzeczywisty odcień jest dużo jaśniejszy, co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej.


Uważam, że nie jest to zły korektor i myślę, że wiele osób się z nim polubi. Niestety na mojej okolicy pod oczami średnio wyglądają takie konsystencje. Dużo lepiej sprawdzają mi się mniej tłuste formuły. Mimo że jest to korektor pod oczy, to najbardziej lubię go używać do zakrywania niedoskonałości, bo dobrze je zakrywa, a przy tym nie podkreśla np. suchych skórek.

Jeśli mielibyście ochotę go przetestować, to mam dla Was niespodziankę. Jeśli klikniecie TEN LINK lub banner dole (lub na stronie głównej po prawej stronie), to będziecie mogli zakupić ten korektor 25% taniej oraz wszystkie inne produkty dostępne na stronie 10% taniej. Jest to link afiliacyjny, więc jeśli mielibyście chęć wesprzeć moją działalność w necie, to będzie mi naprawdę bardzo miło <3 Jeśli chcielibyście złożyć zamówienie, a nie macie jeszcze konta w sklepie, to zachęcam do założenia. Wtedy każde Wasze zamówienie idzie na "moje konto" :)

Jak pewnie wiecie, uwielbiam kosmetyki Pixie. Mam ich naprawdę sporo i większość z nich kupiłam sama, za własne pieniądze. Na blogu Pixie przewija się dość często, więc polecam zerknąć. Kilka produktów pojawiło się również na moim instagramie, więc zachęcam do śledzenia mnie również tam.
Ja się cieszę z tej współpracy, głównie dlatego, że mam dla Was kod rabatowy. To moja pierwsza współpraca tego typu. Już dawno pogodziłam się z tym, że chyba nie jest dane mi prowadzić bloga dla zarobku. Robię to z pasji i dziękuję Wam za każde wsparcie :)

Dajcie znać, czy znacie korektory z Pixie i jak się u Was sprawdziły? :)

Buziaki!
Kasia
 

marca 10, 2021

Pyszny i bardzo prosty chlebek marchewkowy!

Hej!

Pewnie znacie ciasto marchewkowe, ale czy jedliście kiedyś je w postaci chlebka? Ja od jakiegoś czasu robię go w domu bardzo często i postanowiłam podzielić się z Wami moim przepisem. Chlebek robi się szybko i jest przepyszny! Mam nadzieję, że spróbujecie go upiec. Jest idealny do kawki :)


Składniki:
  • 2 jajka (jeśli są małe to można dać 3)
  • 100 gramów cukru
  • pół szklanki oleju - ok. 125 ml (ja używam rzepakowego)
  • 2 średnie marchewki
  • 200 gramów mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka kurkumy, 1/2 łyżeczki cynamonu, 1/3 łyżeczki kardamonu

Jajka rozbijam do miski i miksuję chwilę do podwojenia objętości. Dodaję cukier (ilość cukru jest przeze mnie zoptymalizowana i moim zdaniem idealna), wszystko razem dalej miksuję. Wlewam powoli olej, cały czas miksując. 

Marchewkę ścieram na małych oczkach i odciskam ręką z nadmiaru soku, dodaję do masy i mieszam szpatułką. Do masy dodaję mąkę, sodę, proszek i przyprawy, wszystko delikatnie mieszam szpatułką do połączenia składników. 

Przekładam masę do keksówki (u mnie ok. 24x11 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę ok. 40 min. w 175 stopniach góra-dół do suchego patyczka.

Jak widzicie, to bardzo łatwy przepis, a uważam, że ciasto jest naprawdę pyszne. To połączenie przypraw sprawia, że nie smakuje jak piernik, co osobiście mi odpowiada. Świeżutkie ciasto ma pyszną, chrupiącą skórkę :)

Mam nadzieję, że ciasto będzie Wam smakowało, jeśli zdecydujecie się je upiec :)

Buziaki!
Kasia



lutego 26, 2021

Pierre Rene - szminki Royal Mat

Hej!

Dawno nie było na blogu wpisu o szminkach. Muszę przyznać, że bardzo się za tym stęskniłam. Kiedyś był to jeden z moich ulubionych rodzajów postów. Ostatnio odkryłam szminki Royal Mat z Pierre Rene, które mają całkiem niezły skład i stwierdziłam, że zamówię kilka, żeby je przetestować i pokazać Wam odcienie. Zapraszam do czytania dalej :)


Szminki są zamknięte w złotym, magnetycznym opakowaniu. Nie wyglądają na tanie, drogeryjne pomadki. Bardziej przypominają te z wyższej półki. Nie mają smaku ani zapachu.

Do zakupu zachęciły mnie dobre opinie, które ostatnio o nich słyszałam, a także całkiem niezły skład:

RICINUS COMMUNIS SEED OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CANDELILLA CERA, OZOKERITE, OCTYLDODECANOL, COPERNICIA CERIFERA CERA, CERA MICROCRISTALLINA, ETHYLHEXYL PALMITATE, OCTYLDODECYL STEAROYL STEARATE, HYDROGENATED COCONUT OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, OLEA EUROPAEA FRUIT OIL, TOCOPHERYL ACETATE, TOCOPHEROL, [MAY CONTAIN/MOŻE ZAWIERAĆ (+/-): CI 77891, MICA, CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 15850 (RED 6), CI 15850 (RED 6 LAKE), CI 15850 (RED 7 LAKE), CI 45380 (RED 21), CI 45380 (RED 21 LAKE), CI 19140, CI 42090, CI 45410, CI 75470]

Nie jest to skład w 100% naturalny, ale niewiele mu brakuje i mam nadzieję, że Pierre Rene dołączy kiedyś do grona marek, która zwraca uwagę na składy.

Do wyboru mamy naprawdę mnóstwo odcieni i myślę, że każdy mógłby dobrać coś dla siebie. Ja wybrałam te, które wydawały mi się najbardziej nudziakowe. 


04 Toffee Cream - najciemniejszy z całej czwórki. To nude z domieszką różu.


33 Alluring Heather - przybrudzony, jasny fiolet.


36 Hand Touch - jasny nude, raczej neutralny. O dziwo mnie nie wymywa i czuję się w nim dobrze. Będzie idealny do ciemniejszego makijażu oczu.


39 Warm Words - najbardziej klasyczny nude, neutralny. Myślę, że będzie pasował wielu osobom. 


I swatche:


Szminki opisane są na stronie producenta jako matowo-satynowe. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Dla mnie są to typowo kremowe pomadki z błyszczącym wykończeniem. Jeśli mam ochotę na mat, to odciskam sobie nadmiar w chusteczkę, jednak według mnie nie o to chodzi w pomadkach matowych. 
Royal Mat mają świetną pigmentację, nie zastygają, nie dają też uczucia przesuszenia ust. Co więcej, mam wrażenie, że dzięki swojej kremowości je nawilżają. Utrzymują się naprawdę nieźle. Oczywiście odciskają się na szklankach itp., ale zjadają się ładnie. Pigment tych ciemniejszych odcieni jest na tyle mocny, że delikatnie wżera się w usta.

Pomadki kosztują ok. 22 zł, ale można je dorwać w promocji już za ok. 15. Dostępne są w wielu drogeriach, m.in. hebe oraz kontigo.

Podsumowując, Royal Mat Lipstick są to naprawdę fajne pomadki drogeryjne, w dobrej cenie i myślę, że warto się nimi zainteresować. Mnie się bardzo podobają odcienie, na które się zdecydowałam i na pewno będę ich używać. 


Jestem ciekawa, czy znacie te pomadki? Jak Wam się podobają odcienie, które wybrałam? Czekam na Wasze komentarze :)

Buziaki!
Kasia

lutego 22, 2021

Naturalnie z pudełka - luty 2021r.
Zajrzyjmy razem do środka!

Hej!

Od dłuższego czasu na moim blogu przeważają kosmetyki naturalne, więc postanowiłam zmienić całkowicie adres bloga, żeby bardziej odzwierciedlał to, o czym teraz piszę. To tak tylko gwoli wyjaśnienia, jakbyście się zastanawiali, na jakiego bloga weszliście :) A dzisiaj chciałabym Wam pokazać pudełko, które pewnie większość z Was kojarzy i które od tego miesiąca mam przyjemność testować. Jest mi niezwykle miło, że będę mogła prezentować Wam zawartość oraz dzielić się moimi pierwszymi wrażeniami na temat produktów. Jestem przekonana, że znajdziemy wśród nich wiele ciekawych perełek. Mowa oczywiście o boxie kosmetycznym Naturalnie z Pudełka. Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w edycji lutowej, to zapraszam do dalszej części wpisu :)

naturalnie-z-pudełka-luty

Co znalazło się w środku?



Kosmetyki pełnowymiarowe


Republika Mydła -  krem do ciała i twarzy Sunny Touch


Jest wypełniony po brzegi zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, malin i słonecznika oraz masłem Shea. Dzięki połączeniu delikatnych olejów krem nie powoduje zapychania porów, co czyni go idealnym kosmetykiem do każdego rodzaju skóry w tym suchej, popękanej czy dojrzałej. Dzięki zawartym kwasom regeneruje naskórek, np. po oparzeniach słonecznych. Mieszanka naturalnych ekstraktów botanicznych z maliny, wanilii, jabłka, jeżyny i winogrona odpowiada za zapach kremu i dodatkowo podnosi jego dobroczynne właściwości. 
44,95 zł/50 ml

Krem jest zamknięty w przeuroczym szklanym opakowaniu. Ma pastelowy żółty kolor i pachnie gumą balonową. To krem o konsystencji masła - rozpuszcza się pod wpływem ciepła do konsystencji typowo olejowej. Na samym początku w składzie mamy masło Shea, olej słonecznikowy, olej z nasion malin, olej z rokitnika, skwalan, witaminę E, a dalej mnóstwo roślinnych ekstraktów. Rekomendowałabym ten produkt do cery bardzo suchej. Osobiście trochę boję się nałożyć się go na twarz, ale na pewno przetestuję go na dłonie, które przez dezynfekcję i niskie temperatury mam bardzo przesuszone i popękane. 

Gift of Nature - tonizująca mgiełka do cery mieszanej


Mgiełka do twarzy, szyi i dekoltu tonizuje skórę, odświeża ją i nawilża. Zawarty w mgiełce hydrolat z oregano tonizuje i przywraca odpowiednie pH, wspierając prawidłową pracę gruczołów łojowych. Za pobudzenie syntezy kolagenu w skórze i zwiększenie jej elastyczności odpowiada arginina. Skóra jest nawilżona, odświeżona i wygładzona. Tonizującą mgiełkę do twarzy należy stosować na oczyszczoną skórę lub według potrzeb w ciągu dnia dla odświeżenia.  
14,99 zł/150 ml

Wiecie, że kocham hydrolaty, ale taką mgiełkę również z chęcią przetestuję. Na drugim w miejscu w składzie mamy właśnie hydrolat z oregano, którego jeszcze nigdy nie miałam okazji używać, więc jestem ciekawa, jak sprawdzi się na mojej skórze. Kosmetyki Gift of nature mają bardzo pozytywne przesłanie, że każda cera jest piękna. Tonik jest "do cery pięknej, choć mieszanej" :)

Weleda - krem do pielęgnacji wyjątkowo suchej skóry Skin Food


Nawilża suchą i szorstką skórę na twarzy, dłoniach, łokciach czy stopach. Skład zawiera delikatny fiołek trójbarwny, nagietek lekarski i rumianek. Gęsta i treściwa baza olejków i wosku pszczelego sprawia, że krem Skin Food przywraca skórze jej idealną kondycję. Krem poprawia jędrność skóry oraz podnosi jej poziom nawilżenia. Pomaga całemu naszemu zespołowi w trudnej zimowej regeneracji, mamy nadzieję, że pomoże również Tobie. 
24,49 zł/30 ml

To taki krem ratunkowy na przesuszone miejsca. Ma gęstą i treściwą konsystencję. Pachnie delikatnie cytrynowo. Jak się pewnie domyślacie, już wylądował na mojej szafce przy łóżku. Mam nadzieję, że uratuje moje skrajnie zniszczone dłonie po zimie. 

Be Organic - maseczka przeciwzmarszczkowa awokado & migdały


Maseczka przeciwzmarszczkowa be organic z olejem awokado i olejem ze słodkich migdałów działa wygładzająco na zmarszczki już istniejące i zapobiega powstawaniu nowych. Awokado i olej ze słodkich migdałów to naturalny duet, który przywraca skórze blask i młody wygląd. Specjalna formuła maseczki powoduje, że nie wymaga zmywania wodą. Uwaga - data ważności nie jest przesadnie długa, polecamy wypróbowanie maseczki w pierwszej kolejności.
49 zł/30 ml

Rzeczywiście - data ważności maseczki do 04/2021, niezbyt długo. Użyłam sobie raz tej maseczki i muszę powiedzieć, że ma dość lekką konsystencję. Myślę, że może również zastąpić krem do twarzy. Dla mnie jednak ma zbyt bogaty skład i moja skóra po niej się dość mocno przetłuściła, więc powędruje ona do mojej mamy, która zimą narzeka na przesuszoną skórę twarzy. Jeśli chodzi o zapach, to jest on bardzo delikatny. 


Próbki


Pixie Cosmetics - puder glinkowy clay delights


Delikatny puder na bazie zmikronizowanych glinek: kaolinowej oraz illitowej. Stanowi idealną bazę pod makijaż. Nałożony pod podkład, przedłuża trwałość makijażu. Sprawdzi się również jako delikatny puder wykończeniowy. Znakomicie rozmywa optycznie pory oraz wszelkie nierówności cery (tzw. efekt soft-focus), zapewnia skórze matowe wykończenie. Puder współgra z każdym typem cery. 
9,90 zł/1 ml

W pudełku znalazł się kosmetyk mojej ulubionej marki Pixie Cosmetics. Ten puder miałam kiedyś okazję testować, ale w sumie nie pamiętam, jak się sprawdzał, więc chętnie wypróbuję go ponownie. 

AnnMara - lekkie serum wygładzająco - nawilżające Tears of Infinity


Delikatne serum wygładzające, które szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Przywraca kontury twarzy, nawilżając i wygładzając cerę.

O tej marce nigdy nie słyszałam, więc chętnie przyjrzę się ich kosmetykom, zwłaszcza że nie należą one do najtańszych produktów (149 zł/30 ml).

AnnMara - krem wygładzająco - nawilżający ReviveMe


Na kartce z opisami pojawił się inny krem tej marki, więc wrzucam Wam opis ze strony:
Krem ReviveMe Anti-Age, to luksusowa emulsja wygładzająco – nawilżająca. Stworzona z myślą o współczesnych wyzwaniach z jakimi zmaga się nasza cera. Aktywny tryb życia, chroniczny brak snu, zanieczyszczenie środowiska, stres i dym nikotynowy powodują, iż skóra starzeje się szybciej i traci swój naturalny blask. ReviveMe dzięki najwyższej jakości surowcom naturalnym zapewnia skórze oręż do walki z tymi niekorzystnymi czynnikami, pomagając zachować jej równowagę biologiczną. Formuła kremu zawiera wyselekcjonowane oleje naturalne, ekstrakty roślinne, oraz 4 składniki aktywne: Earth Marine Water, Pseudokolagen, ekstrakt z mikroalgi Rhodella violacea oraz mikroorganizmy z Planktonu, które kompleksowo zatroszczą się o najbardziej wymagającą skórę, pozostawiając ją jędrną i gładką. ReviveMe wykazuje ponadto właściwości przeciwutleniające oraz chroniące przed dymem tytoniowym i smogiem. Jego lekka konsystencja nie zatyka porów i bardzo dobrze się wchłania, a bogaty skład daje widoczne rezultaty już po kilku zastosowaniach. Użyte w kremie nierafinowane oleje, ekstrakty oraz naturalny olejek pomarańczowy, dają przyjemny i delikatny zapach.

Republika Mydła - masło do ciała Jungle Glow


Lekkie masło do ciała o konsystencji musu z aromatem tropikalnych owoców połączonym z zapachem surowych zimnotłoczonych olejów i maseł. Znajdziecie w nim m.in. delikatne, nawilżające masło z oleju z awokado, organiczny olej z kokosa, organiczny olej z pestek moreli, a także olej z otrębów ryżowych. To wszystko zapewni Wam dużą dawkę witaminy E, której nasza skóra tak bardzo potrzebuje na co dzień. Efekt "glow" zapewni specjalny pigment odbijający światło. Shine on baby!

Masło rzeczywiście ma konsystencję pianki, która pod wpływem rozprowadzania zamienia się w olej. Pięknie pachnie egotycznymi owocami. Aż chciałoby się polecieć do ciepłych krajów. Zupełnie nie widzę natomiast żadnego pigmentu. Skóra się błyszczy, bo to masło to typowy tłuścioszek. 

Republika Mydła - peeling Salty Orange Island


W trzech słowach: energetyzujący, złuszczający, nawilżający. Salty Orange Island to wysokiej jakości kosmetyk dla Niej i dla Niego. Na kompozycję zapachową składają się olejki eteryczne: pomarańczowy i cytrynowy, uzupełnione słodką nutą ananasa. Ponadto znajdziecie w nim: olej makadamia - pogromcę cellilitu, olej ze słonecznika - porządną dawkę witaminy E oraz masło Shea nawilżające naszą skórę.

Peeling również pachnie przepięknie cytrusami. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze wybierałam typowo cukrowe peelingi, ponieważ bałam się, że sól trafi na jakąś ranę i będzie mnie szczypać. Zatem teraz muszę zaryzykować i się przekonać, czy rzeczywiście tak jest ;)


Moje wrażenia



Zawartość pudełka bardzo mi się podoba. Skóra wielu osób jest przesuszona po zimie, więc tym razem produkty w większości zostały dobrane do cery suchej. Ja posiadam cerę tłustą, ale i tak jestem w stanie te kosmetyki przetestować. Najbardziej cieszę się z mgiełki oraz kremu Weleda, który ma bardzo treściwą formułę i jest szansa, że uratuje moje dłonie. Ogólnie tego typu pudełka są fajną opcją dla osób, które lubią testować nowe produkty i odkrywać coś nowego. Box Naturalnie z Pudełka zawsze najbardziej mnie ciekawił z tych dostępnych na rynku, ponieważ kosmetyki są starannie dobierane pod względem składów. Wszystko jest również zapakowane w ekologiczny sposób. 

Jeśli to pudełko Wam się spodobało, to nadal możecie je kupić na stronie naturalniezpudelka.pl. Jego cena to 89 zł. 

Dajcie koniecznie znać, czy zawartość pudełka przypadła Wam do gustu? I czy lubicie tego typu boxy? Uważacie, że mają sens, czy lepiej sobie odpuścić? Jestem ciekawa Waszego zdania :)

Do następnego!
Kasia


*** Wpis powstał we współpracy z Naturalnie z Pudełka, ale nie ma to wpływu na moją opinię.***

stycznia 26, 2021

Prezentacja cieni Eyemagination od Pixie Cosmetics

Hej!

Cienie Pixie Cosmetics (a właściwie Féerie Céleste) pokochałam od pierwszego użycia. Postanowiłam więc domówić jeszcze kilka i stworzyć paletkę 12 odcieni idealnych dla mnie. Dzisiaj chciałabym je Wam zaprezentować dokładniej, pokazać swatche, różnice między nimi. Mam nadzieję, że taki wpis Wam się spodoba. Zapraszam :)

Skomponowałam sobie paletkę, którą już miałam w domu, ale wiem, że niedługo w asortymencie Pixie ma się pojawić absolutnie przepiękna paletka magnetyczna i już nie mogę się jej doczekać :)

Na razie wybrałam sobie te odcienie, które najbardziej mi się podobają i do mnie pasują. Być może będę sobie powoli zbierać resztę kolorów, ale ta dwunastka obecnie w zupełności mi wystarczy. Czekam jeszcze na powiększenie kolekcji o brudne róże, bo tego mi najbardziej brakuje. 

W dzisiejszym wpisie chciałabym zaprezentować odcienie, które posiadam, żeby może ułatwić Wam wybór, jeśli się nad jakimś kolorem zastanawiacie. Muszę przyznać, że uwielbiam robić takie rzeczy - najpierw skomponować sobie paletkę, żeby idealnie wszystko do siebie pasowało, a później zrobić prezentację wszystkich kolorów. Cały czas się uczę robić jak najlepsze zdjęcia i swatche. 

Cienie podzieliłam sobie na dwie grupy - matowe i błyszczące. A zatem przejdźmy do opisu każdego z nich.


Cienie matowe


Dried Tumbleweed - jasny, cielisty cień, idealny do zmatowienia łuku brwiowego.

Wet Sand - chłodny, jasny beż, mający w sobie nutę szarości.

Coffee Bean Heart - dość ciemny brąz. Spodziewałam się bardzo chłodnego odcienia, ale pozytywnie się zaskoczyłam, ponieważ idzie on jednak bardziej w neutralną stronę.

Drop of Cappuccino - średni brąz, idealny jako cień przejściowy w załamanie powieki. Na powiece wypada cieplej niż w opakowaniu.

Sip of Burgundy - piękne, idealne bordo.

Eggplant Touch - ciemny, bakłażanowy brąz.


Cienie błyszczące


Lustrous Beige - piękny, chłodny odcień beżu. Metaliczne wykończenie, miękka, masełkowata formuła.

Glass of Rose Wine - ciężki do opisania cień, ponieważ w każdym świetle wygląda inaczej. Moim zdaniem to różowe złoto. Ma delikatnie różową bazę i opalizuje na złoto. 

Peach Gold - w palecie cień podobny do Glass od Rose Wine, ale jednak ma trochę inną bazę, bardziej brzoskwiniową.

Lychee Scale - jedyny błysk w mojej kolekcji z serii Frosted Pearl. Dla mnie bardziej satynowy niż perłowy. Kolor to taki jasny beż. Dla fanek bardzo delikatnego makijażu. 

Sunset in the Fairyland - jest to bardziej sprasowany cień od pozostałych Pigmentallic, które mam. To przepiękna czerwień, która ma w sobie mnóstwo maleńkich czerwonych drobinek. 

Heart in Berberis - ciemny fiolet, który również ma w sobie mnóstwo małych drobinek. Głównie  srebrzystych, ale mam wrażenie, że również troszkę niebieskich.

 
Na koniec krótki filmik (kolejność cieni taka jak na zdjęciu ze swatchami):


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny. Dajcie proszę znać, jak Wam się podoba taka prezentacja kosmetyków. 

Buziaki!
Kasia
TOP