Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

stycznia 28, 2023

Ulubieńcy 2022r. | Pielęgnacja

Hej!

Niedawno na blogu pojawili się ulubieńcy makijażowi zeszłego roku i stwierdziłam, że fajnie by było pokazać Wam również perełki pielęgnacyjne. Zwłaszcza że o pielęgnacji nie pisałam na blogu chyba ze 2 lata. Czasem wrzucam coś na instagrama, ale takie podsumowanie moich ulubionych produktów przyda się też tutaj. Zapraszam :)

Zacznę od żelu pod prysznic. Rzadko na blogu pokazuję takie rzeczy, ale ten z Balea wyjątkowo mi przypadł do gustu. Wrzuciłam go do koszyka w ostatniej chwili, jak byłam w dm w Niemczech. Ma naturalny skład i nie zawiera SLS, jak większość żeli Balea. Podoba mi się w nim to, że ma dosyć gęstą konsystencję (ale nie za bardzo) i nie przelewa się przez palce. Do tego pięknie pachnie papają i zawsze umila mi kąpiel pod prysznicem. Ma też korzystną cenę, bo w Polsce kosztuje niecałe 6 zł, więc jeśli będziecie kiedyś robić zakupy w dm, to zachęcam go dorzucić do koszyka :) 


Przejdźmy teraz do pielęgnacji twarzy, a właściwie do demakijażu. Przez większość zeszłego roku używałam balsamu do demakijażu Soul Balm marki Slaap. Stał się on moim wielkim ulubieńcem i na pewno będę do niego wracać. Na zdjęciu widzicie moje drugie opakowanie. Jeśli tak jak ja nie robicie codziennie makijażu, to polecam na początek zakupić mniejszą wersję. 
Balsam przepięknie pachnie bergamotką i lawendą, co bardzo umila wieczorny rytuał demakijażu. Poza tym ma idealną konsystencję i dobrze zmywa makijaż. Zawiera emulgator, więc można do zmywać przy pomocy wody, ale przyznaję, że u mnie najlepiej się sprawdzają delikatnie zmoczone płatki do demakijażu. Wtedy mi jakoś idzie to szybciej :)

Niezmiennie moim wielkim ulubieńcem jest pianka do mycia twarzy z Sylveco. Jest delikatna, a przy tym dobrze oczyszcza skórę. Ma fajną, dosyć stabilną konsystencję i nie znika ani nie rozpuszcza od razu po nałożeniu na twarz. Nie przesusza skóry, nie narusza bariery hydrolipidowej. Ma delikatny, przyjemny zapach. Zużyłam już kilka opakowań, mam jeszcze jedno w zapasie, ale w tym roku na pewno przetestuję jeszcze coś innego. Niemniej jeśli szukacie dobrej pianki do mycia twarzy, to tę bardzo polecam.

Mój ulubiony hydrolat z zeszłego roku to ten z kwiatu gorzkiej pomarańczy neroli z Nature Queen. Dobrze tonizuje moją tłustą cerę, a przy tym przyjemnie pachnie, chociaż akurat na temat zapachu czytałam różne opinie, więc trzeba sprawdzić osobiście. Na opakowaniu producent pisze, że hydrolat działa antybakteryjnie i ściągająco, co moim zdaniem delikatnie czuć, ale nie przeszkadza mi to, bo zaraz potem aplikuję krem.  


Jeśli chodzi o kremy, to chciałabym wyróżnić trzy. Pierwszy z nich to również marka Slaap i krem Morning Bloom, który świetnie się sprawdza na dzień. Ma bardzo przyjemną konsystencję i pięknie pachnie (nie jest to mocny zapach). Dosyć szybko się wchłania, pozostawia skórę satynową. Dobrze się sprawdza pod makijaż. Zawiera mnóstwo cudownych składników, jak np. prebiotyk, ekstrakt ze śliwki kakadu, dzikiej róży, niacynamid. Myślę, że świetnie się sprawdzi również na cerze suchej i dojrzałej.

Moim ukochanym kremem na noc już drugi albo trzeci rok jest krem Róża z jagodą z Mokosh. Obecnie kupuję go w małej wersji, ponieważ tej dużej 60 ml nie umiem zużyć w 3 miesiące. Jednak sam krem jest absolutnie cudowny. To jedyny krem, po którym praktycznie od razu widzę efekty. Genialnie wyrównuje koloryt, wycisza niedoskonałości. Zawiera stabilną postać witaminy C Ascorbyl Tetraisopalmitate, więc to ona pewnie tak działa, ale przyznaję, że żaden inny produkt z tym składnikiem aktywnym nie daje mi aż takiego efektu. No kocham, moja wielka miłość.

I na koniec odkrycie już z bardziej końcówki roku, bo pojawił się na rynku bodajże jesienią, ale polubiłam go od pierwszego użycia. Mowa o kremie Skin dopamine z SPF 50 od Faceboom. To chyba pierwszy krem z SPF, którego używam z taką przyjemnością, bo zachowuje się jak zwykły nawilżający krem. Szybko się wchłania, pięknie pachnie, dobrze się rozprowadza. Jedyny minus, że na tłustej skórze się dość mocno wyświeca (zawsze można przypudrować), więc jeśli Faceboom będzie to czytać, to bardzo proszę o również ciut bardziej matową wersję :) 


Na koniec produkt do ust i również wielki ulubieniec, do którego regularnie wracam, czyli Lip Lip Hooray z Resibo. Używam go jedynie na noc, bo jednak takie słoiczki są mało higieniczne, ale jako balsam nocny sprawdza się świetnie. Ma cudowną konsystencję, łatwo go wydobyć z opakowania. Zostawia delikatną warstwę na ustach, ale nie jest zbyt tłusty. No i przede wszystkim dobrze nawilża.


I to już wszyscy ulubieńcy pielęgnacyjni zeszłego roku, a może nawet i kilku lat, bo do tych kosmetyków wracam regularnie. Dajcie znać, czy znacie któryś z nich i napiszcie proszę w komentarzu, jakie produkty na Was zrobiły szczególne wrażenie w 2022 roku. 

Pozdrawiam serdecznie!
Kasia

kwietnia 14, 2021

Projekt denko: naturalne kosmetyki w szkle

Hej!

Dawno na moim blogu nie było projektu denko. Porzuciłam tę serię, bo w pewnym momencie miałam wrażenie, że cały czas pokazuję Wam to samo. Tym razem jednak zebrałam bardzo ciekawe kosmetyki, o których koniecznie muszę Wam opowiedzieć, więc zapraszam do czytania dalej :)


Demakijaż & tonizacja


Natural Secrets - kremowy balsam myjący avocado z rozmarynem i lawendą


Na początek mój ulubiony kremowy balsam myjący z Natural Secrets. Bardzo go lubię, bo świetnie zmywa makijaż. Ma gęstą konsystencję, która zmienia się w olej pod wpływem ciepła dłoni. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny. Obecnie mam inne produkty tego typu do przetestowania, ale myślę, że kiedyś do niego wrócę. 

Ajeden - hydrolat jabłkowy


Hydrolat ten znalazłam w boxie ze sklepu krokusowe. Muszę przyznać, że sama raczej bym po niego nie sięgnęła, a obecnie jest to jeden z lepszych hydrolatów, jakich używałam. Powiem Wam, że skóra po nim wygląda cudownie. Teraz, jak go odstawiłam, już nie jest tak super, więc na pewno do niego wrócę. Co prawda, ponieważ jest to hydrolat owocowy, to zawiera również kwasy owocowe, ale nie zauważyłam żadnego złuszczania naskórka. Cera była ujednolicona i promienna. Do tego sam produkt pięknie pachnie. Bardzo go Wam polecam.


Sera do twarzy


Bosphaera - Dwufazowe serum rozświetlająco - rozjaśniające


O tym serum pisałam Wam TUTAJ. Zdania na jego temat nie zmieniłam. Nadal uważam, że jest to świetny produkt. Pięknie rozświetla cerę i ujednolica koloryt. Jedyne, co zupełnie nie przypadło mi do gustu, to zapach. A właściwie to, jak się zmienia po kilku godzinach. Na samym początku pachnie pięknie, ale rano budziłam się z niezbyt przyjemnym zapachem. Dajcie znać, czy miewacie coś takiego z kosmetykami. Ja np. totalnie nie mogę przez to używać balsamów do ciała z Resibo. Poza tym minusem serum z Bosphaera jest naprawdę godne polecenia.

OliviaPlum - serum Lift wygładzające serum regenerujące


To serum kupiłam w mniejszej pojemności 10 ml, żeby je przetestować. Chciałam wypróbować jakiś produkt z niacynamidem, a tutaj ten składnik jest już na czwartym miejscu. Poza tym mamy też glicerynę, mocznik, kwas hialuronowy i mnóstwo ekstraktów. Serum ma bardzo lekką formułę, szybko się wchłania. Niestety na mojej cerze nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, więc raczej do niego nie wrócę.  


Kremy do twarzy


Mokosh - krem do twarzy Róża z jagodą


To moje odkrycie tego roku. Sama również pewnie bym po niego nie sięgnęła. Znalazłam go w pudełku świątecznym ze sklepu krokusowe i się zakochałam. Jest to mój idealny krem na noc. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania. Pięknie nawilża. Rano budzę się z ujednoliconą cerą. Bardzo ładnie uspokaja niedoskonałości. Zawiera najlepszą, najbardziej stabilną postać witaminy C. Pachnie dość intensywnie (różą przełamaną jagodą), ale osobiście przyzwyczaiłam się już do tego zapachu. Ten krem pokochałam na tyle, że już zużywam drugie małe opakowanie (15 ml), a w kolejce czeka pełnowymiarowe. Bardzo polecam wypróbować, szczególnie cerom tłustym i mieszanym. Dla cer suchych może być trochę za lekki na noc, ale powinien dobrze się sprawdzić na dzień. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Bardzo dobry krem dla cer tłustych i mieszanych na dzień. Skóra była po nim delikatnie zmatowiona. Fajnie sprawdzał się pod makijaż. Dość specyficznie pachniał, ale ten zapach akurat mi nie przeszkadzał. Mimo tego, że to maluszek (30 ml), to muszę przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie zauważyłam jakiegoś większego wpływu na moją cerę, ale też mnie nie zapchał, więc możliwe, że kiedyś do niego wrócę.


Pielęgnacja skóry pod oczami i ust


Koi - aktywny krem pod oczy


Słynny krem od Koi. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale trochę rozczarowało mnie to, co stało się z nim po jakimś czasie od otwarcia. Na początku był cudowny, kremowy, gęsty i bardzo odżywczy. Dla mnie trochę aż za bardzo, więc zaczęłam go sobie używać co kilka dni jako maskę. Po jakimś czasie zauważyłam, że konsystencja się mocno zmieniła. Właściwie nie dało się go rozprowadzić. Strasznie się mazał. Przestał być tak kremowy. Zużyłam go do dłoni, ale uważam, że za taką cenę nie powinno się dziać coś takiego z produktem. Opisałam tę sytuację na InstaStory i dostałam odpowiedź, że PAO wynosi 3 miesiące. Szkoda, że takiej informacji nie ma na opakowaniu. Na pewno na razie do niego nie wrócę. 

Resibo - Lip Lip Horray Kojący balsam do ust


To obecnie mój ukochany balsam do ust. Ma gęstą konsystencję (ale też nie za gęstą, da się go wyciągnąć z opakowania), która topi się na ustach. Cudownie nawilża. Używałam go całą zimę i nie miałam problemu z suchymi skórkami. Ze względów higienicznych używam go tylko na noc, po dokładnym umyciu rąk. Fajnie by było, gdyby Resibo wprowadziło też kiedyś balsam w innym opakowaniu, żeby można go było stosować w dzień. Niemniej jednak polecam bardzo. Ja mam już drugie opakowanie w zapasie :)


Dajcie koniecznie znać, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

lutego 22, 2021

Naturalnie z pudełka - luty 2021r.
Zajrzyjmy razem do środka!

Hej!

Od dłuższego czasu na moim blogu przeważają kosmetyki naturalne, więc postanowiłam zmienić całkowicie adres bloga, żeby bardziej odzwierciedlał to, o czym teraz piszę. To tak tylko gwoli wyjaśnienia, jakbyście się zastanawiali, na jakiego bloga weszliście :) A dzisiaj chciałabym Wam pokazać pudełko, które pewnie większość z Was kojarzy i które od tego miesiąca mam przyjemność testować. Jest mi niezwykle miło, że będę mogła prezentować Wam zawartość oraz dzielić się moimi pierwszymi wrażeniami na temat produktów. Jestem przekonana, że znajdziemy wśród nich wiele ciekawych perełek. Mowa oczywiście o boxie kosmetycznym Naturalnie z Pudełka. Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w edycji lutowej, to zapraszam do dalszej części wpisu :)

naturalnie-z-pudełka-luty

Co znalazło się w środku?



Kosmetyki pełnowymiarowe


Republika Mydła -  krem do ciała i twarzy Sunny Touch


Jest wypełniony po brzegi zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, malin i słonecznika oraz masłem Shea. Dzięki połączeniu delikatnych olejów krem nie powoduje zapychania porów, co czyni go idealnym kosmetykiem do każdego rodzaju skóry w tym suchej, popękanej czy dojrzałej. Dzięki zawartym kwasom regeneruje naskórek, np. po oparzeniach słonecznych. Mieszanka naturalnych ekstraktów botanicznych z maliny, wanilii, jabłka, jeżyny i winogrona odpowiada za zapach kremu i dodatkowo podnosi jego dobroczynne właściwości. 
44,95 zł/50 ml

Krem jest zamknięty w przeuroczym szklanym opakowaniu. Ma pastelowy żółty kolor i pachnie gumą balonową. To krem o konsystencji masła - rozpuszcza się pod wpływem ciepła do konsystencji typowo olejowej. Na samym początku w składzie mamy masło Shea, olej słonecznikowy, olej z nasion malin, olej z rokitnika, skwalan, witaminę E, a dalej mnóstwo roślinnych ekstraktów. Rekomendowałabym ten produkt do cery bardzo suchej. Osobiście trochę boję się nałożyć się go na twarz, ale na pewno przetestuję go na dłonie, które przez dezynfekcję i niskie temperatury mam bardzo przesuszone i popękane. 

Gift of Nature - tonizująca mgiełka do cery mieszanej


Mgiełka do twarzy, szyi i dekoltu tonizuje skórę, odświeża ją i nawilża. Zawarty w mgiełce hydrolat z oregano tonizuje i przywraca odpowiednie pH, wspierając prawidłową pracę gruczołów łojowych. Za pobudzenie syntezy kolagenu w skórze i zwiększenie jej elastyczności odpowiada arginina. Skóra jest nawilżona, odświeżona i wygładzona. Tonizującą mgiełkę do twarzy należy stosować na oczyszczoną skórę lub według potrzeb w ciągu dnia dla odświeżenia.  
14,99 zł/150 ml

Wiecie, że kocham hydrolaty, ale taką mgiełkę również z chęcią przetestuję. Na drugim w miejscu w składzie mamy właśnie hydrolat z oregano, którego jeszcze nigdy nie miałam okazji używać, więc jestem ciekawa, jak sprawdzi się na mojej skórze. Kosmetyki Gift of nature mają bardzo pozytywne przesłanie, że każda cera jest piękna. Tonik jest "do cery pięknej, choć mieszanej" :)

Weleda - krem do pielęgnacji wyjątkowo suchej skóry Skin Food


Nawilża suchą i szorstką skórę na twarzy, dłoniach, łokciach czy stopach. Skład zawiera delikatny fiołek trójbarwny, nagietek lekarski i rumianek. Gęsta i treściwa baza olejków i wosku pszczelego sprawia, że krem Skin Food przywraca skórze jej idealną kondycję. Krem poprawia jędrność skóry oraz podnosi jej poziom nawilżenia. Pomaga całemu naszemu zespołowi w trudnej zimowej regeneracji, mamy nadzieję, że pomoże również Tobie. 
24,49 zł/30 ml

To taki krem ratunkowy na przesuszone miejsca. Ma gęstą i treściwą konsystencję. Pachnie delikatnie cytrynowo. Jak się pewnie domyślacie, już wylądował na mojej szafce przy łóżku. Mam nadzieję, że uratuje moje skrajnie zniszczone dłonie po zimie. 

Be Organic - maseczka przeciwzmarszczkowa awokado & migdały


Maseczka przeciwzmarszczkowa be organic z olejem awokado i olejem ze słodkich migdałów działa wygładzająco na zmarszczki już istniejące i zapobiega powstawaniu nowych. Awokado i olej ze słodkich migdałów to naturalny duet, który przywraca skórze blask i młody wygląd. Specjalna formuła maseczki powoduje, że nie wymaga zmywania wodą. Uwaga - data ważności nie jest przesadnie długa, polecamy wypróbowanie maseczki w pierwszej kolejności.
49 zł/30 ml

Rzeczywiście - data ważności maseczki do 04/2021, niezbyt długo. Użyłam sobie raz tej maseczki i muszę powiedzieć, że ma dość lekką konsystencję. Myślę, że może również zastąpić krem do twarzy. Dla mnie jednak ma zbyt bogaty skład i moja skóra po niej się dość mocno przetłuściła, więc powędruje ona do mojej mamy, która zimą narzeka na przesuszoną skórę twarzy. Jeśli chodzi o zapach, to jest on bardzo delikatny. 


Próbki


Pixie Cosmetics - puder glinkowy clay delights


Delikatny puder na bazie zmikronizowanych glinek: kaolinowej oraz illitowej. Stanowi idealną bazę pod makijaż. Nałożony pod podkład, przedłuża trwałość makijażu. Sprawdzi się również jako delikatny puder wykończeniowy. Znakomicie rozmywa optycznie pory oraz wszelkie nierówności cery (tzw. efekt soft-focus), zapewnia skórze matowe wykończenie. Puder współgra z każdym typem cery. 
9,90 zł/1 ml

W pudełku znalazł się kosmetyk mojej ulubionej marki Pixie Cosmetics. Ten puder miałam kiedyś okazję testować, ale w sumie nie pamiętam, jak się sprawdzał, więc chętnie wypróbuję go ponownie. 

AnnMara - lekkie serum wygładzająco - nawilżające Tears of Infinity


Delikatne serum wygładzające, które szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Przywraca kontury twarzy, nawilżając i wygładzając cerę.

O tej marce nigdy nie słyszałam, więc chętnie przyjrzę się ich kosmetykom, zwłaszcza że nie należą one do najtańszych produktów (149 zł/30 ml).

AnnMara - krem wygładzająco - nawilżający ReviveMe


Na kartce z opisami pojawił się inny krem tej marki, więc wrzucam Wam opis ze strony:
Krem ReviveMe Anti-Age, to luksusowa emulsja wygładzająco – nawilżająca. Stworzona z myślą o współczesnych wyzwaniach z jakimi zmaga się nasza cera. Aktywny tryb życia, chroniczny brak snu, zanieczyszczenie środowiska, stres i dym nikotynowy powodują, iż skóra starzeje się szybciej i traci swój naturalny blask. ReviveMe dzięki najwyższej jakości surowcom naturalnym zapewnia skórze oręż do walki z tymi niekorzystnymi czynnikami, pomagając zachować jej równowagę biologiczną. Formuła kremu zawiera wyselekcjonowane oleje naturalne, ekstrakty roślinne, oraz 4 składniki aktywne: Earth Marine Water, Pseudokolagen, ekstrakt z mikroalgi Rhodella violacea oraz mikroorganizmy z Planktonu, które kompleksowo zatroszczą się o najbardziej wymagającą skórę, pozostawiając ją jędrną i gładką. ReviveMe wykazuje ponadto właściwości przeciwutleniające oraz chroniące przed dymem tytoniowym i smogiem. Jego lekka konsystencja nie zatyka porów i bardzo dobrze się wchłania, a bogaty skład daje widoczne rezultaty już po kilku zastosowaniach. Użyte w kremie nierafinowane oleje, ekstrakty oraz naturalny olejek pomarańczowy, dają przyjemny i delikatny zapach.

Republika Mydła - masło do ciała Jungle Glow


Lekkie masło do ciała o konsystencji musu z aromatem tropikalnych owoców połączonym z zapachem surowych zimnotłoczonych olejów i maseł. Znajdziecie w nim m.in. delikatne, nawilżające masło z oleju z awokado, organiczny olej z kokosa, organiczny olej z pestek moreli, a także olej z otrębów ryżowych. To wszystko zapewni Wam dużą dawkę witaminy E, której nasza skóra tak bardzo potrzebuje na co dzień. Efekt "glow" zapewni specjalny pigment odbijający światło. Shine on baby!

Masło rzeczywiście ma konsystencję pianki, która pod wpływem rozprowadzania zamienia się w olej. Pięknie pachnie egotycznymi owocami. Aż chciałoby się polecieć do ciepłych krajów. Zupełnie nie widzę natomiast żadnego pigmentu. Skóra się błyszczy, bo to masło to typowy tłuścioszek. 

Republika Mydła - peeling Salty Orange Island


W trzech słowach: energetyzujący, złuszczający, nawilżający. Salty Orange Island to wysokiej jakości kosmetyk dla Niej i dla Niego. Na kompozycję zapachową składają się olejki eteryczne: pomarańczowy i cytrynowy, uzupełnione słodką nutą ananasa. Ponadto znajdziecie w nim: olej makadamia - pogromcę cellilitu, olej ze słonecznika - porządną dawkę witaminy E oraz masło Shea nawilżające naszą skórę.

Peeling również pachnie przepięknie cytrusami. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze wybierałam typowo cukrowe peelingi, ponieważ bałam się, że sól trafi na jakąś ranę i będzie mnie szczypać. Zatem teraz muszę zaryzykować i się przekonać, czy rzeczywiście tak jest ;)


Moje wrażenia



Zawartość pudełka bardzo mi się podoba. Skóra wielu osób jest przesuszona po zimie, więc tym razem produkty w większości zostały dobrane do cery suchej. Ja posiadam cerę tłustą, ale i tak jestem w stanie te kosmetyki przetestować. Najbardziej cieszę się z mgiełki oraz kremu Weleda, który ma bardzo treściwą formułę i jest szansa, że uratuje moje dłonie. Ogólnie tego typu pudełka są fajną opcją dla osób, które lubią testować nowe produkty i odkrywać coś nowego. Box Naturalnie z Pudełka zawsze najbardziej mnie ciekawił z tych dostępnych na rynku, ponieważ kosmetyki są starannie dobierane pod względem składów. Wszystko jest również zapakowane w ekologiczny sposób. 

Jeśli to pudełko Wam się spodobało, to nadal możecie je kupić na stronie naturalniezpudelka.pl. Jego cena to 89 zł. 

Dajcie koniecznie znać, czy zawartość pudełka przypadła Wam do gustu? I czy lubicie tego typu boxy? Uważacie, że mają sens, czy lepiej sobie odpuścić? Jestem ciekawa Waszego zdania :)

Do następnego!
Kasia


*** Wpis powstał we współpracy z Naturalnie z Pudełka, ale nie ma to wpływu na moją opinię.***

grudnia 31, 2020

Ulubieńcy 2020r. | Pielęgnacja

Hej!

Po ulubieńcach makijażowych przyszedł czas na tych pielęgnacyjnych. Chciałabym pokazać Wam kosmetyki, które szczególnie zapadły mi w pamięć w 2020 roku. Zapraszam do dalszej części wpisu :)


Oczyszczanie twarzy i demakijaż


To był rok pianek do twarzy. Serio, dawno mi się coś tak dobrze nie sprawdzało. Na zdjęciu widzicie Nagietkową piankę myjącą z Sylveco, ale polecam wszystkie, których używałam, czyli jeszcze FaceBoom, WaterMellow i Ecolab do cery tłustej. Pianki są niezwykle delikatne. Nie dają żadnego uczucia ściągnięcia, co oznacza, że nie naruszają bariery hydrolipidowej skóry. Bardzo Wam polecam, jeśli jeszcze nie używaliście.

Mój drugi hit tego roku to Hipoalergiczny Płyn Micelarny z Only Eco. To chyba najlepszy płyn micelarny, jakiego używałam w życiu. Stosuję go co prawda głównie do demakijażu oczu, ale mając przesadnie wrażliwe oczy, ten płyn ani razu mi ich nie podrażnił. Produkt ten był dostępny na początku roku w Lidlu, więc zrobiłam sobie zapas. Na opakowaniu jest napisane, że to edycja limitowana, ale można go jeszcze dorwać w internecie m.in. na stronie producenta. 


Kremy


Moim numerem jeden w kategorii krem do twarzy zdecydowanie był Lekki krem nawilżający z Resibo. To moje drugie opakowanie, a w zapasie czeka już trzecie. Jest absolutnie cudowny dla cery tłustej zarówno na dzień, jak i na noc. Daje odpowiednią dawkę nawilżenia bez przeciążenia skóry. Świetnie sprawdza się również pod makijaż. Po prostu ideał. 

Pod oczy z kolei upodobałam sobie Krem pod oczy z Biolaven. Ma fajną, niezbyt rzadką konsystencję i dobrze nawilża okolicę pod oczami. Nie mam jakoś mocno przesuszonej tej strefy, ale nakładając go wieczorem, zauważyłam, że rano skóra była naprawdę porządnie nawilżona. Do tego nie kosztuje dużo, ma piękny skład, czego chcieć więcej. Na zdjęciu widzicie moje drugie opakowanie, a to chyba najlepsza rekomendacja :)


Serum


W 2020r. wróciłam do olejów w pielęgnacji twarzy. Długi czas ich nie stosowałam. Zdecydowanie najbardziej polubiłam się z Olejową ampułką - Normalizacja wydzielania sebum marki Och Natura. Muszę przyznać, że skład zrobił na mnie duże wrażenie. Jest prosty, a jednocześnie bardzo bogaty. Serum zawiera olej z czarnuszki, a do tego mnóstwo wyciągów roślinnych, m.in. z krwawnika pospolitego, liści i kory brzozy, bluszczu pospolitego, rozmarynu. Serum używam 2 razy w tygodniu i zauważyłam, że cera jest w naprawdę niezłym stanie. Dobrze ujednolica jej koloryt. Mam wrażenie, że pory się również trochę zmniejszyły. Polecam to serum zwłaszcza dla osób, które chciałyby wdrożyć do swojej pielęgnacji oleje, ale nie wiedzą, od czego zacząć. Ten produkt dla cery tłustej i mieszanej będzie idealny. 


Usta


Odkąd mam balsam do ust Lip Lip Hooray z Resibo, wszystkie inne poszły w odstawkę. Uwielbiam to gęste masełko. Ma delikatny zapach, fajnie się rozprowadza i przede wszystkim cudownie nawilża usta. W tym roku w ogóle nie mam problemu z suchymi skórkami. Przez słoiczek używam go jedynie na noc, ale to mi wystarcza, ponieważ balsam w nocy świetnie mi te usta regeneruje. Jest dosyć drogie, ale bardzo wydajne. 


Włosy


To był obfity rok, jeśli chodzi o produkty do włosów, ale tak naprawdę zachwyciły mnie dwa. Pierwszy z nich to szampon Damaged Hair z Insight, który jest dość mocny, ale mojej skórze głowy na szczęście to nie przeszkadza. Szampon świetnie się pieni, bardzo dobrze oczyszcza włosy i zazwyczaj, jak go zastosuję, mam Good Hair Day. 
Drugi kosmetyk to Gliss Maska nawilżająca 4w1 od Schwarzkopf. Na opakowaniu napisane jest, że ma 96% składników pochodzenia naturalnego, ale nie ma idealnego składu, ponieważ pod koniec znajdziemy w nim nawet silikon. Mimo to maska ma cudowną konsystencję, zapach, a moje włosy ją po prostu uwielbiają. Ma proteiny, więc nie używam jej co mycie, chociaż mam wrażenie, że moim włosom proteiny jakoś szczególnie nie szkodzą. Mimo to nie chcę z nimi przesadzić. Do tego można ją dostać w drogeriach, a na promocji kosztuje chyba jakieś 13 zł (normalnie 20). 


I to już wszystko na dzisiaj. Jestem bardzo ciekawa Waszych tegorocznych ulubieńców. Piszcie w komentarzach :)

Przy okazji chciałabym Wam życzyć, żeby ten nadchodzący rok był dla nas wszystkich łaskawszy. 

Buziaki!
Kasia

października 13, 2020

Soraya Oat Therapy - owsiana terapia dla skóry

Hej!

Zaczęła się jesień, a zatem przed nami najtrudniejszy czas dla naszej skóry, w którym wymaga ona szczególnego nawilżenia. Z pomocą przychodzi nam marka Soraya, która wypuściła niedawno serię Oat Therapy. Jeśli Wasza skóra jest wrażliwa i potrzebuje ukojenia, to koniecznie czytajcie dalej :)


Trzeba przyznać, że kosmetyki przykuwają wzrok, zwłaszcza ekomaniaków. Kolorystyka i design od razu kojarzy się z naturą. Na szczęście wnętrze odpowiada temu wizerunkowi. Mamy tutaj bowiem do czynienia z produktami niemalże całkowicie naturalnymi (98 i 99% składników pochodzenia naturalnego). A zatem wszystko się zgadza! :)
Może od razu wspomnę również o zapachu, ponieważ wszystkie kosmetyki z tej linii pachną tak samo. Ciężko mi określić, czym dokładnie, ale mogę powiedzieć, że jest to zapach delikatny, naturalny i bardzo przyjemny. Raczej nie powinien nikomu przeszkadzać. 

Przejdźmy zatem do tego, co wchodzi w skład całej serii:

Owsiany krem na dzień & Owsiany krem na noc 


Zacznijmy od twarzy. Marka Soraya postawiła na dwa kremy - na dzień i na noc. Stwierdziłam, że opowiem o nich razem, bo moim zdaniem są bardzo podobne. Oba kremy mają praktycznie identyczną konsystencję, co mnie trochę zdziwiło, bo zazwyczaj kremy na noc są cięższe. Formuła jest gęsta, ale jednocześnie dosyć lekka i nawet na mojej tłustej cerze nie miałam poczucia, że nakładam coś zbyt ciężkiego. Kremy dobrze nawilżają. Świetnie sprawdzą się dla cer suchych, dojrzałych, ale również mogą się okazać dobre dla mieszanych oraz tłustych (tutaj raczej skłaniałabym się do używania raz dziennie). Przy okazji muszę wspomnieć również o opakowaniach, które zostały wykonane z recyklatu. Marka Soraya zdecydowała się również na większą pojemność kremów (75 ml, standardowa to 50 ml), co sprawia, że generujemy mniej odpadów. Brawo, bardzo popieram takie działanie i chciałabym, żeby więcej firm myślało o tego typu sprawach. Zwłaszcza w dobie pandemii, gdzie temat ekologii zszedł na dalszy plan.
Składy tych kremów są podobne. Różnią się trochę kolejnością składników. Krem na dzień ma dodatkowo nawilżającą betainę. 


Owsiany balsam do ciała


Soraya wypuściła również dwa kosmetyki do ciała. Pierwszy z nich to owsiany balsam do ciała, który otrzymujemy w tubie o pojemności 200 ml. Tuba w 57% została wykonana z plastiku pochodzącego z recyklingu. Jeśli chodzi o sam produkt, to bardzo mi się spodobał. Ma fajny, bogaty skład, przez co świetnie nawilża skórę. Konsystencja jest przyjemna, ładnie się rozprowadza i szybko wchłania. Nie pozostawia zbyt tłustego filmu na skórze. 


Owsiany krem multifunkcyjny


Na koniec mój największy ulubieniec z całej serii, czyli krem multifunkcyjny do ciała, rąk i twarzy. Jeśli chcecie wypróbować na razie jeden kosmetyk, to polecam zacząć od tego. Jak wskazuje nazwa, jest niezwykle uniwersalny. Można go stosować na całe ciało. Świetnie sprawdzi się też na mocniej przesuszone miejsca jak np. łokcie, pięty, czy dłonie. Ma gęstą konsystencję, ale cudownie się rozprowadza i szybko wchłania. Uwielbiam nakładać go grubszą warstwą na noc na dłonie, bo z nimi mam największy problem w chłodniejsze miesiące. Ten krem daje mi ukojenie, po nocy ręce są miękkie, a wszelkie pęknięcia delikatnie zagojone. Skład tych wszystkich kosmetyków jest bardzo podobny. W tym kremie mamy na początku glicerynę, propanediol, olej ze słodkich migdałów, masło shea. Dalej widzimy skrobię ryżową, olej i ekstrakt z owsa, witaminę E oraz mnóstwo naturalnych dodatków, które mają jeszcze lepiej nawilżać naszą skórę. 


Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się ta seria i cieszę się, że mogłam Wam ją pokazać. Wszystkie kosmetyki przydały mi do gustu, ale w szczególności polubiłam balsam do ciała i krem multifunkcyjny. Gdybym miała wymienić największą zaletę tych produktów, to byłaby to uniwersalność. Mam wrażenie, że mogą być to fajne kosmetyki dla całej rodziny. Delikatnie i ładnie pachną, szybko się wchłaniają, mają przepiękne składy i myślę, że mogłyby się spodobać również mężczyznom i dzieciom, które są często bardziej oporne na używanie kosmetyków ;)


Ja generalnie ze swojej strony bardzo polecam i cieszę się, że kolejna polska marka coraz częściej wypuszcza naturalne kosmetyki. Brawo!

Całą serię Oat Therapy, a także więcej kosmetyków marki Soraya dostaniecie w sklepie internetowym bee.pl. Jest tam naprawdę spory asortyment kosmetyków naturalnych, więc zachęcam zajrzeć :) 

Piszcie proszę, czy zaciekawiły Was te produkty? A może już jakiegoś używaliście? Dajcie znać!

Do następnego!
Kasia



*** Wpis powstał we współpracy ze sklepem bee.pl, ale moja opinia na temat produktów jest w 100% szczera.***

września 15, 2020

Naturalne perełki pielęgnacyjne

Hej!

Ostatnio pojawiły się na blogu pielęgnacyjne nowości, ale koniecznie muszę Wam również pokazać moich ulubieńców z tej kategorii. Kosmetyków do pielęgnacji nie zmieniam często, ale znalazłam kilka perełek, które naprawdę warto poznać. Zapraszam :)


Oczyszczanie twarzy


Czarszka - Regulujący balsam do mycia twarzy


Nie wyobrażam już sobie demakijażu bez tego typu produktów. Balsam od Czarszki świetnie zmywa makijaż. Pachnie delikatnie ziołowo. Właściwie nie mam się do czego przyczepić, ponieważ spełnia swe zadanie w 100%. Ma genialny skład oparty na przeróżnych ciekawych olejach oraz maśle shea i mango. Nie zawiera emulgatorów.

FaceBoom - Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Tutaj chodzi mi nie tylko o ten konkretny produkt, ale również o sam typ kosmetyku. Pianki to moje odkrycie. Sprawdzają się cudownie, ponieważ są bardzo delikatne. Dobrze oczyszczają, ale zupełnie nie dają uczucia ściągnięcia czy przesuszenia. Oprócz pianki z FaceBoom, którą widzicie na zdjęciach, polecam również np. tę z EcoLab do cery tłustej i problemowej.


D'Alchemy - Natural Micro - dembrasion Peel


To peeling, który mam już od jakiegoś czasu, ale na początku niechętnie po niego sięgałam. Jednak stwierdziłam, że muszę go zużyć i stosuję go obecnie regularnie - dwa razy w tygodniu. Znalazłam na niego sposób. Wcześniej zostawiałam go na twarzy na dłużej, a teraz po prostu masuję nim twarz przez chwilę i od razu zmywam. Skóra jest po nim oczyszczona i wygładzona. Nawet zapach mi ostatnio tak mocno nie przeszkadza. Może dlatego, że nadchodzi jesień i zima, a peeling pachnie przyprawami korzennymi.


Pielęgnacja twarzy


Resibo - Lekki krem nawilżający


Ten krem to ideał dla cery tłustej i mieszanej. Świetnie nawilża, ale w żaden sposób nie obciąża skóry. Nadaje się pod makijaż. Ja używam go głównie na noc. Uwielbiam go na tyle, że już w zapasach czeka drugie opakowanie :)

Biolaven - krem pod oczy


Również cudeńko, które pokochałam. Ma lekką konsystencję, ale naprawdę dobrze nawilża. Siedząc w domu, często zapominam nałożyć krem rano, a mimo to czuję, że okolica pod oczami jest odpowiednio nawilżona. Bardzo ładnie, delikatnie pachnie. Dobrze się wchłania, nie roluje się, nie szczypie w oczy. Można go nakładać pod makijaż. Do tego niewiele kosztuje. Dla mnie ideał i również z chęcią będę do niego wracać.


Pielęgnacja ciała


Nacomi - peeling do ciała


Jeśli lubicie, jak peeling zostawia dobrze natłuszczoną skórę, to na pewno będziecie z niego zadowoleni. Teraz mam wersję pomarańczową i pachnie pięknie. Poprzednio miałam bodajże Miodowe gofry i tamten zapach mi mniej odpowiadał. Ale na szczęście mimo różnych wersji zapachowych, działały podobnie. Uwielbiam w nich to, że są dość gęste, ale jednocześnie dobrze rozprowadzają się po skórze. Drobinki cukru są idealnej wielkości, bardzo dobrze się rozpuszczają. Jak już wspomniałam, peeling zostawia po sobie tłusty film, ale ja to uwielbiam i na razie nie szukam innego produktu w tej kategorii

BodyBoom - Ujędrniające masło do ciała


No dobra, przyznaję, że opakowania BodyBoom (i FaceBoom) mnie jakoś urzekają i przyciągają. Pewnie dlatego głównie skusiłam się na to masło, ale na szczęście zawartość jest również warta uwagi. Masło ma gęstą konsystencję, ale dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Absolutnie uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z jogurtem z owoców leśnych. To on właśnie najbardziej zachęca mnie to używania tego typu produktu, bo generalnie nie przepadam za smarowaniem ciała. W ujędrniające działanie średnio wierzę, ale podejrzewam, że razem z treningami coś tam daje. Generalnie polecam, jeśli lubicie masła o ładnym zapachu :)


I to już wszystkie kosmetyki, które w ostatnich miesiącach szczególnie polubiłam. Dajcie znać, czy coś znacie i jak się u Was sprawdziło.

Buziaki!
Kasia

września 02, 2020

Naturalne nowości pięlęgnacyjne

Dzień dobry!

Poczułam niedawno potrzebę, żeby wprowadzić coś nowego do mojej pielęgnacji twarzy. A ponieważ kupiłam naprawdę ciekawe kosmetyki, to stwierdziłam, że je Wam pokażę w osobnym wpisie. Oczywiście, jak zwykle u mnie, będzie w 100% naturalnie. Zapraszam :)


Drogeria internetowa krokusowe.com


Drogeria krokusowe.com to moje ostatnie okrycie. Znalazłam w niej mnóstwo naturalnych kosmetyków, które akurat mnie ciekawiły, więc z chęcią zrobiłam zamówienie. Niedawno stwierdziłam, że chciałabym wrócić do olejów w mojej pielęgnacji twarzy, więc skusiłam się aż na trzy.

Bioup - olej z opuncji figowej


Jest to jeden z droższych olejów na świecie (ten kosztował 65 zł/15 ml). Zaciekawił mnie, ponieważ nazywa się go naturalnym botoksem, a po trzydziestce sięgam już po kosmetyki, które poprawiają elastyczność i napięcie skóry. Do tego normalizuje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu nadaje się dla cer mieszanych i tłustych. 

Ajeden - olej z nasion pietruszki


Ten olej niesamowicie mnie zainteresował, ponieważ ma bardzo szerokie spektrum działania. Mam wrażenie, że ma zadziałać na wszystkie problemy ;) Zawiera mnóstwo witamin oraz żelazo. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, wygładzające. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Powinien świetnie się sprawdzić na przebarwienia i zaczerwienienia. Można go używać również na skórę głowy, ponieważ zapobiega wypadaniu włosów. Przyspiesza gojenie się ran, a także działa antycellulitowo. No muszę powiedzieć, że bardzo mnie ciekawi i jeśli rzeczywiście będzie taki cudowny, jak to opisuje producent, to na pewno dam Wam znać!

Och Natura - Olejowa ampułka


Zawiera mnóstwo wyciągów i ekstraktów (z krwawnika, liści i kory brzozy, bluszczu, owoców jałowca, geranium, rozmarynu) oraz olej z czarnuszki. Właściwie to serum powinno mieć podobne działanie, jak dwa poprzednie oleje. Użyłam go już dwa razy i następnego dnia rano skóra wyglądała pięknie, ale na razie nic więcej nie mówię, żeby nie zapeszyć. 


Natural Secrets - Kremowy balsam myjący 


Uwielbiam dwuetapowy demakijaż twarzy. Ten balsam jest moim wielkim ulubieńcem i z chęcią do niego powracam. Nie zawiera emulgatora, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, bo już przyzwyczaiłam się do takiej formy. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Po pierwsze zdziwiłam się, jakie to maleństwo (30 ml), ale może to i dobrze, bo łatwiej będzie go zużyć i na pewno się nie popsuje. Używałam go kilka razy i mogę powiedzieć, że dobrze się rozprowadza i pozostawia skórę matową. Do tego bardzo dziwnie pachnie i ten zapach mi średnio odpowiada, ale na szczęście po chwili się ulatnia. 


Faceboom


To marka, którą poznałam niedawno i bardzo mnie zaciekawiła. Oczywiście kojarzyłam Bodyboom, ale chyba nigdy nic nie używałam. Dopiero jakiś czas temu kupiłam antycellulitowe masło do ciała i jestem w nim zakochana (najbardziej w zapachu). Z kosmetyków do twarzy skusiłam się na:

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Uwielbiam pianki, to mój ulubiony produkt do drugiego etapu oczyszczania. Pianka z FaceBoom jest przyjemna, chociaż dosyć szybko znika podczas rozprowadzania. Do tego ma intensywny, perfumowany zapach, więc jeśli jesteście wrażliwcami w tym temacie, to ostrzegam ;) Dla mnie to produkt bardzo przyjemny i z chęcią go używam.

Matująco - detoksykujący krem 


Miałam próbkę tego kremu i spodobała mi się jego lekka konsystencja. Również pachnie intensywnie, ale mi akurat to jakoś mocno nie przeszkadza.  Po niego sięgnę dopiero, jak skończę maluszka z Jardin.



Piszcie proszę, co Wy wprowadzacie do swojej jesiennej pielęgnacji. Niedługo na blogu pojawią się również pielęgnacyjni ulubieńcy, bo koniecznie muszę pokazać Wam kilka perełek, których używam od dłuższego czasu :)

Do następnego!
Kasia

lipca 16, 2020

Pielęgnacja twarzy z Bosphaera
Serum & płyn do demakijażu

Dzień dobry!

Idąc za ciosem, stwierdziłam, że pokażę Wam dwa kolejne kosmetyki marki Bosphaera, które miałam przyjemność testować. Tym razem, jak widzicie po tytule, będą to produkty do twarzy. Zapraszam do czytania dalej :)

bosphaera-serum-płyn-do-demakijażu

Delikatny płyn do demakijażu


Płyn zamknięty jest w butelce z ciemnego szkła z pompką. Ma bardzo delikatny zapach, który nie powinien przeszkadzać nawet największym wrażliwcom. 

Skład oparty jest na żelu z aloesu oraz hydrolacie z róży damasceńskiej. Płyn zawiera również mnóstwo ekstraktów, m.in. z jęczmienia, brzoskwini, jabłka, pszenicy, żeń-szenia, ostropestu plamistego, bazylii azjatyckiej, lotosu błękitnego. Daję znać, że w składzie znalazł się również glukonolakton, więc jeśli nie lubicie kwasów w swojej pielęgnacji, to niestety nie będzie to produkt dla Was. Według mnie ta kompozycja składników naprawdę robi wrażenie i mało jest na rynku płynów do demakijażu z tak bogatym składem. 
Producent na opakowaniu zapewnia nas, że produkt nie tylko zmywa makijaż i usuwa zanieczyszczenia, ale także przywraca skórze naturalne pH. Dodatkowo powinien wyrównywać koloryt cery, zmniejszać zaczerwienienia, redukować nadmiar sebum. Nie umiem stwierdzić, czy rzeczywiście tak działa, ponieważ używałam go głównie go zmywania makijażu oczu. Chociaż teraz zastanawiam się, czy powinnam ze względu na ten glukonolakton. Niemniej jednak makijaż zmywa dobrze. Dzięki beztłuszczowej formule nie pozostawia mgły na oczach ani nie szczypie.

Płyn ma 100g. Kosztuje 35,99 zł i możecie go dostać na stronie bosphaera.com.

delikatny-płyn-do-demakijażu

Dwufazowe serum rozświetlająco - rozjaśniające


To serum mnie niesamowicie zaciekawiło, ponieważ wg opisu producenta powinno się świetnie sprawdzić na cerze tłustej i problematycznej. Serum przychodzi do nas również w szklanym opakowaniu z ciemnego szkła z pipetą. W środku znajdujemy produkt o pomarańczowym zabarwieniu i lekkiej konsystencji. Na bardzo jasnej cerze serum minimalnie barwi skórę, ale nie jest to jakoś mocno widoczne i podczas porannej pielęgnacji ten kolor schodzi. 
Zapach tego serum nawiązuje do koloru. Jest mocno cytrusowy, najbardziej kojarzy mi się z mandarynkami. Dzięki temu jego aplikacja to czysta przyjemność :)

dwufazowe-serum-rozświetlająco-rozjaśniające

Jak się pewnie domyślacie, tutaj również mamy do czynienia z przepięknym, bardzo bogatym składem opartym na wodzie z oczaru wirginijskiego, kwasie L-askorbinowym oraz przeróżnych olejach i ekstraktach, np. z pestek malin, jojoba, słonecznikowym, z róży rdzawej itd. 


Oto opis producenta z opakowania:

"Dwufazowe serum rozświetlająco-rozjaśniające to esencja drogocennych składników, dzięki którym skóra staje się gładka i promienna. Rozjaśnia przebarwienia oraz plamy posłoneczne, a także rozświetla cerę. Idealnie nadaje się do pielęgnacji skóry z problemami trądzikowymi i bliznami potrądzikowymi. Dzięki obecności hydrolatu z oczaru wirginijskiego, kwasów hialuronowych, a także olejów: z róży rdzawej, z pestek malin, marchwi oraz jojoba, po użyciu serum skóra staje się jędrna i elastyczna. Ekstrakty z kwiatów lotosu: błękitnego egipskiego i indyjskiego, redukują nadmierną produkcję sebum pozostawiając gładki, promienny i czysty wygląd twarzy. Kompleks składający się z bazylii azjatyckiej, ostropestu oraz aktywnej frakcji algi Enteromorpha compressa, poprawia funkcję barierową skóry podrażnionej na skutek działania zewnętrznych czynników mechanicznych, a w miarę trwania aplikacji regeneruje skórę. Ekstrakt z różowego grejpfruta dodatkowo oczyszcza oraz przyspiesza odnowę komórek skóry. Efekty są widoczne już po pierwszym zastosowaniu."

Po kilku miesiącach stosowania mogę powiedzieć, że serum bardzo ładnie wyrównuje koloryt cery. Mimo że nie mam jakichś większych skłonności do przebarwień, to mam wrażenie, że w tej chwili ten koloryt jest jeszcze bardziej ujednolicony niż kiedyś i tak naprawdę nie mam większej potrzeby, żeby używać podkładu na co dzień. 
Do tego produkt przepięknie wycisza niedoskonałości. Ma lekką konsystencję i szybko się wchłania, więc jeśli nie lubicie typowo olejowych formuł, to na pewno Wam przypadnie do gustu.
Serum jest wydajne. Używam go 2-3 razy w tygodniu od ok. 3 miesięcy i zużyłam 1/3 opakowania.

Produkt ma 30 g, kosztuje 49,99 zł i dostaniecie go TUTAJ.


Moim zdaniem oba kosmetyki są bardzo udane, ale w szczególności rozkochało mnie w sobie serum rozświetlająco - rozjaśniające, które jest idealne dla cery tłustej i mieszanej. Chociaż myślę, że mając tak bogaty skład, sprawdzi się pewnie również na innych typach skóry. Na mojej widzę spore efekty. Cera jest ujednolicona, rozjaśniona, trochę mniej się przetłuszcza. Według mnie jest to hit, który zdecydowanie warto wypróbować :)

Piszcie proszę w komentarzach, czy znacie kosmetyki marki Bosphaera? A jeśli nie, to czy Was jakimś zaciekawiłam?

Do następnego!
Kasia

lipca 14, 2020

Pielęgnacja ciała z Bosphaera
Masło do ciała & krem do rąk i stóp

Hej!

Dawno nie było na moim blogu wpisu o pielęgnacji, więc dzisiaj opowiem Wam o dwóch kosmetykach do ciała marki Bosphaera, które w ostatnich miesiącach miałam okazję testować i które pomogły mojej skórze przetrwać m.in. czas kwarantanny. Zapraszam :)


Nawilżająco - regenerujące masło do ciała Lawenda z rumiankiem


Jak może wiecie, nie jestem fanką smarowania ciała. Brakuje mi wytrwałości, ale ponieważ ostatnio sporo ćwiczę, stwierdziłam, że mojej skórze przydałaby się porządna dawka nawilżenia, żeby trochę ujędrnić ciało. Zdecydowałam się na wersję Lawenda z rumiankiem, ponieważ lubię klasyczny zapach lawendy. Tutaj zapach jest lawendowy, ale bardziej świeży, lekko sztuczny, co nie do końca mi odpowiada, ale na szczęście nie jest on tak bardzo intensywny.

Jeśli chodzi o skład, to jest naprawdę wzorowy. Zobaczcie sami:

lawenda-z-rumiankiem

Mamy oleje: z pestek winogron i słodkich migdałów, masła: shea i kakaowe, czyli składniki, które bardzo dobrze nawilżają i odżywiają skórę. Dodatkowo masło zawiera również hydrolat z oczaru wirginijskiego, który wykazuje działanie przeciwstarzeniowe. 
Kosmetyk ma 96% składników naturalnych, nie był testowany na zwierzętach i był ręcznie robiony. 
Opakowanie jest niestety plastikowe, aczkolwiek wiem, że marka coraz bardziej stawia na szkło i myślę, że za jakiś czas również masła pojawią się w szklanych opakowaniach. Z kolei szata graficzna jest prosta i bardzo mi się podoba. Widząc je, od razu można się domyślić, że mamy do czynienia z kosmetykiem naturalnym :)


Masło ma konsystencję pianki, musu, który cudownie się rozprowadza po skórze. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia smug. Muszę powiedzieć, że jest to moja ulubiona formuła maseł do ciała. 
Jeśli chodzi o działanie, to jestem zachwycona. Produkt świetnie nawilża, ale nie pozostawia na skórze zbyt tłustego filmu. Używam go głównie na nogi, ale zdarzyło mi się również nakładać go na dłonie i w tej roli również się dobrze sprawdził. Masło pozostawia uczucie niesamowicie gładkiej skóry. Stosuję go przede wszystkim po kąpieli i następnego dnia nadal czuć nawilżenie, co absolutnie uwielbiam.

Masło ma 200 g i kosztuje 39,99 zł. Dostaniecie go na stronie bosphaera.com. Polecam zerknąć, bo występuje aż 12 wersjach zapachowych, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :) 

Regenerująco - zmiękczający krem do rąk i stóp


To produkt, który ratował skórę mnie i mojemu mężowi podczas kwarantanny, gdy płyny do dezynfekcji były w użyciu niemalże non stop, a skóra dłoni cierpiała katusze. 
Jak widzicie, opakowanie jest bardzo podobne do masła, tylko w mniejszej wersji. Jeśli jesteście zwolennikami szkła, to mam dla Was dobrą informację. Marka wprowadziła niedawno ten krem w wersji szklanej, za co duży plus.

krem-do-rąk-i-stóp

Zapach na stronie opisywany jest jako "zapach świeżo pieczonego muffinka z nutami soczystych jagód oraz cukru waniliowego". Ja nie umiem go jednoznacznie określić. Na pewno jest bardzo słodki i intensywny, co nie do końca mi odpowiada, ponieważ moim zdaniem zbyt długo utrzymuje się na skórze. Nie jestem fanką aż tak mocnych zapachów w kosmetykach.


Trzeba przyznać, że skład jest przepiękny i zawiera wszystko, co nasze dłonie i stopy lubią najbardziej. Na pierwszym miejscu mamy ekstrakt z szałwii, dalej wodę, mocznik, masło shea, olej kokosowy, lanolinę, kwas mlekowy, glicerynę, dalej alantoinę. Są to naprawdę bardzo dobroczynne składniki dla naszej skóry. 


Krem ma konsystencję masła i jest bardzo treściwy. Ja go nakładam w dość dużej ilości jako taką maskę i wtedy muszę długo czekać na wchłonięcie. Można też zaaplikować go mniej i wtedy pozostawia tylko delikatny film. Jednak uważam, że jest to produkt bardziej do stosowania na noc. Wtedy ze spokojem się wchłonie i porządnie zadziała. A działa naprawdę świetnie i jak już wspomniałam, ratował nas w tym najgorszym czasie. Moje dłonie są zazwyczaj w kiepskim stanie, często pękają, więc przydała im się taka dawka odżywienia. 

Krem ma 100 g i kosztuje 29,99 zł w wersji plastikowej oraz 31,99 zł w wersji szklanej. 

Bardzo Wam te dwa produkty polecam. Przepięknie odżywiają nawet mocno przesuszoną skórę. Jednie zapachy nie do końca mi się spodobały, ale to akurat już kwestia gustu :)

Piszcie proszę w komentarzach, czy znacie kosmetyki tej marki i jak się u Was sprawdziły.

Buziaki!
Kasia

TOP