Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

stycznia 28, 2023

Ulubieńcy 2022r. | Pielęgnacja

Hej!

Niedawno na blogu pojawili się ulubieńcy makijażowi zeszłego roku i stwierdziłam, że fajnie by było pokazać Wam również perełki pielęgnacyjne. Zwłaszcza że o pielęgnacji nie pisałam na blogu chyba ze 2 lata. Czasem wrzucam coś na instagrama, ale takie podsumowanie moich ulubionych produktów przyda się też tutaj. Zapraszam :)

Zacznę od żelu pod prysznic. Rzadko na blogu pokazuję takie rzeczy, ale ten z Balea wyjątkowo mi przypadł do gustu. Wrzuciłam go do koszyka w ostatniej chwili, jak byłam w dm w Niemczech. Ma naturalny skład i nie zawiera SLS, jak większość żeli Balea. Podoba mi się w nim to, że ma dosyć gęstą konsystencję (ale nie za bardzo) i nie przelewa się przez palce. Do tego pięknie pachnie papają i zawsze umila mi kąpiel pod prysznicem. Ma też korzystną cenę, bo w Polsce kosztuje niecałe 6 zł, więc jeśli będziecie kiedyś robić zakupy w dm, to zachęcam go dorzucić do koszyka :) 


Przejdźmy teraz do pielęgnacji twarzy, a właściwie do demakijażu. Przez większość zeszłego roku używałam balsamu do demakijażu Soul Balm marki Slaap. Stał się on moim wielkim ulubieńcem i na pewno będę do niego wracać. Na zdjęciu widzicie moje drugie opakowanie. Jeśli tak jak ja nie robicie codziennie makijażu, to polecam na początek zakupić mniejszą wersję. 
Balsam przepięknie pachnie bergamotką i lawendą, co bardzo umila wieczorny rytuał demakijażu. Poza tym ma idealną konsystencję i dobrze zmywa makijaż. Zawiera emulgator, więc można do zmywać przy pomocy wody, ale przyznaję, że u mnie najlepiej się sprawdzają delikatnie zmoczone płatki do demakijażu. Wtedy mi jakoś idzie to szybciej :)

Niezmiennie moim wielkim ulubieńcem jest pianka do mycia twarzy z Sylveco. Jest delikatna, a przy tym dobrze oczyszcza skórę. Ma fajną, dosyć stabilną konsystencję i nie znika ani nie rozpuszcza od razu po nałożeniu na twarz. Nie przesusza skóry, nie narusza bariery hydrolipidowej. Ma delikatny, przyjemny zapach. Zużyłam już kilka opakowań, mam jeszcze jedno w zapasie, ale w tym roku na pewno przetestuję jeszcze coś innego. Niemniej jeśli szukacie dobrej pianki do mycia twarzy, to tę bardzo polecam.

Mój ulubiony hydrolat z zeszłego roku to ten z kwiatu gorzkiej pomarańczy neroli z Nature Queen. Dobrze tonizuje moją tłustą cerę, a przy tym przyjemnie pachnie, chociaż akurat na temat zapachu czytałam różne opinie, więc trzeba sprawdzić osobiście. Na opakowaniu producent pisze, że hydrolat działa antybakteryjnie i ściągająco, co moim zdaniem delikatnie czuć, ale nie przeszkadza mi to, bo zaraz potem aplikuję krem.  


Jeśli chodzi o kremy, to chciałabym wyróżnić trzy. Pierwszy z nich to również marka Slaap i krem Morning Bloom, który świetnie się sprawdza na dzień. Ma bardzo przyjemną konsystencję i pięknie pachnie (nie jest to mocny zapach). Dosyć szybko się wchłania, pozostawia skórę satynową. Dobrze się sprawdza pod makijaż. Zawiera mnóstwo cudownych składników, jak np. prebiotyk, ekstrakt ze śliwki kakadu, dzikiej róży, niacynamid. Myślę, że świetnie się sprawdzi również na cerze suchej i dojrzałej.

Moim ukochanym kremem na noc już drugi albo trzeci rok jest krem Róża z jagodą z Mokosh. Obecnie kupuję go w małej wersji, ponieważ tej dużej 60 ml nie umiem zużyć w 3 miesiące. Jednak sam krem jest absolutnie cudowny. To jedyny krem, po którym praktycznie od razu widzę efekty. Genialnie wyrównuje koloryt, wycisza niedoskonałości. Zawiera stabilną postać witaminy C Ascorbyl Tetraisopalmitate, więc to ona pewnie tak działa, ale przyznaję, że żaden inny produkt z tym składnikiem aktywnym nie daje mi aż takiego efektu. No kocham, moja wielka miłość.

I na koniec odkrycie już z bardziej końcówki roku, bo pojawił się na rynku bodajże jesienią, ale polubiłam go od pierwszego użycia. Mowa o kremie Skin dopamine z SPF 50 od Faceboom. To chyba pierwszy krem z SPF, którego używam z taką przyjemnością, bo zachowuje się jak zwykły nawilżający krem. Szybko się wchłania, pięknie pachnie, dobrze się rozprowadza. Jedyny minus, że na tłustej skórze się dość mocno wyświeca (zawsze można przypudrować), więc jeśli Faceboom będzie to czytać, to bardzo proszę o również ciut bardziej matową wersję :) 


Na koniec produkt do ust i również wielki ulubieniec, do którego regularnie wracam, czyli Lip Lip Hooray z Resibo. Używam go jedynie na noc, bo jednak takie słoiczki są mało higieniczne, ale jako balsam nocny sprawdza się świetnie. Ma cudowną konsystencję, łatwo go wydobyć z opakowania. Zostawia delikatną warstwę na ustach, ale nie jest zbyt tłusty. No i przede wszystkim dobrze nawilża.


I to już wszyscy ulubieńcy pielęgnacyjni zeszłego roku, a może nawet i kilku lat, bo do tych kosmetyków wracam regularnie. Dajcie znać, czy znacie któryś z nich i napiszcie proszę w komentarzu, jakie produkty na Was zrobiły szczególne wrażenie w 2022 roku. 

Pozdrawiam serdecznie!
Kasia

października 13, 2020

Soraya Oat Therapy - owsiana terapia dla skóry

Hej!

Zaczęła się jesień, a zatem przed nami najtrudniejszy czas dla naszej skóry, w którym wymaga ona szczególnego nawilżenia. Z pomocą przychodzi nam marka Soraya, która wypuściła niedawno serię Oat Therapy. Jeśli Wasza skóra jest wrażliwa i potrzebuje ukojenia, to koniecznie czytajcie dalej :)


Trzeba przyznać, że kosmetyki przykuwają wzrok, zwłaszcza ekomaniaków. Kolorystyka i design od razu kojarzy się z naturą. Na szczęście wnętrze odpowiada temu wizerunkowi. Mamy tutaj bowiem do czynienia z produktami niemalże całkowicie naturalnymi (98 i 99% składników pochodzenia naturalnego). A zatem wszystko się zgadza! :)
Może od razu wspomnę również o zapachu, ponieważ wszystkie kosmetyki z tej linii pachną tak samo. Ciężko mi określić, czym dokładnie, ale mogę powiedzieć, że jest to zapach delikatny, naturalny i bardzo przyjemny. Raczej nie powinien nikomu przeszkadzać. 

Przejdźmy zatem do tego, co wchodzi w skład całej serii:

Owsiany krem na dzień & Owsiany krem na noc 


Zacznijmy od twarzy. Marka Soraya postawiła na dwa kremy - na dzień i na noc. Stwierdziłam, że opowiem o nich razem, bo moim zdaniem są bardzo podobne. Oba kremy mają praktycznie identyczną konsystencję, co mnie trochę zdziwiło, bo zazwyczaj kremy na noc są cięższe. Formuła jest gęsta, ale jednocześnie dosyć lekka i nawet na mojej tłustej cerze nie miałam poczucia, że nakładam coś zbyt ciężkiego. Kremy dobrze nawilżają. Świetnie sprawdzą się dla cer suchych, dojrzałych, ale również mogą się okazać dobre dla mieszanych oraz tłustych (tutaj raczej skłaniałabym się do używania raz dziennie). Przy okazji muszę wspomnieć również o opakowaniach, które zostały wykonane z recyklatu. Marka Soraya zdecydowała się również na większą pojemność kremów (75 ml, standardowa to 50 ml), co sprawia, że generujemy mniej odpadów. Brawo, bardzo popieram takie działanie i chciałabym, żeby więcej firm myślało o tego typu sprawach. Zwłaszcza w dobie pandemii, gdzie temat ekologii zszedł na dalszy plan.
Składy tych kremów są podobne. Różnią się trochę kolejnością składników. Krem na dzień ma dodatkowo nawilżającą betainę. 


Owsiany balsam do ciała


Soraya wypuściła również dwa kosmetyki do ciała. Pierwszy z nich to owsiany balsam do ciała, który otrzymujemy w tubie o pojemności 200 ml. Tuba w 57% została wykonana z plastiku pochodzącego z recyklingu. Jeśli chodzi o sam produkt, to bardzo mi się spodobał. Ma fajny, bogaty skład, przez co świetnie nawilża skórę. Konsystencja jest przyjemna, ładnie się rozprowadza i szybko wchłania. Nie pozostawia zbyt tłustego filmu na skórze. 


Owsiany krem multifunkcyjny


Na koniec mój największy ulubieniec z całej serii, czyli krem multifunkcyjny do ciała, rąk i twarzy. Jeśli chcecie wypróbować na razie jeden kosmetyk, to polecam zacząć od tego. Jak wskazuje nazwa, jest niezwykle uniwersalny. Można go stosować na całe ciało. Świetnie sprawdzi się też na mocniej przesuszone miejsca jak np. łokcie, pięty, czy dłonie. Ma gęstą konsystencję, ale cudownie się rozprowadza i szybko wchłania. Uwielbiam nakładać go grubszą warstwą na noc na dłonie, bo z nimi mam największy problem w chłodniejsze miesiące. Ten krem daje mi ukojenie, po nocy ręce są miękkie, a wszelkie pęknięcia delikatnie zagojone. Skład tych wszystkich kosmetyków jest bardzo podobny. W tym kremie mamy na początku glicerynę, propanediol, olej ze słodkich migdałów, masło shea. Dalej widzimy skrobię ryżową, olej i ekstrakt z owsa, witaminę E oraz mnóstwo naturalnych dodatków, które mają jeszcze lepiej nawilżać naszą skórę. 


Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się ta seria i cieszę się, że mogłam Wam ją pokazać. Wszystkie kosmetyki przydały mi do gustu, ale w szczególności polubiłam balsam do ciała i krem multifunkcyjny. Gdybym miała wymienić największą zaletę tych produktów, to byłaby to uniwersalność. Mam wrażenie, że mogą być to fajne kosmetyki dla całej rodziny. Delikatnie i ładnie pachną, szybko się wchłaniają, mają przepiękne składy i myślę, że mogłyby się spodobać również mężczyznom i dzieciom, które są często bardziej oporne na używanie kosmetyków ;)


Ja generalnie ze swojej strony bardzo polecam i cieszę się, że kolejna polska marka coraz częściej wypuszcza naturalne kosmetyki. Brawo!

Całą serię Oat Therapy, a także więcej kosmetyków marki Soraya dostaniecie w sklepie internetowym bee.pl. Jest tam naprawdę spory asortyment kosmetyków naturalnych, więc zachęcam zajrzeć :) 

Piszcie proszę, czy zaciekawiły Was te produkty? A może już jakiegoś używaliście? Dajcie znać!

Do następnego!
Kasia



*** Wpis powstał we współpracy ze sklepem bee.pl, ale moja opinia na temat produktów jest w 100% szczera.***

września 15, 2020

Naturalne perełki pielęgnacyjne

Hej!

Ostatnio pojawiły się na blogu pielęgnacyjne nowości, ale koniecznie muszę Wam również pokazać moich ulubieńców z tej kategorii. Kosmetyków do pielęgnacji nie zmieniam często, ale znalazłam kilka perełek, które naprawdę warto poznać. Zapraszam :)


Oczyszczanie twarzy


Czarszka - Regulujący balsam do mycia twarzy


Nie wyobrażam już sobie demakijażu bez tego typu produktów. Balsam od Czarszki świetnie zmywa makijaż. Pachnie delikatnie ziołowo. Właściwie nie mam się do czego przyczepić, ponieważ spełnia swe zadanie w 100%. Ma genialny skład oparty na przeróżnych ciekawych olejach oraz maśle shea i mango. Nie zawiera emulgatorów.

FaceBoom - Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Tutaj chodzi mi nie tylko o ten konkretny produkt, ale również o sam typ kosmetyku. Pianki to moje odkrycie. Sprawdzają się cudownie, ponieważ są bardzo delikatne. Dobrze oczyszczają, ale zupełnie nie dają uczucia ściągnięcia czy przesuszenia. Oprócz pianki z FaceBoom, którą widzicie na zdjęciach, polecam również np. tę z EcoLab do cery tłustej i problemowej.


D'Alchemy - Natural Micro - dembrasion Peel


To peeling, który mam już od jakiegoś czasu, ale na początku niechętnie po niego sięgałam. Jednak stwierdziłam, że muszę go zużyć i stosuję go obecnie regularnie - dwa razy w tygodniu. Znalazłam na niego sposób. Wcześniej zostawiałam go na twarzy na dłużej, a teraz po prostu masuję nim twarz przez chwilę i od razu zmywam. Skóra jest po nim oczyszczona i wygładzona. Nawet zapach mi ostatnio tak mocno nie przeszkadza. Może dlatego, że nadchodzi jesień i zima, a peeling pachnie przyprawami korzennymi.


Pielęgnacja twarzy


Resibo - Lekki krem nawilżający


Ten krem to ideał dla cery tłustej i mieszanej. Świetnie nawilża, ale w żaden sposób nie obciąża skóry. Nadaje się pod makijaż. Ja używam go głównie na noc. Uwielbiam go na tyle, że już w zapasach czeka drugie opakowanie :)

Biolaven - krem pod oczy


Również cudeńko, które pokochałam. Ma lekką konsystencję, ale naprawdę dobrze nawilża. Siedząc w domu, często zapominam nałożyć krem rano, a mimo to czuję, że okolica pod oczami jest odpowiednio nawilżona. Bardzo ładnie, delikatnie pachnie. Dobrze się wchłania, nie roluje się, nie szczypie w oczy. Można go nakładać pod makijaż. Do tego niewiele kosztuje. Dla mnie ideał i również z chęcią będę do niego wracać.


Pielęgnacja ciała


Nacomi - peeling do ciała


Jeśli lubicie, jak peeling zostawia dobrze natłuszczoną skórę, to na pewno będziecie z niego zadowoleni. Teraz mam wersję pomarańczową i pachnie pięknie. Poprzednio miałam bodajże Miodowe gofry i tamten zapach mi mniej odpowiadał. Ale na szczęście mimo różnych wersji zapachowych, działały podobnie. Uwielbiam w nich to, że są dość gęste, ale jednocześnie dobrze rozprowadzają się po skórze. Drobinki cukru są idealnej wielkości, bardzo dobrze się rozpuszczają. Jak już wspomniałam, peeling zostawia po sobie tłusty film, ale ja to uwielbiam i na razie nie szukam innego produktu w tej kategorii

BodyBoom - Ujędrniające masło do ciała


No dobra, przyznaję, że opakowania BodyBoom (i FaceBoom) mnie jakoś urzekają i przyciągają. Pewnie dlatego głównie skusiłam się na to masło, ale na szczęście zawartość jest również warta uwagi. Masło ma gęstą konsystencję, ale dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Absolutnie uwielbiam jego zapach, który kojarzy mi się z jogurtem z owoców leśnych. To on właśnie najbardziej zachęca mnie to używania tego typu produktu, bo generalnie nie przepadam za smarowaniem ciała. W ujędrniające działanie średnio wierzę, ale podejrzewam, że razem z treningami coś tam daje. Generalnie polecam, jeśli lubicie masła o ładnym zapachu :)


I to już wszystkie kosmetyki, które w ostatnich miesiącach szczególnie polubiłam. Dajcie znać, czy coś znacie i jak się u Was sprawdziło.

Buziaki!
Kasia

września 02, 2020

Naturalne nowości pięlęgnacyjne

Dzień dobry!

Poczułam niedawno potrzebę, żeby wprowadzić coś nowego do mojej pielęgnacji twarzy. A ponieważ kupiłam naprawdę ciekawe kosmetyki, to stwierdziłam, że je Wam pokażę w osobnym wpisie. Oczywiście, jak zwykle u mnie, będzie w 100% naturalnie. Zapraszam :)


Drogeria internetowa krokusowe.com


Drogeria krokusowe.com to moje ostatnie okrycie. Znalazłam w niej mnóstwo naturalnych kosmetyków, które akurat mnie ciekawiły, więc z chęcią zrobiłam zamówienie. Niedawno stwierdziłam, że chciałabym wrócić do olejów w mojej pielęgnacji twarzy, więc skusiłam się aż na trzy.

Bioup - olej z opuncji figowej


Jest to jeden z droższych olejów na świecie (ten kosztował 65 zł/15 ml). Zaciekawił mnie, ponieważ nazywa się go naturalnym botoksem, a po trzydziestce sięgam już po kosmetyki, które poprawiają elastyczność i napięcie skóry. Do tego normalizuje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu nadaje się dla cer mieszanych i tłustych. 

Ajeden - olej z nasion pietruszki


Ten olej niesamowicie mnie zainteresował, ponieważ ma bardzo szerokie spektrum działania. Mam wrażenie, że ma zadziałać na wszystkie problemy ;) Zawiera mnóstwo witamin oraz żelazo. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, wygładzające. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Powinien świetnie się sprawdzić na przebarwienia i zaczerwienienia. Można go używać również na skórę głowy, ponieważ zapobiega wypadaniu włosów. Przyspiesza gojenie się ran, a także działa antycellulitowo. No muszę powiedzieć, że bardzo mnie ciekawi i jeśli rzeczywiście będzie taki cudowny, jak to opisuje producent, to na pewno dam Wam znać!

Och Natura - Olejowa ampułka


Zawiera mnóstwo wyciągów i ekstraktów (z krwawnika, liści i kory brzozy, bluszczu, owoców jałowca, geranium, rozmarynu) oraz olej z czarnuszki. Właściwie to serum powinno mieć podobne działanie, jak dwa poprzednie oleje. Użyłam go już dwa razy i następnego dnia rano skóra wyglądała pięknie, ale na razie nic więcej nie mówię, żeby nie zapeszyć. 


Natural Secrets - Kremowy balsam myjący 


Uwielbiam dwuetapowy demakijaż twarzy. Ten balsam jest moim wielkim ulubieńcem i z chęcią do niego powracam. Nie zawiera emulgatora, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, bo już przyzwyczaiłam się do takiej formy. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Po pierwsze zdziwiłam się, jakie to maleństwo (30 ml), ale może to i dobrze, bo łatwiej będzie go zużyć i na pewno się nie popsuje. Używałam go kilka razy i mogę powiedzieć, że dobrze się rozprowadza i pozostawia skórę matową. Do tego bardzo dziwnie pachnie i ten zapach mi średnio odpowiada, ale na szczęście po chwili się ulatnia. 


Faceboom


To marka, którą poznałam niedawno i bardzo mnie zaciekawiła. Oczywiście kojarzyłam Bodyboom, ale chyba nigdy nic nie używałam. Dopiero jakiś czas temu kupiłam antycellulitowe masło do ciała i jestem w nim zakochana (najbardziej w zapachu). Z kosmetyków do twarzy skusiłam się na:

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Uwielbiam pianki, to mój ulubiony produkt do drugiego etapu oczyszczania. Pianka z FaceBoom jest przyjemna, chociaż dosyć szybko znika podczas rozprowadzania. Do tego ma intensywny, perfumowany zapach, więc jeśli jesteście wrażliwcami w tym temacie, to ostrzegam ;) Dla mnie to produkt bardzo przyjemny i z chęcią go używam.

Matująco - detoksykujący krem 


Miałam próbkę tego kremu i spodobała mi się jego lekka konsystencja. Również pachnie intensywnie, ale mi akurat to jakoś mocno nie przeszkadza.  Po niego sięgnę dopiero, jak skończę maluszka z Jardin.



Piszcie proszę, co Wy wprowadzacie do swojej jesiennej pielęgnacji. Niedługo na blogu pojawią się również pielęgnacyjni ulubieńcy, bo koniecznie muszę pokazać Wam kilka perełek, których używam od dłuższego czasu :)

Do następnego!
Kasia

marca 10, 2019

Nacomi & Fit Lovers | Balsam antycellulitowy Gorzka czekolada z pomarańczą

Hej!

Bardzo rzadko na moim blogu pojawiają się balsamy do ciała, ponieważ trochę muszę się zmuszać, żeby ich używać. Najchętniej stosuję te antycellulitowe, ponieważ borykam się z tym problemem, ale też chcę, żeby moja skóra była jak najdłużej jędrna. Dzisiaj pokażę Wam balsam jednej z moich ulubionych marek. Do przetestowania bardzo mocno zachęciła mnie nazwa - gorzka czekolada z pomarańczą brzmi bosko, prawda? Ale jak jest w rzeczywistości, czy warto po niego sięgnąć? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu, zapraszam :)


Balsam antycellulitowy Gorzka czekolada z pomarańczą marki Nacomi powstał we współpracy z Youtuberami Fit Lovers. Zamknięty jest on w tubie o pojemności 200 ml. Przyznaję, że szata graficzna średnio do mnie przemawia i nie wiem, czy zwróciłabym na nią uwagę w sklepie, ale to przecież tylko kwestia gustu. A Wam się podoba?

Dla mnie jednak zawsze ważniejszy jest sam kosmetyk. Marka Nacomi jak zawsze zadbała o piękny, naturalny skład. W balsamie znajdziemy mnóstwo odżywczych składników, jak np. olej makadamia, masło shea, masło kakaowe. Producent zapewnia nas, że ekstrakt z alg morskich oraz wyciąg z bluszczu pospolitego sprawią, że skóra odzyska jędrność, a kofeina wykaże działanie antycellulitowe. Niestety znajduje się ona dosyć daleko w składzie, więc na cuda bym nie liczyła ;)


Przyznajcie, że patrząc na nazwę, spodziewalibyście się oszałamiającego zapachu? Niestety rozczaruję Was, mnie on zupełnie nie powalił. Wyczuwam odrobinę pomarańczę, czekolady w ogóle, ale całość jest jakaś taka sztuczna. Szkoda, bo mogłoby być to coś szałowego, a jest meeh. 

Jeśli chodzi o konsystencję, to jest w sam raz - nie za gęsta, nie za rzadka. Balsam na pierwszy rzut oka dobrze się rozprowadza, ale niestety na większej powierzchni smuży. Zauważyłam jednak, że wiele produktów naturalnych wykazuje taką cechę. Mnie to trochę przeszkadza, bo trzeba poczekać kilka minut, aż się wchłonie. 

Co do działania, to zaznaczam od razu, że nie wierzę w mocne działanie antycellulitowe kosmetyku i w tym przypadku również nic takiego u siebie nie zauważyłam, a balsam stosowałam regularnie przez dłuższy czas. Natomiast na pewno ładnie odżywia skórę, a dzięki temu automatycznie robi się ona ciut jędrniejsza. Poza tym to smużenie, o którym pisałam powyżej, może w tym wypadku wyjść na plus, ponieważ musimy poświęcić więcej czasu na masaż skóry. 


Podsumowując, traktowałabym ten balsam po prostu jako zwykły mocno odżywczy produkt do ciała. Niestety nie spodobał mi się zapach i wolę jak tego typu kosmetyki szybciej się wchłaniają, więc raczej nie wrócę do niego ponownie. Jest to dla mnie taki klasyczny średniaczek.

Balsam przywędrował do mnie z drogerii ezebra.pl. Aktualnie nie jest dostępny, ale na pewno jeszcze się pojawi :)

Napiszcie koniecznie, czy używaliście tego balsamu (albo jakiegoś kosmetyku z tej serii), a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził. Jestem ciekawa, czy mamy podobne odczucia.

Do następnego!
Kasia

lutego 22, 2019

Moja pielęgnacja twarzy | Aktualizacja

Hej!

Co jakiś czas staram się tworzyć wpis o mojej aktualnej pielęgnacji, zwłaszcza gdy mam do pokazania coś ciekawego. Tak jest tym razem -  zaprezentuję Wam kilka produktów, które świetnie działają na moją cerę. Zapraszam do czytania dalej :)

pielęgnacja-twarzy-cera-tłusta

Przypomnę tylko, że cerę mam tłustą ze skłonnością do zapychania, powstawania podskórnych grudek. Kosmetyki, których obecnie używam, naprawdę dobrze się na takiej cerze sprawdzają. Moja skóra staje się coraz gładsza. Zauważyłam też, że pory powoli się zmniejszają, a kaszka na czole zniknęła. Jeszcze nie jest idealnie, ale mogę powiedzieć, że coraz bardziej jestem ze swojej cery zadowolona i te kosmetyki na pewno mają na to wpływ. 

Oczyszczanie


Zacznę może od oczyszczania. Na chwilę odstawiłam swój ulubiony żel tymiankowy z Sylveco i postanowiłam przetestować coś nowego. Sięgnęłam po Oczyszczającą piankę do twarzy marki Nature Queen i muszę powiedzieć, że jest genialna. Z jednej strony dobrze oczyszcza, z drugiej jest bardzo delikatna, a na dodatek mam po niej taką gładką twarz, coś niesamowitego!
Jeśli chodzi o tonik, to aktualnie używam tego z Natural Secrets w wersji oczyszczającej i jestem z niego bardzo zadowolona. W jego składzie znajdziemy hydrolat z zielonej herbaty i skórki cytryny, a także ekstrakt z szałwii, olejek rozmarynowy i olejek z drzewa herbacianego. Same dobroci dla cery tłustej i mieszanej. Zmieniłabym jedynie atomizer, bo wypuszcza bardzo duże krople i nie jest to zbyt przyjemne. Poza tym nie mam się do czego przyczepić i myślę, że kupię kolejne opakowanie.

nature-queen-pianka-natural-secrets-tonik

Kremy do twarzy


Po tonizowaniu używam dwóch produktów - rano kremu na dzień marki Duetus, a wieczorem Energetyzującą esencję odmładzającą z Resibo. To wszystko, serio. Mam wrażenie, że taki minimalizm mojej skórze służy. 
Jeśli chodzi o krem z Duetus, to dobrze się sprawdza właśnie na dzień, ponieważ delikatnie matuje skórę. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia skóry ani dyskomfortu podczas używania, a zużyłam już ponad połowę. Duży plus za dołączoną drewnianą szpatułkę, dzięki której nie trzeba wkładać rąk do kremu i wszystko odbywa się bardziej higienicznie.
Z kolei wieczorem przerzuciłam się na esencję z Resibo. Jeszcze niedawno stosowałam ją jako dodatkową pielęgnację, ale teraz moja wieczorna rutyna opiera się tylko na niej. Muszę powiedzieć, że esencja ma niesamowicie lekką konsystencję, dzięki czemu genialnie sprawdza się właśnie przy cerze tłustej, ponieważ ją nawilża, ale nie obciąża. Jeśli chodzi o Resibo, to muszę się Wam przyznać, że jakoś nie mogę się polubić z zapachami, które stosują. W tym przypadku jednak jak dla mnie jest znośmy i kojarzy mi się z bzem. Poza tym nie mam się do czego przyczepić i bardzo polecam ją cerom tłustym i mieszanym.

duetus-krem-na-dzień-resibo-esencja

Krem pod oczy


Tutaj również odstawiłam mój ukochany krem z Nacomi i przerzuciłam się na krem liftingujący z Bema love bio. Na razie żadnego liftingu nie zauważyłam, ale być może stosuję go jeszcze zbyt krótko. Mimo to krem bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ ma gęstą konsystencję. Przy tym ładnie się rozprowadza i dobrze wchłania. Nie zostawia tłustego filmu, więc fajnie sprawdza się również pod makijaż. Jeśli nie lubicie zbyt wodnistych kremów pod oczy, to ten jak najbardziej polecam wypróbować. Dostaniecie go w moim ulubionym ostatnio sklepie ekozuzu.pl (nie jest to wpis sponsorowany).

bema-love-bio-krem-pod-oczy

I tak się prezentują kosmetyki, których aktualnie używam. Jak widzicie, przerzuciłam się w 100% na naturalną pielęgnację i dobrze mi z tym. Wam to również polecam. Otacza nas tyle chemii, w żywności itp., że warto po prostu jej unikać. Skóra na pewno prędzej czy później się odwdzięczy :)

Piszcie proszę w komentarzach, czy znacie któryś z tych kosmetyków i jak się u Was sprawdził. 

Buziaki!
Kasia

stycznia 19, 2019

Nowości ze sklepu ekozuzu.pl
Naturalna kolorówka Couleur Caramel & pielęgnacja Bema Love Bio

Hej! Hej!

Pod koniec zeszłego roku wpadło w moje ręce kilka produktów marki Couleur Caramel i tak mnie ta marka zaciekawiła, że zapragnęłam mieć ich więcej. Poza tym coraz więcej uwagi poświęcam składom kosmetyków, a te z Couleur Caramel mają je świetne, więc stwierdziłam, że muszę je przetestować. Odkryłam przecudowny sklep ekozuzu.pl, w którym zrobiłam spore zakupy i jako blogerka otrzymałam mnóstwo gratisów, za co jeszcze raz dziękuję! Przy okazji zaznaczam, że wpis nie jest sponsorowany, po prostu bardzo chciałam Wam te produkty pokazać. Będzie sporo kolorówki oraz pielęgnacji, więc zachęcam do czytania dalej :)


Couleur Caramel


Twarz


W mojej paczce znalazły się dwa produkty do twarzy. Pierwszy z nich to Jedwabny puder sypki, który ma bardzo krótki skład i mam nadzieję, że świetnie się sprawdzi do tłustej cery. Drugim kosmetykiem jest rozświetlający pyłek, który tworzy niesamowitą taflę i świetnie nada się nie tylko do twarzy, ale również do całego ciała.  


Oczy


Z tej kategorii również mam kilka kosmetyków. Przede wszystkim cień w kremie nr 177, który bardzo mnie ciekawił. Używałam go już kilka razy i muszę powiedzieć, że wygląda pięknie. Ostatnio lubię takie jasne odcienie różu, bo fajnie odświeżają spojrzenie.
Od niecałego miesiąca testuję cienie do powiek z Couleur Caramel i muszę powiedzieć, że jestem nimi mile zaskoczona. W przesyłce znalazłam 3 cienie, które mogę włożyć do paletki magnetycznej. 
Ostatnia (but not least) w tej kategorii jest maskara wydłużająca, ale na razie jej nie otwieram, bo używam aktualnie Backstage. Jeśli o nią chodzi, to uważam, że jest poprawna. Czekam, aż trochę zgęstnieje ;)


Usta


Produktów do ust też mam sporo. Z tych klasycznych zamówiłam szminkę nr 126, która ma idealny odcień do noszenia na co dzień. Otrzymałam również nr 254, czyli jaśniejszy, bardziej brzoskwiniowy nudziak, który o dziwo (kiedyś lubiłam tylko te różowe) bardzo mi pasuje. Ostatnio świetnie się czuję w takich kolorach. 
Mam też dwa błyszczyki: klasyczny, błyszczący nr 812, który określiłabym jako karmelowy, oraz matowy nr 843, który ma odcień średniego różu. Oba miałam na sobie kilka razy i zrobiły na mnie dobre wrażenie. Błyszczyk nr 812 zupełnie się nie klei i świetnie nawilża usta, a pomadka nr 843 jest bardzo komfortowa w noszeniu. Wszystkie swatche możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.


Bema Love Bio & Eco Life Candles


Marki Bema Love Bio zupełnie nie znałam, ale bardzo mnie zaciekawiła, ponieważ ma dobre składy. Postanowiłam więc wypróbować kremy: nawilżający oraz do cery tłustej i mieszanej. Wzięłam również krem pod oczy, który powinien stać się moim ulubieńcem, bo ma gęstą konsystencję, a ja taką lubię. Otrzymałam również emulsję oczyszczająco - matującą. W końcu będę mogła przetestować coś innego do mycia twarzy, bo niezmiennie używam tymiankowego żelu do twarzy z Sylveco.

Od sklepu ekozuzu.pl dostałam także przepiękną sojową świecę marki Eco Life Candles. Nazywa się Powiew świeżości i wyczuwam w niej głównie cytrynę, ale powiem Wam, że bardzo się z niej cieszę, ponieważ już od dłuższego czasu chodził mi po głowie zakup właśnie świecy sojowej.


I to już wszystko na dzisiaj. Dajcie znać koniecznie, czy znacie te marki i który kosmetyk Was najbardziej zainteresował. Czy chcielibyście aktualizację po jakimś czasie, jak te produkty się u mnie sprawdziły?

Do następnego!
Kasia

listopada 08, 2018

🍁 Moja jesienna pielęgnacja twarzy 🍁 | Cera tłusta & walka z grudkami


Odnoszę wrażenie, że dawno nie opowiadałam Wam o mojej pielęgnacji. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że dość długo poszukiwałam tego, co naprawdę przypadnie do gustu mojej cerze. Jak może wiecie, od kilku miesięcy walczę z grudkami i mimo że nie widzę na razie jakiejś spektakularnej poprawy, to nie poddaję się i mam nadzieję, że już za jakiś czas będę mogła pochwalić się gładką twarzą. Mam wrażenie, że w tym momencie mam idealnie dobraną pielęgnację dla cery tłustej, bez żadnych zbędnych składników, które mogłyby jej zaszkodzić. Jeśli jesteście ciekawi, czego aktualnie używam, to koniecznie czytajcie dalej :)

jesienna-pielęgnacja-cera-tłusta

Dokładne oczyszczenie


Pamiętajcie, że oczyszczanie to podstawa. Przy cerze tłustej, trądzikowej, zanieczyszczonej itp. szczególnie. Ja cały czas, niezmiennie rano i wieczorem używam tymiankowego żelu do twarzy z Sylveco i na razie nie mam ochoty go zmieniać. Gdy nakładam makijaż, to wieczorem dokładnie zmywam go pastą do mycia twarzy z Fresh&Natural. Aktualnie kończę drugie opakowanie, w zapasie czeka kolejne. Podoba mi się w niej to, że bardzo dobrze rozpuszcza makijaż, praktycznie w ogóle nie trzeba doczyszczać twarzy płynem micelarnym. Poza tym na opakowaniu producent zapewnia, że taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej, a przy cerze tłustej jest to szczególnie ważne. Zawsze po myciu twarzy używam czegoś, co wyrówna pH mojej cery. Najchętniej sięgam po hydrolaty, w tej chwili zaczęłam stosować hydrolat z drzewa herbacianego marki asoa, ale jeszcze na jego temat za dużo Wam nie powiem, bo to u mnie nowość.

jesienna-pielęgnacja-naturalne-kosmetyki

Kremy


Wieczorem lubię używać nawilżających produktów. Jakiś czas temu sięgnęłam po hydrokurację z kurkumą od Orientany i muszę powiedzieć, że moja skóra mocno się z nią polubiła. To żel, który genialnie sprawdza się do cery tłustej, ponieważ fajnie ją nawilża, ale jednocześnie nie obciąża. W składzie znajdziemy głównie roślinne ekstrakty.
Rano natomiast stosuję obecnie krem na dzień marki Duetus. Chciałam go używać na noc, ale okazało się, że pozostawia matowe wykończenie, więc w porannej pielęgnacji lepiej się sprawdza. Na razie nie mogę Wam powiedzieć za dużo o działaniu. Na tę chwilę wydaje mi się, że się z nim polubię. 


Kremy pod oczy


Tutaj cały czas króluje u mnie arganowy krem z Nacomi, którego używam na noc, ale niedawno stwierdziłam, że fajnie byłoby przetestować coś nowego. Natknęłam się w necie na krem - emolient barierowy marki Vis Plantis. Ma lżejszą, bardziej wodnistą konsystencję od tego z Nacomi, więc świetnie mi się sprawdza na dzień. Nie zauważyłam, żeby robił coś złego z makijażem. Do tego nie kosztował dużo i ma aż 30 ml, więc jeśli szukacie czegoś ciekawego, to polecam się nim zainteresować.


Dodatkowa pielęgnacja


Powyżej mogliście zobaczyć moją podstawę pielęgnacji, ale oczywiście wspomagam się również innymi kosmetykami. W tej chwili są to dwa produkty z Avebio - nawilżająca esencja oraz Ambrozja Antiseptic Shot. Stosuję je naprzemiennie, 2-3 razy w tygodniu po hydrolacie, a przed nałożeniem kremu. Oba kosmetyki mają dosyć płynną konsystencję, a skusiły mnie głównie ze względu na składy, które powinny świetnie się sprawdzić na cerze tłustej i mieszanej.
Planuję też wprowadzić do pielęgnacji kwasy. Przede wszystkim chciałabym zużyć słynny BHA Blackhead Power Liquid z COSRX. Stosowałam go już na początku roku i nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, ale być może muszę po prostu poużywać go dłużej. Drugi produkt natomiast, który chcę przetestować, to tonik żelowy dla cery trądzikowej marki Lynia. On opiera się głównie na kwasie azelainowym, czyli na tym najbardziej delikatnym. Z tego, co wiem, można go łączyć z kwasami BHA, więc może spróbuję używać tych dwóch kosmetyków jednocześnie. Dajcie proszę znać, czy używaliście tych kosmetyków i jak się u Was sprawdziły. Ja się zawsze kwasów trochę obawiam, ale staram się je wprowadzać do mojej jesienno - zimowej pielęgnacji w rozsądnych ilościach.


Tak wygląda moja tegoroczna pielęgnacja. Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któryś z tych kosmetyków? Jeśli macie cerę tłustą/mieszaną, to napiszcie proszę, czego Wy używacie. 

Do następnego!
Kasia

maja 07, 2018

Przegląd nowości Your Natural Side

Hej!

Od jakiegoś czasu testuję najnowsze kosmetyki polskiej marki Your Natural Side. Jeśli czytacie mojego bloga dłużej, to wiecie, że wodę rumiankową kocham miłością wielką i póki co jest moim numerem jeden. Ale marka ma na tyle ciekawy i różnorodny asortyment, że z wielką chęcią wypróbowałam również inne produkty. Jeśli interesuje Was moja opinia na ich temat, to koniecznie czytajcie dalej :)

your-natural-side

lutego 28, 2018

Ulubieńcy lutego 2018r.

Hej!

Wybaczcie, że w lutym było mnie tutaj mniej, ale po pierwsze dużo więcej pracy i energii włożyłam w kanał na Youtube, a po drugie wena do pisania mnie całkowicie opuściła. Ubolewam nad tym strasznie, ale niestety nie jestem typem humanisty, który w każdym momencie potrafi napisać tekst, więc musicie po prostu mnie zrozumieć. Nie przedłużam już tego fascynującego wstępu i zapraszam na ulubieńców lutego :)

TOP