Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ajeden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ajeden. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 14, 2021

Projekt denko: naturalne kosmetyki w szkle

Hej!

Dawno na moim blogu nie było projektu denko. Porzuciłam tę serię, bo w pewnym momencie miałam wrażenie, że cały czas pokazuję Wam to samo. Tym razem jednak zebrałam bardzo ciekawe kosmetyki, o których koniecznie muszę Wam opowiedzieć, więc zapraszam do czytania dalej :)


Demakijaż & tonizacja


Natural Secrets - kremowy balsam myjący avocado z rozmarynem i lawendą


Na początek mój ulubiony kremowy balsam myjący z Natural Secrets. Bardzo go lubię, bo świetnie zmywa makijaż. Ma gęstą konsystencję, która zmienia się w olej pod wpływem ciepła dłoni. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny. Obecnie mam inne produkty tego typu do przetestowania, ale myślę, że kiedyś do niego wrócę. 

Ajeden - hydrolat jabłkowy


Hydrolat ten znalazłam w boxie ze sklepu krokusowe. Muszę przyznać, że sama raczej bym po niego nie sięgnęła, a obecnie jest to jeden z lepszych hydrolatów, jakich używałam. Powiem Wam, że skóra po nim wygląda cudownie. Teraz, jak go odstawiłam, już nie jest tak super, więc na pewno do niego wrócę. Co prawda, ponieważ jest to hydrolat owocowy, to zawiera również kwasy owocowe, ale nie zauważyłam żadnego złuszczania naskórka. Cera była ujednolicona i promienna. Do tego sam produkt pięknie pachnie. Bardzo go Wam polecam.


Sera do twarzy


Bosphaera - Dwufazowe serum rozświetlająco - rozjaśniające


O tym serum pisałam Wam TUTAJ. Zdania na jego temat nie zmieniłam. Nadal uważam, że jest to świetny produkt. Pięknie rozświetla cerę i ujednolica koloryt. Jedyne, co zupełnie nie przypadło mi do gustu, to zapach. A właściwie to, jak się zmienia po kilku godzinach. Na samym początku pachnie pięknie, ale rano budziłam się z niezbyt przyjemnym zapachem. Dajcie znać, czy miewacie coś takiego z kosmetykami. Ja np. totalnie nie mogę przez to używać balsamów do ciała z Resibo. Poza tym minusem serum z Bosphaera jest naprawdę godne polecenia.

OliviaPlum - serum Lift wygładzające serum regenerujące


To serum kupiłam w mniejszej pojemności 10 ml, żeby je przetestować. Chciałam wypróbować jakiś produkt z niacynamidem, a tutaj ten składnik jest już na czwartym miejscu. Poza tym mamy też glicerynę, mocznik, kwas hialuronowy i mnóstwo ekstraktów. Serum ma bardzo lekką formułę, szybko się wchłania. Niestety na mojej cerze nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, więc raczej do niego nie wrócę.  


Kremy do twarzy


Mokosh - krem do twarzy Róża z jagodą


To moje odkrycie tego roku. Sama również pewnie bym po niego nie sięgnęła. Znalazłam go w pudełku świątecznym ze sklepu krokusowe i się zakochałam. Jest to mój idealny krem na noc. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania. Pięknie nawilża. Rano budzę się z ujednoliconą cerą. Bardzo ładnie uspokaja niedoskonałości. Zawiera najlepszą, najbardziej stabilną postać witaminy C. Pachnie dość intensywnie (różą przełamaną jagodą), ale osobiście przyzwyczaiłam się już do tego zapachu. Ten krem pokochałam na tyle, że już zużywam drugie małe opakowanie (15 ml), a w kolejce czeka pełnowymiarowe. Bardzo polecam wypróbować, szczególnie cerom tłustym i mieszanym. Dla cer suchych może być trochę za lekki na noc, ale powinien dobrze się sprawdzić na dzień. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Bardzo dobry krem dla cer tłustych i mieszanych na dzień. Skóra była po nim delikatnie zmatowiona. Fajnie sprawdzał się pod makijaż. Dość specyficznie pachniał, ale ten zapach akurat mi nie przeszkadzał. Mimo tego, że to maluszek (30 ml), to muszę przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie zauważyłam jakiegoś większego wpływu na moją cerę, ale też mnie nie zapchał, więc możliwe, że kiedyś do niego wrócę.


Pielęgnacja skóry pod oczami i ust


Koi - aktywny krem pod oczy


Słynny krem od Koi. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale trochę rozczarowało mnie to, co stało się z nim po jakimś czasie od otwarcia. Na początku był cudowny, kremowy, gęsty i bardzo odżywczy. Dla mnie trochę aż za bardzo, więc zaczęłam go sobie używać co kilka dni jako maskę. Po jakimś czasie zauważyłam, że konsystencja się mocno zmieniła. Właściwie nie dało się go rozprowadzić. Strasznie się mazał. Przestał być tak kremowy. Zużyłam go do dłoni, ale uważam, że za taką cenę nie powinno się dziać coś takiego z produktem. Opisałam tę sytuację na InstaStory i dostałam odpowiedź, że PAO wynosi 3 miesiące. Szkoda, że takiej informacji nie ma na opakowaniu. Na pewno na razie do niego nie wrócę. 

Resibo - Lip Lip Horray Kojący balsam do ust


To obecnie mój ukochany balsam do ust. Ma gęstą konsystencję (ale też nie za gęstą, da się go wyciągnąć z opakowania), która topi się na ustach. Cudownie nawilża. Używałam go całą zimę i nie miałam problemu z suchymi skórkami. Ze względów higienicznych używam go tylko na noc, po dokładnym umyciu rąk. Fajnie by było, gdyby Resibo wprowadziło też kiedyś balsam w innym opakowaniu, żeby można go było stosować w dzień. Niemniej jednak polecam bardzo. Ja mam już drugie opakowanie w zapasie :)


Dajcie koniecznie znać, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

września 02, 2020

Naturalne nowości pięlęgnacyjne

Dzień dobry!

Poczułam niedawno potrzebę, żeby wprowadzić coś nowego do mojej pielęgnacji twarzy. A ponieważ kupiłam naprawdę ciekawe kosmetyki, to stwierdziłam, że je Wam pokażę w osobnym wpisie. Oczywiście, jak zwykle u mnie, będzie w 100% naturalnie. Zapraszam :)


Drogeria internetowa krokusowe.com


Drogeria krokusowe.com to moje ostatnie okrycie. Znalazłam w niej mnóstwo naturalnych kosmetyków, które akurat mnie ciekawiły, więc z chęcią zrobiłam zamówienie. Niedawno stwierdziłam, że chciałabym wrócić do olejów w mojej pielęgnacji twarzy, więc skusiłam się aż na trzy.

Bioup - olej z opuncji figowej


Jest to jeden z droższych olejów na świecie (ten kosztował 65 zł/15 ml). Zaciekawił mnie, ponieważ nazywa się go naturalnym botoksem, a po trzydziestce sięgam już po kosmetyki, które poprawiają elastyczność i napięcie skóry. Do tego normalizuje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu nadaje się dla cer mieszanych i tłustych. 

Ajeden - olej z nasion pietruszki


Ten olej niesamowicie mnie zainteresował, ponieważ ma bardzo szerokie spektrum działania. Mam wrażenie, że ma zadziałać na wszystkie problemy ;) Zawiera mnóstwo witamin oraz żelazo. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ściągające, wygładzające. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Powinien świetnie się sprawdzić na przebarwienia i zaczerwienienia. Można go używać również na skórę głowy, ponieważ zapobiega wypadaniu włosów. Przyspiesza gojenie się ran, a także działa antycellulitowo. No muszę powiedzieć, że bardzo mnie ciekawi i jeśli rzeczywiście będzie taki cudowny, jak to opisuje producent, to na pewno dam Wam znać!

Och Natura - Olejowa ampułka


Zawiera mnóstwo wyciągów i ekstraktów (z krwawnika, liści i kory brzozy, bluszczu, owoców jałowca, geranium, rozmarynu) oraz olej z czarnuszki. Właściwie to serum powinno mieć podobne działanie, jak dwa poprzednie oleje. Użyłam go już dwa razy i następnego dnia rano skóra wyglądała pięknie, ale na razie nic więcej nie mówię, żeby nie zapeszyć. 


Natural Secrets - Kremowy balsam myjący 


Uwielbiam dwuetapowy demakijaż twarzy. Ten balsam jest moim wielkim ulubieńcem i z chęcią do niego powracam. Nie zawiera emulgatora, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, bo już przyzwyczaiłam się do takiej formy. 

Jardin - krem roślinny na niedoskonałości


Po pierwsze zdziwiłam się, jakie to maleństwo (30 ml), ale może to i dobrze, bo łatwiej będzie go zużyć i na pewno się nie popsuje. Używałam go kilka razy i mogę powiedzieć, że dobrze się rozprowadza i pozostawia skórę matową. Do tego bardzo dziwnie pachnie i ten zapach mi średnio odpowiada, ale na szczęście po chwili się ulatnia. 


Faceboom


To marka, którą poznałam niedawno i bardzo mnie zaciekawiła. Oczywiście kojarzyłam Bodyboom, ale chyba nigdy nic nie używałam. Dopiero jakiś czas temu kupiłam antycellulitowe masło do ciała i jestem w nim zakochana (najbardziej w zapachu). Z kosmetyków do twarzy skusiłam się na:

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Uwielbiam pianki, to mój ulubiony produkt do drugiego etapu oczyszczania. Pianka z FaceBoom jest przyjemna, chociaż dosyć szybko znika podczas rozprowadzania. Do tego ma intensywny, perfumowany zapach, więc jeśli jesteście wrażliwcami w tym temacie, to ostrzegam ;) Dla mnie to produkt bardzo przyjemny i z chęcią go używam.

Matująco - detoksykujący krem 


Miałam próbkę tego kremu i spodobała mi się jego lekka konsystencja. Również pachnie intensywnie, ale mi akurat to jakoś mocno nie przeszkadza.  Po niego sięgnę dopiero, jak skończę maluszka z Jardin.



Piszcie proszę, co Wy wprowadzacie do swojej jesiennej pielęgnacji. Niedługo na blogu pojawią się również pielęgnacyjni ulubieńcy, bo koniecznie muszę pokazać Wam kilka perełek, których używam od dłuższego czasu :)

Do następnego!
Kasia

TOP