Róże z The Balm są jednymi z moich ulubionych. Na blogu pojawiły się już o nich wpisy, ale pozostawiają one wiele do życzenia, więc postanowiłam odświeżyć temat. Pokażę Wam dzisiaj wszystkie róże, które mam w mojej kolekcji. Zapraszam do czytania :)
Jeśli czytałyście TAG: Youtube made mi buy it, to wiecie, że The Balm to moja wielka miłość, odkąd tylko zainteresowałam się makijażem. Przez te kilka lat uzbierałam 4 róże. Wszystkie są zupełnie inne pod względem kolorystycznym, ale łączą je na pewno dwie rzeczy - przeurocze opakowania oraz genialna pigmentacja.
Jeśli chodzi o odcienie, to moim zdaniem są skrajnie różne. Mimo to wszystkich chętnie używam. Pewnie możecie pomyśleć, że to dziwne, ale zaznaczam, że mam neutralny typ urody i wiele kolorów po prostu mi pasuje :)
Down Boy - to pierwszy róż z The Balm, na który się zdecydowałam. Ma matowe wykończenie i przepiękny chłodny odcień różu z minimalnym dodatkiem odcienia wrzosowego. Pięknie ożywia twarz i sprawia, że wyglądamy na bardziej wypoczęte, niż to jest w rzeczywistości ;) Świetnie będzie wyglądał na neutralnych i chłodnych typach urody.
Frat Boy - to mój największy ulubieniec z całej czwórki. Ma piękny brzoskwiniowo - różowy odcień, a jego tonację określiłabym jako neutralną. Dzięki temu jest bardzo uniwersalny i moim zdaniem pasował będzie do większości typów urody. Róż genialnie ożywia cały look. Jeśli zastanawiacie się nad kupnem różu z The Balm i nie możecie się zdecydować na kolor, to polecam zacząć właśnie od tego :)
Cabana Boy - to najbardziej "niebezpieczny" róż z całej czwórki. Ma ciemny kolor i zdecydowanie trzeba go nakładać lekką ręką, bo można sobie nim zrobić krzywdę. Mi ten odcień totalnie kojarzy się z jesienią i zimą, więc noszę go właśnie w te chłodniejsze pory roku. Dzięki swojemu satynowemu wykończeniu delikatnie odbija światło i również wygląda na twarzy przepięknie.
Hot Mama - ostatni róż ma zupełnie inne wykończenie od pozostałych. Pozostawia na twarzy niezły błysk i kiedy mam go na policzkach, rezygnuję już z rozświetlacza. To róż w stylu bardzo popularnego ostatnio Orgasmu z Nars - różowo - pomarańczowy, mieniący się na złoto. Co ciekawe, uważam, że również jest raczej uniwersalny, bardzo trójwymiarowy i właściwie w każdym świetle wygląda inaczej. Najbardziej polubią się z nim fanki mocnego rozświetlenia. Poza tym nie polecam go osobom, które walczą z grudkami na policzkach. Ja aktualnie używam go niestety dosyć rzadko.
Róże z The Balm mają genialną pigmentację, ale jednocześnie ciężko zrobić sobie nimi plamy. Świetnie się rozcierają i bardzo długo utrzymują na policzkach.
Kosztują ok. 50 zł - sporo, ale uważam, że są warte swojej ceny. Możecie je dostać w wielu drogeriach internetowych, m.in. mintishop, cocolita, ekobieca itp. itd.
Jeśli czytałyście TAG: Youtube made mi buy it, to wiecie, że The Balm to moja wielka miłość, odkąd tylko zainteresowałam się makijażem. Przez te kilka lat uzbierałam 4 róże. Wszystkie są zupełnie inne pod względem kolorystycznym, ale łączą je na pewno dwie rzeczy - przeurocze opakowania oraz genialna pigmentacja.
Jeśli chodzi o odcienie, to moim zdaniem są skrajnie różne. Mimo to wszystkich chętnie używam. Pewnie możecie pomyśleć, że to dziwne, ale zaznaczam, że mam neutralny typ urody i wiele kolorów po prostu mi pasuje :)
Down Boy - to pierwszy róż z The Balm, na który się zdecydowałam. Ma matowe wykończenie i przepiękny chłodny odcień różu z minimalnym dodatkiem odcienia wrzosowego. Pięknie ożywia twarz i sprawia, że wyglądamy na bardziej wypoczęte, niż to jest w rzeczywistości ;) Świetnie będzie wyglądał na neutralnych i chłodnych typach urody.
Frat Boy - to mój największy ulubieniec z całej czwórki. Ma piękny brzoskwiniowo - różowy odcień, a jego tonację określiłabym jako neutralną. Dzięki temu jest bardzo uniwersalny i moim zdaniem pasował będzie do większości typów urody. Róż genialnie ożywia cały look. Jeśli zastanawiacie się nad kupnem różu z The Balm i nie możecie się zdecydować na kolor, to polecam zacząć właśnie od tego :)
Cabana Boy - to najbardziej "niebezpieczny" róż z całej czwórki. Ma ciemny kolor i zdecydowanie trzeba go nakładać lekką ręką, bo można sobie nim zrobić krzywdę. Mi ten odcień totalnie kojarzy się z jesienią i zimą, więc noszę go właśnie w te chłodniejsze pory roku. Dzięki swojemu satynowemu wykończeniu delikatnie odbija światło i również wygląda na twarzy przepięknie.
Hot Mama - ostatni róż ma zupełnie inne wykończenie od pozostałych. Pozostawia na twarzy niezły błysk i kiedy mam go na policzkach, rezygnuję już z rozświetlacza. To róż w stylu bardzo popularnego ostatnio Orgasmu z Nars - różowo - pomarańczowy, mieniący się na złoto. Co ciekawe, uważam, że również jest raczej uniwersalny, bardzo trójwymiarowy i właściwie w każdym świetle wygląda inaczej. Najbardziej polubią się z nim fanki mocnego rozświetlenia. Poza tym nie polecam go osobom, które walczą z grudkami na policzkach. Ja aktualnie używam go niestety dosyć rzadko.
Róże z The Balm mają genialną pigmentację, ale jednocześnie ciężko zrobić sobie nimi plamy. Świetnie się rozcierają i bardzo długo utrzymują na policzkach.
Kosztują ok. 50 zł - sporo, ale uważam, że są warte swojej ceny. Możecie je dostać w wielu drogeriach internetowych, m.in. mintishop, cocolita, ekobieca itp. itd.
Mam nadzieję, że taki przegląd Wam się przyda! :) Dajcie znać koniecznie, czy macie już w swojej kolekcji jakiś róż z The Balm? A jeśli nie, to który podoba Wam się najbardziej? :)
Buziaki!
Kasia
Nie mam żadnego kosmetyku z theBalm, więc ciągle są na mojej liście marzeń. Bardzo podoba mi się odcień różu Frat Boy i Hot Mama.😊
OdpowiedzUsuńSą piękne <3
Usuńmam troche produktów z The Balm ale nie tych dlatego musze to zmienic :D kazdy mi sie podoba :D
OdpowiedzUsuńKoniecznie, róże są genialne <3
UsuńUwielbiałam cabanę i frata, aktualnie moje ulubione róże to Makeup Geek :)
OdpowiedzUsuńNie miałam okazji ich używać :)
UsuńNigdy nie miałam nic z theBalm :) Ale ten róż Frat Boy jest cudowny!
OdpowiedzUsuńPrzygarnęłabym je wszystkie bez wahania <3
OdpowiedzUsuń:D
UsuńTez mam kilka i absolutnie uwielbiam :) świetne róże!
OdpowiedzUsuńMam jedynie Hot Mamę i lubię róże raczej w ciepłej tonacji ;)
OdpowiedzUsuńMam podobny wpis na blogu, bardzo lubię Hot Mama i Down Boy. Marzę jeszcze o Frat Boy, ale czy to nie bardziej stonowana wersja Hot Mamy?
OdpowiedzUsuńMają totalnie inne wykończenia. Hot Mama jest mocno rozświetlająca i mieni się na złoto, Frat Boy jest matowy, więc wydaje mi się, że to dwa zupełne inne róże :)
UsuńAj, przepiękna kolekcja! Bardzo jestem ciekawa tych róży i mam nadzieję, że w końcu się na nie skuszę :)
OdpowiedzUsuńKonieczne, są świetne :)
UsuńFrat Boy podoba mi się najbardziej :)
OdpowiedzUsuńJest piękny :)
UsuńMam Cabana Boy, to jeden z moich ulubionych róży :)
OdpowiedzUsuńJest piękny, chociaż ja się zawsze boję, że sobie zrobię nim krzywdę :P
Usuń