Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feerie celeste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feerie celeste. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 09, 2021

Pixie Cosmetics - naturalna maskara Lash Charmer Mascara

Hej!

Dawno mnie tu nie było, ale przyznaję szczerze, że trochę mnie wena opuściła. Po 7 latach blogowania dopadł mnie lekki kryzys. Zwłaszcza że instagram skutecznie mnie dyskryminuje i nie pokazuje moich zdjęć, więc tak naprawdę mało kto wie o moich nowych wpisach i ogólnie ilość czytelników znacznie zmalała. Oczywiście nie jestem tutaj po to, by się żalić i generalnie zawsze cieszę się z każdego wyświetlenia oraz komentarza, ale moja motywacja do blogowania się dość mocno osłabiła. Myślę więc, że na razie będę tutaj wracać z produktami, które po prostu bardzo chcę Wam pokazać. Dziś chciałabym Wam krótko opowiedzieć o najnowszej maskarze od Pixie Cosmetics (a właściwie Feerie Celeste) - Lash Charmer Mascara. To pierwszy tusz w asortymencie marki, więc jeśli jesteście ciekawi, czy dali radę i co o nim sądzę, to koniecznie czytajcie dalej :)

lash-charmer-mascara

Zacznijmy od opakowania, które prezentuje się przepięknie. Jest matowe, ozdobione delikatnymi liśćmi, ze złotymi napisami. Pixie przyzwyczaiło nas już do niezwykłych opakowań i naprawdę jest się czym zachwycać. A jak z zawartością? Sprawdźmy najpierw, co na temat maskary pisze producent:

"W poszukiwaniu naturalnego piękna… spragnieni głębokiej trwałej czerni i miękkości rzęs, postanowiliśmy stworzyć coś, co pomoże nam zaspokoić to pragnienie. 

Lash Charmer Mascara nada Twoim rzęsom kolor głębokiej czerni i pogłębi ich naturalny skręt. Wyjątkowy składnik filmotwórczy (Pullulan) sprawia, że kosmetyk jest trwały i pozostaje nienaruszony na rzęsach przez cały dzień.

Tusz zawiera 95% składników naturalnego pochodzenia, w tym głównie woski z wielu różnych roślin (wosk słonecznikowy, wosk carnauba, wosk z otrębów ryżu, wosk z owoców sumaka jadowitego, wosk z rumianku marokańskiego, wosk z róży stulistnej, wosk z róży damasceńskiej).

Jest wyjątkowo delikatny dla oczu, a to dzięki zastosowaniu m. in. wyciągu naturalnego z damarzyka mocnego, którego właściwości lecznicze, nawilżające i łagodzące stany zapalne są znane i wykorzystywane od tysięcy lat, czy też niezmydlanej frakcji oliwy z oliwek, która ma za zadanie działać pielęgnująco, przeciwzapalnie i ochronnie.

Mascarę możesz nałożyć dołączoną do niej uniwersalną, prostą szczoteczką o sztywnym włosiu, która pomoże równomiernie nanieść kosmetyk i dokładnie rozczesać rzęsy."

pixie-cosmetics-maskara

Tusz ma klasyczną szczoteczkę, co mi osobiście bardzo odpowiada. Nabiera się go sporo, więc lepiej go trochę otrzeć z nadmiaru. W przypadku tej maskary kluczem do sukcesu jest nakładanie jej w jak najmniejszej ilości, żeby nie posklejała rzęs. Na szczęście szczoteczka całkiem nieźle je wyczesuje. 
Według mnie jest to tusz maksymalnie pogrubiający. Już przy jednej warstwie widać naprawdę zadowalający efekt. Co więcej, mam wrażenie, że jest to tusz, który najlepiej wygląda prezentuje się właśnie z jedną warstwą. Przy drugiej pojawiają się u mnie grudki, rzęsy potrafią się skleić. 

feerie-celeste-maskara

Oczywiście mamy tutaj bogactwo naturalnych składników, które świetnie wpływają na kondycję naszych rzęs. Szczególnie ciekawi mnie zastosowanie wyciągu z damarzyka mocnego, który posiada właściwości lecznicze, nawilżające i łagodzące stany zapalne. Jest to dla mnie bardzo ważne ze względu na moją chorobę oczu. Mam też maksymalnie wrażliwe oczy, a ten tusz ich nie podrażnia. 


Jeśli chodzi o trwałość, to tusz zdał egzamin w 100%. Testowałam go ostatnio w trudnych warunkach i absolutnie nic się nie osypało!

Według mnie jest to maskara dla osób, które lubią wyrazisty efekt na rzęsach. Tusz mocno pogrubia, a rzęsy stają się widoczne, co dla mnie, posiadaczki krótkich rzęs, jest niezwykle istotne. Nie lubię tuszów, które nic nie robią, bo wtedy wolę nie nakładać nic. Ten tusz robi robotę. Trochę trzeba się nauczyć z nim pracować, by nie sklejał rzęs. Na moich rzęsach najlepiej wygląda przy jednej warstwie.
Ja jestem z niego naprawdę zadowolona i myślę, że sięgnę po kolejne opakowanie :)

Na koniec efekt na moich rzęsach. Od razu zaznaczam, że mam krótkie rzęsy i jakoś ciężko mi się fotografuje ten efekt, bo pewnie dla większości nie będzie od spektakularny. Ale na żywo rzęsy były widoczne i ja jestem w pełni zadowolona, jak wyglądają :)


Maskara kosztuje 84 zł i dostaniecie ją TUTAJ. Pamiętajcie, że kupując przez ten link lub bannery na moim blogu, macie zniżki na większość produktów :)

Dajcie proszę znać, czy testowałyście już ten tusz? Jestem bardzo ciekawa, czy macie swoich ulubieńców w tej kategorii wśród kosmetyków naturalnych? Piszcie w komentarzach!

Buziaki!
Kasia


maja 19, 2021

Feerie Celeste - podkład prasowany Magique Match

Hej!

Jakiś czas temu marka Feerie Celeste wypuściła na rynek mineralny podkład prasowany Magique Match. Jak pewnie wiecie, uwielbiam wersję sypką podkładu Pixie Cosmetics, więc tę również musiałam wypróbować. Jeśli jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdza, to koniecznie czytajcie dalej :)


Co pisze producent?


"Magique Match tworzy na skórze jedwabisty film mineralny, nadaje cerze naturalne, jednolite i nieskazitelne wykończenie. Niedoskonałości znikają, a twarz wygląda świeżo i naturalnie. Zapewnia lekko kremowe odczucie gładkości na skórze, idealnie stapia się z cerą. W składzie formuły pojawił się Volcanic Sand zwany inaczej "szklanym diamentem". Ten niezwykły składnik ochroni Twoją cerę przed działaniem widzialnego niebieskiego światła, osłoni ją przed zanieczyszczeniami (działając zarówno fizycznie jak i chemicznie), wchłonie nadmiar sebum, byś mogła cieszyć się jeszcze lepszym efektem zmatowienia i optycznie wygładzi skórę."

Skład


MICA, KAOLIN, MAGNESIUM STEARATE, OCTYLDODECANOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BORON NITRIDE, GLYCERYL CAPRYLATE, THEOBROMA CACAO SEED BUTTER, TOCOPHERYL ACETATE, GLYCERYL UNDECYLENATE, VOLCANIC SAND, CI 77891,CI 77492,CI 77491,CI 77499

Odcienie


Do wyboru mamy 14 odcieni. Na początku skusiłam się na najjaśniejszy Charmed Cream, ale okazało się, że jest dla mnie ciut za jasny i delikatnie mnie wybiela, a nie lubię tego efektu. Kupiłam więc ciemniejszy kolor Faery Tea Cake i to był strzał w 10. 


Moja opinia


Powiem Wam, że nie umiem jakoś tak jednoznacznie ocenić tego produktu, więc opowiem o moich wrażeniach. Krycie tego podkładu określiłabym jako lekkie. Można go delikatnie budować, ale nie za mocno, bo będzie widoczny na twarzy. W porównaniu z podkładem sypkim ten podkład jest bardziej suchy, mimo masła kakaowego w składzie. Widać to też na twarzy, chociaż temu się trochę dziwię, bo mam cerę tłustą. Nie wygląda on tak jedwabiście jak jego sypki brat. To kremowe odczucie, o którym pisze producent, zdecydowanie bardziej czuję w przypadku podkładu sypkiego. Mimo tej suchości produkt zaczyna się u mnie dość szybko wyświecać. 

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że podkład wygląda źle, bo tak nie jest, ale u mnie wersja sypka prezentuje się zdecydowanie lepiej. Podkład prasowany delikatnie podkreśla mi też rozszerzone pory, gdy nakładam go solo na twarz. Przyznaję jednak, że robię to rzadko i zdecydowanie lubię zaaplikować najpierw korektor w miejscach, gdzie tego potrzebuję.

Jeśli chodzi o samą aplikację, to producent rekomenduje pędzel nr 303, czyli tzw. rybkę. Rzeczywiście mam wrażenie, że tym pędzlem nakłada się podkład lepiej niż klasycznym flat topem. Poza tym pędzel ten jest niezwykle uniwersalny. Można nałożyć nim bronzer, róż i rozświetlacz. Ja się z nim naprawdę bardzo polubiłam i chętnie po niego sięgam.


Na pewno doceniam tego typu produkty za szybkość aplikacji. Prasowana wersja przydaje się, gdy mamy mało czasu na wykonanie makijażu. Osobiście lubię go stosować, gdy wychodzę gdzieś na chwilę, a chcę mieć delikatnie wyrównany koloryt. Podkład wygląda niezwykle naturalnie, zwłaszcza po chwili, gdy połączy się ze skórą, więc na pewno sprawdzi się u fanek makeup no makeup.
Ogólnie nie jest to produkt zły, ale nie pobił swojego sypkiego brata, którego kocham już od kilku lat miłością wielką. 

Podkład kupicie TUTAJ. Przychodzi on w przepięknym tekturowym pudełku, a sam produkt jest w formie refill. Kosztuje 59 zł w cenie regularnej. Aktualnie jest na wszystko promocja -25% :) 

Dajcie znać, czy używaliście już tego produktu. Jestem bardzo ciekawa, jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

stycznia 26, 2021

Prezentacja cieni Eyemagination od Pixie Cosmetics

Hej!

Cienie Pixie Cosmetics (a właściwie Féerie Céleste) pokochałam od pierwszego użycia. Postanowiłam więc domówić jeszcze kilka i stworzyć paletkę 12 odcieni idealnych dla mnie. Dzisiaj chciałabym je Wam zaprezentować dokładniej, pokazać swatche, różnice między nimi. Mam nadzieję, że taki wpis Wam się spodoba. Zapraszam :)

Skomponowałam sobie paletkę, którą już miałam w domu, ale wiem, że niedługo w asortymencie Pixie ma się pojawić absolutnie przepiękna paletka magnetyczna i już nie mogę się jej doczekać :)

Na razie wybrałam sobie te odcienie, które najbardziej mi się podobają i do mnie pasują. Być może będę sobie powoli zbierać resztę kolorów, ale ta dwunastka obecnie w zupełności mi wystarczy. Czekam jeszcze na powiększenie kolekcji o brudne róże, bo tego mi najbardziej brakuje. 

W dzisiejszym wpisie chciałabym zaprezentować odcienie, które posiadam, żeby może ułatwić Wam wybór, jeśli się nad jakimś kolorem zastanawiacie. Muszę przyznać, że uwielbiam robić takie rzeczy - najpierw skomponować sobie paletkę, żeby idealnie wszystko do siebie pasowało, a później zrobić prezentację wszystkich kolorów. Cały czas się uczę robić jak najlepsze zdjęcia i swatche. 

Cienie podzieliłam sobie na dwie grupy - matowe i błyszczące. A zatem przejdźmy do opisu każdego z nich.


Cienie matowe


Dried Tumbleweed - jasny, cielisty cień, idealny do zmatowienia łuku brwiowego.

Wet Sand - chłodny, jasny beż, mający w sobie nutę szarości.

Coffee Bean Heart - dość ciemny brąz. Spodziewałam się bardzo chłodnego odcienia, ale pozytywnie się zaskoczyłam, ponieważ idzie on jednak bardziej w neutralną stronę.

Drop of Cappuccino - średni brąz, idealny jako cień przejściowy w załamanie powieki. Na powiece wypada cieplej niż w opakowaniu.

Sip of Burgundy - piękne, idealne bordo.

Eggplant Touch - ciemny, bakłażanowy brąz.


Cienie błyszczące


Lustrous Beige - piękny, chłodny odcień beżu. Metaliczne wykończenie, miękka, masełkowata formuła.

Glass of Rose Wine - ciężki do opisania cień, ponieważ w każdym świetle wygląda inaczej. Moim zdaniem to różowe złoto. Ma delikatnie różową bazę i opalizuje na złoto. 

Peach Gold - w palecie cień podobny do Glass od Rose Wine, ale jednak ma trochę inną bazę, bardziej brzoskwiniową.

Lychee Scale - jedyny błysk w mojej kolekcji z serii Frosted Pearl. Dla mnie bardziej satynowy niż perłowy. Kolor to taki jasny beż. Dla fanek bardzo delikatnego makijażu. 

Sunset in the Fairyland - jest to bardziej sprasowany cień od pozostałych Pigmentallic, które mam. To przepiękna czerwień, która ma w sobie mnóstwo maleńkich czerwonych drobinek. 

Heart in Berberis - ciemny fiolet, który również ma w sobie mnóstwo małych drobinek. Głównie  srebrzystych, ale mam wrażenie, że również troszkę niebieskich.

 
Na koniec krótki filmik (kolejność cieni taka jak na zdjęciu ze swatchami):


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny. Dajcie proszę znać, jak Wam się podoba taka prezentacja kosmetyków. 

Buziaki!
Kasia

grudnia 19, 2020

Świąteczny prezent dla samej siebie - nowości od Féerie Céleste

Hej!

Witam Was w przedświątecznym wpisie, który tworzę między lepieniem pierogów a pieczeniem ciast. Jak u Was przygotowania? U mnie praca wre, ale znalazłam chwilę, żeby pokazać Wam nowości Féerie Céleste (to siostrzana marka Pixie Cosmetics), które tydzień temu miały swoją premierę, a mianowicie prasowane cienie do powiek oraz róż. Jeśli interesuje Was naturalna kolorówka, to koniecznie czytajcie dalej :)


Muszę przyznać, że Pixie nauczyło nas cierpliwości, ponieważ cienie do powiek były zapowiedziane chyba z pół roku temu. Zatem pewnie rozumiecie, że tej premiery najbardziej nie mogłam się doczekać i musiałam te cienie kupić. Sprawiłam więc sobie świąteczny prezent :) Do oferty weszło sporo odcieni, ale ja zdecydowałam się na razie na 7. W dalszej części wpisu dokładnie Wam je pokażę.

Na ten dzień elfy przygotowały jeszcze jedną premierę prasowanych róży, a więc również skusiłam się na jeden z nich. 

Pixie umie w opakowania


To trzeba przyznać. Powiem Wam, że chyba nie ma piękniejszych opakowań na rynku. Te grafiki są po prostu nieziemskie, w każdym świetle i pod każdym kątem wyglądają inaczej. Produkty od razu wprowadzają nas w baśniowy świat, pełen magii i cudów. Niezmiennie mnie to zachwyca i sprawia, że już w tej chwili mogę napisać, że warto było tak długo czekać :) Tego piękna nie da się oddać na zdjęciach, choć bardzo się starałam.
Zarówno cienie jak i róż to wkłady i trochę ciężko je przechowywać w tych opakowaniach. Lepiej przełożyć je do palety magnetycznej. Pixie zdradziło, że szykuje dla nas również coś w tym temacie :)


Róż prasowany Rosy Rhapsody


Do wyboru mamy 10 odcieni, ale najbardziej wpadł mi w oko 05 Nude Nuances. To jasna, zgaszona brzoskwinia. Bałam się, że kolor będzie za bardzo pomarańczowy, ale na szczęście nie. Na mojej bladej twarzy prezentuje się ładnie, delikatnie ją ożywia. Chciałam coś takiego bardziej stonowanego i nie zawiodłam się. Do tego róż rozciera się jak marzenie. Coś niesamowitego :)


Cienie do powiek Eyemagination


Marka wprowadziła aż 4 wykończenia cieni: matowe, opalizujące, perłowe i metaliczne. Na razie zdecydowałam się na dwa z nich, w sumie 7 cieni: 4 matowe i 3 metaliczne:

  • Dried Tumbleweed - jasny, dość chłodny cielisty odcień
  • Drop of Cappuccino - średni, neutralny brąz, idealny jako cień przejściowy w załamanie powieki
  • Sip of Burgundy - piękny, zgaszony bordowy mat
  • Eggplant Touch - ciemny, również zgaszony, bakłażanowy fiolet, fajnie się sprawdzi w zewnętrzny kącik albo jako kreska przy linii rzęs


  • Lustrous Beige - chłodny, metaliczny beż, ma w sobie srebrzyste tony
  • Glass of Rose Wine - ciekawy odcień, dla mnie to takie metaliczne różowe złoto. W świetle dziennym widzę w nim delikatnie miedzianą bazę opalizującą na złoto. Cień ciężki do opisania.
  • Glimpse of Sunshine - ten cień dałabym do piątej kategorii, np. drobinkowe, ponieważ to jasny róż ze złotymi drobinkami


Tutaj wszystkie produkty razem:


I swatche:


Bardzo ciężko oddać błyski na zdjęciach, ale myślę, że tutaj widać różnicę w Glimpse of Sunshine:


Formuła


Konsystencja jest przyjemna, raczej jedwabista. Zdecydowanie nie są to suche, kredowe cienie. Maty mają cechę, którą najbardziej lubię w cieniach, a mianowicie dają się budować i dobrze się ze sobą łączą. Błyski najlepiej nakładać palcem na mokrą bazę - wtedy wydobędziemy z nich największy blask., aczkolwiek te typowo metaliczne (Lustrous Beige oraz Glass of Rose Wine całkiem nieźle nabierają się również na pędzel). Oczywiście jest to moje pierwsze wrażenie, ale przetestowałam już w swoim życiu sporo cieni i czuję, że z tymi się polubię, bo uwielbiam, jak cienie się do siebie kleją. Na pewno pokażę Wam jakiś makijaż tymi cieniami na moim instagramie, więc tam Was również zapraszam :)

Cena i dostępność


Cienie matowe i perłowe kosztują 36 zł, metaliczne 39 zł i opalizujące 54 zł za 1,2 grama. Za róż płacimy 48 zł za 3 gramy. Produkty dostępne są na razie tylko na stronie pixiecosmetics.com.

Co wyróżnia kosmetyki Pixie Cosmetics?


Według mnie najbardziej piękne, naturalne składy. Naturalnych cieni bardzo brakuje na naszym rynku i cieszę się, że marka poszła właśnie w tę stronę. Mam nadzieję, że będzie stopniowo rozszerzać ofertę, bo bardzo chętnie przygarnęłabym jakieś brudne róże :) 
Mam świadomość tego, że te produkty są drogie. Osobiście jednak za naturalny skład i przy tym świetną jakość jestem w stanie zapłacić. Do tego te przepiękne opakowania sprawiają, że otrzymujemy produkt luksusowy, który cieszy nasze oko. 
Jestem dumna z marki, że się tak rozwija i dopóki będzie tworzyć takie cuda, to na pewno będę ją wspierać. 


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny :) Piszcie, jak Wam się te cienie podobają? Czy jesteście w stanie wydać więcej za naturalny skład, czy może nie ma on dla Was znaczenia? 
Przy okazji życzę Wam spokojnych i zdrowych Świąt :)

Buziaki!
Kasia

maja 09, 2020

Makijaż kosmetykami naturalnymi | Czego brakuje mi w naturalnej kolorówce?

Hej!

Niedawno otrzymałam bardzo ciekawe pytanie, które brzmiało: czego brakuje mi w naturalnej kolorówce? Serdecznie za nie dziękuję :) Stwierdziłam, że odpowiem na nie w osobnym wpisie i przy okazji pokażę Wam makijaż wykonany w 100% kosmetykami naturalnymi. Zapraszam :)

purobio-felicea-madara-couelur-caramel-feerie-celeste

Na początek pokażę Wam makijaż. Jestem bardzo ciekawa, czy zorientowałybyście się, że nie są to tradycyjna, nienaturalna (nie wiem, jak ją nazywać, ale wiecie, o co chodzi) kolorówka. 

makijaż-kosmetyki-naturalne

Do wykonania makijażu użyłam:
  • podkład Purobio Sublime Drop Foundation odcień 00
  • korektor Madara Perfecting Concealer odcień 15
  • puder Purobio Indissoluble Silky Powder
  • bronzer Feerie Celeste Bewitches Bronze odcień 100 Taupe Whisper
  • róż Couleur Caramel nr 68
  • rozświetlacz Felicea nr 142
  • cienie do powiek Purobio nr 25, 26, 27, 01, 03, 05, 13
  • tusz do rzęs Couleur Caramel maskara wydłużająca
  • brwi Couleur Caramel pomada nr 61
  • konturówka do ust Purobio nr 08
  • szminka Couleur Caramel nr 257
  • na dekolcie (czego niestety nie widać) Madara Cosmic Drops nr 01 + rozświetlacz Felicea nr 141

Powiem Wam, że jestem naprawdę zadowolona z tego makijażu i cieszę się, że znalazłam tyle cudownych naturalnych kosmetyków kolorowych. Mimo to jest kilka rzeczy, których nadal poszukuję. Na pewno najbardziej brakuje mi dobrze kryjącego korektora pod oczy. Te w sztyfcie oraz kremie wyglądają u mnie strasznie. Z kolei ten z Madary jest ok, ale mógłby mieć ciut lepsze krycie. Mimo to cieszę się, że chociaż jeden produkt znalazłam w tej kategorii, który się u mnie nie warzy. 
Nie mogę znaleźć również naturalnej bazy pod cienie, która rzeczywiście utrzymywałaby cienie na moich tłustych powiekach. W powyższym makijażu użyłam korektora i uważam, że cienie z Purobio trzymają się nadzwyczaj dobrze, ale jednak moje powieki potrzebują bazy. 
Nie mam problemu z kolei ze szminkami, bo ostatnio noszę tylko te nawilżające lub ewentualnie klasyczne matowe z Couleur Caramel lub Felicea. Czasem jednak miałabym ochotę na te matowe w płynie, zastygające, które długo się utrzymują, ale takich nie znalazłam jeszcze wśród tych z naturalnym składem. 
Zatem jak widzicie, niewiele mi brakuje. Używanie naturalnych kosmetyków jest uzależniające i trudno wrócić do tych nienaturalnych, jak już się umie czytać składy. Mnie już nawet nie denerwują jakieś silikony czy glikole, ale najbardziej mikroplastik (np. Polyethylene), który jest właściwie w każdej bazie pod cienie, wielu cieniach do powiek (np. z GlamShop). Nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat, ale warto pamiętać, że składy są ważne nie tylko dla nas i naszej skóry, ale również dla środowiska. 

makijaż-niebieskie-oczy-kosmetyki-naturalne

Dajcie proszę znać, jak Wam się podoba makijaż? Piszcie, czego Wam najbardziej brakuje w naturalnej kolorówce.

Do następnego!
Kasia

stycznia 06, 2020

Ulubieńcy 2019r. | Kolorówka

Dzień dobry!

Wiem, nie było mnie tutaj bardzo długo i jestem ciekawa, czy ktoś w ogóle mojego bloga pamięta. Po cichu mam nadzieję, że tak, ponieważ trochę się za blogiem stęskniłam. Niestety praca i szkoła robią swoje i ciężko mi było znaleźć wolną chwilę chociażby na zrobienie zdjęć, ale może w tym roku mi się uda pojawiać tutaj częściej. Trzymajcie kciuki! Dzisiaj przygotowałam dla Was ulubieńców zeszłego roku. Starałam się wybrać takie produkty, o których jeszcze nie mówiłam, więc mam nadzieję, że będzie ciekawie. Zapraszam :)


Zacznę od kosmetyku, który zasilił moje zbiory niedawno, ale zrobił tak ogromne wrażenie, że absolutnie nie wyobrażam sobie bez niego tych ulubieńców i śmiało mogę go nazwać odkryciem 2019r. Mowa o podkładzie naturalnym marki Felicea. Na taki produkt czekałam. Po pierwsze ma cudowny kolor (mam jaśniejszy 131), który jest jaśniutki, neutralny, nie ciemnieje i mam wrażenie, że został stworzony dla mnie. Poza tym pięknie kryje, długo się utrzymuje. Jest dosyć gęsty i zastyga do matu, więc nie wiem, jak się sprawdzi na cerach suchych, ale dla tłustych - IDEAŁ.

W czerwcu 2019r. pisałam o bronzerze Feerie Celeste i wtedy byłam średnio z niego zadowolona, a teraz używam praktycznie tylko jego. Dokupiłam też nowy odcień 101 Butterfly Beige, który jest zdecydowanie bardziej neutralny niż 100, ale oba bardzo lubię i polecam. Przy okazji chciałabym Wam pokazać najlepszy wg mnie pędzel do bronzera, czyli Hakuro H58. Przepięknie rozciera produkty, nie robi żadnych plam i mam wrażenie, że pracuje się nim łatwiej niż pędzlami z włosia naturalnego. 


Ostatni kosmetyk do twarzy to rozświetlacz z Annabelle Minerals w odcieniu Diamond Glow. Uwielbiam go, ma bardzo neutralny odcień. Pięknie odbija światło i można stopniować jego intensywność. Było mi ciężko go uchwycić na zdjęciu i właściwie mi się to nie udało, więc musicie mi wierzyć na słowo, że jest cudny :)


W kategorii Oczy mam Wam do pokazania dwa kosmetyki. Pierwszy z nich to paletka cieni Sweet Harmony z Affect. To idealna paleta na co dzień. Maty są dobrze napigmentowane, ale nie przesadnie, przez co dobrze się nimi pracuje, bo da się je budować. Jedynie dwa błyszczące cienie są dla mnie za bardzo drobinkowe. Szczerze mówiąc, w dziennym makijażu wolę cienie o innej konsystencji, mniej błyszczące. Poza tym nie mam się do czego przyczepić i bardzo Wam tę paletę polecam :)


Rok 2019 był to rok maskar naturalnych z Couleur Caramel. Na zdjęciu widzicie wersję Revolution, ale ogólnie uważam, że tusze tej marki są świetne i zachęcam Was do wypróbowania. Mają piękne, naturalne składy i do tego naprawdę robią robotę. Wydłużają, rozdzielają, pogrubiają rzęsy i nie osypują się. Są dosyć drogie, ale uważam, że w dobry skład zawsze warto zainwestować.

Kochani, i to już wszystko na dzisiaj. Dajcie znać, jeśli tu jeszcze czasem zaglądacie. Piszcie o Waszych ulubieńcach w komentarzach. Życzę Wam dużo szczęścia w Nowym Roku.

Buziaki!
Kasia

czerwca 03, 2019

Féerie Céleste - bronzer Bewitched Bronze

Hej, hej!

Niedawno moja ulubiona firma Pixie Cosmetics stworzyła siostrzaną markę Féerie Céleste i pod jej szyldem wypuściła na rynek bronzery prasowane Bewitched Bronze. Jak się pewnie domyślacie, nie mogłam się ich doczekać, bo po pierwsze bardzo lubię ten rodzaj kosmetyków, a po drugie mało jest bronzerów z dobrym składem na rynku. Zakupiłam jeden z nim chwilę po premierze, a dzisiaj opowiem Wam o moich wrażeniach z kilku tygodni używania. Czy spełnił moje oczekiwania? Tego dowiecie się w dzisiejszym wpisie. Zapraszam do czytania dalej :)


Na samym początku nie mogę nie wspomnieć o opakowaniu, które od razu rzuca się w oczy i moim zdaniem jest absolutnie przepiękne. Pixie zawsze miało ładne opakowania, ciekawe grafiki, ale tym razem totalnie zaszaleli. Opakowanie jest kartonikowe, z lusterkiem, a w środku znajduje się bronzer w postaci wkładu z cudownym tłoczeniem. Mam nadzieję, że w takim razie firma już niedługo wprowadzi uzupełnienia do swojej oferty. 
Powiem Wam szczerze, że bardzo mi się to podoba to, że te produkty mają taką "otoczkę". Wchodząc na stronę, można przeczytać całą historię na temat marki. Zacytuję fragment: "W tajemniczym ogrodzie Féerie Céleste są sekrety, które chcemy zdradzić tylko Tobie. Ten świat pełen jest magicznych stworzeń, euforycznych zapachów kwiatów, przesyconych nektarami roślin, spowitych mgłą krzewów, skąpanych w świetle księżyca ścieżek, blasku rozgwieżdżonego nieba. Dotrzesz do niego dzięki swojej wyobraźni".
Patrząc na to opakowanie, mam wrażenie, że zaraz przeniosę się do jakiegoś magicznego, baśniowego świata. Wiem, że to "tylko" kosmetyki, ale fajnie jest widzieć, że są firmy, które wkładają w nie tyle serca i pracy.

No dobrze, ale przejdźmy do ważniejszego, czyli do samego wnętrza. Marka Feerie Celeste wypuściła na rynek aż 5 odcieni bronzera. Ja wybrałam 100 Taupe Whisper, czyli jasny i chłodny. Wg producenta ma idealny do konturowania dla bladziochów i przede wszystkim nie zawiera grama pomarańczowych tonów. Tutaj mogę się zgodzić. Jeśli Waszą zmorą są wybijające pomarańczowe tony w bronzerach, to ten możecie brać w ciemno. 
Bronzer jest naprawdę bardzo jasny i ciężko sobie zrobić nim krzywdę. Dla mnie jest to duży plus, ponieważ nie muszę się martwić, że porobię sobie plamy i będę wyglądać dziwnie. Najlepiej aplikuje mi się go pędzlem z włosia syntetycznego, wtedy rozciera się idealnie. 


Skład jest naturalny, ale moim zdaniem mógłby być lepszy. Produkt zawiera np. glikol pentylenowy. Agnieszka z kanału Kosmetologia naturalnie ich nie poleca. Zobaczcie sobie jej film na ten temat.

pixie-cosmetics-feerie-celeste-bronzer

Jego cena trochę powala, ponieważ za 9 gramów produktu płacimy aż 118 zł, ale myślę, że warto. Zwłaszcza że jest bardzo wydajny. 


Dla porównania wrzucam Was swatche. Od lewej mamy właśnie bronzer, o którym piszę 100 Taupe Whisper, dalej Pixie Cosmetics bronzer sypki, najchłodniejszy odcień z trio do konturowania ze Shashboxa oraz Purobio nr 3. Jak widzicie, Feerie Celeste nr 100 i Smashbox mają właściwie identycznie kolory, jednak ten drugi ma dużo gorszy skład, ale moim zdaniem na twarzy wygląda lepiej. Z kolei Pixie w wersji sypkiej ma zdecydowanie więcej oliwkowych tonów.


Według mnie bronzer jest cudowny i właściwie sięgam już tylko po niego, zwłaszcza w makijażu dziennym. Prezentuje się na twarzy niezwykle naturalnie. Fakt, kosztuje sporo, ale po pierwsze można go dorwać na promocji, a po drugie w tak piękne, naturalne kosmetyki czasem można zainwestować :)

Dajcie znać koniecznie, jak Wam się podoba i czy macie ochotę się skusić. A może już go kupiłyście?

Do następnego!
Kasia

TOP