Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neve cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neve cosmetics. Pokaż wszystkie posty

grudnia 28, 2020

Ulubieńcy 2020r. | Naturalna kolorówka

Hej!

Zbliża się koniec roku, więc stwierdziłam, że koniecznie muszę przygotować dla Was zestawienie najlepszych kosmetyków 2020r. Będzie tu sporo produktów, o których pewnie wcale na blogu nie wspominałam, ale zapewniam, że są to perełeczki, po które sięgałam najchętniej. Nie chciałam się powtarzać, więc podkład oraz bronzer z zeszłorocznych ulubieńców się tu nie pojawił, ale nadal używam ich z przyjemnością. Jeśli jesteście ciekawi, co najbardziej mnie zachwyciło w 2020 roku, to koniecznie czytajcie dalej :)


Twarz


Oprócz podkładów, o których wspominałam już nie raz na blogu, bardzo polubiłam się z nowością AA Go Green, czyli Antybakteryjnym nawilżającym podkładem wygładzającym z selerem. Pięknie kryje i nie sprawia żadnych problemów przy aplikacji. Ma świetliste wykończenie, ale całkiem długo się utrzymuje. Do tego oczywiście ma wzorowy skład i jest dostępny w drogeriach, za to duży plus. Odcień Jasny mógłby być dla mnie ciut jaśniejszy, ale po pierwsze dość dobrze się dopasowuje do kolorytu cery, a po drugie odrobinę go rozjaśniam białym pudrem prasowanym Drama Matte od Neve Cosmetics. Razem tworzą duet idealny dla mojej tłustej skóry. 
Jeśli chodzi o korektor, to moim odkryciem tego roku jest Just Free Skin od Bell Hypoallergenic. Ma bardzo fajną, lekką formułę, ale przy tym naprawdę nieźle kryje. Pięknie wygląda pod oczami. Jedynie zmieniłabym opakowanie, ponieważ ta pipeta średnio się sprawdza. Mój ulubiony odcień to 02. 


Moim ulubionym różem stał się róż nr 68 z Couleur Caramel w pięknym drewnianym opakowaniu. Może się on wydawać dość ciemny, ale nakładam go bardzo delikatnie i nawet na mojej jasnej cerze wygląda ładnie. Ma delikatnie rozświetlające wykończenie i idealny brzoskwiniowy kolor, który ożywia cały makijaż.
Kosmetyk, od którego jestem już chyba uzależniona i bez którego nie wyobrażam sobie mojej toaletki, to prasowany rozświetlacz z Felicea nr 142. W opakowaniu wygląda bardzo niepozornie, ale na skórze pokazuje, co potrafi. To jeden z mocniejszych rozświetlaczy, jakie mam, ale da się stopniować jego intensywność. Daje efekt mokrej skóry. Do tego ma cudowny szampański kolor, który świetnie sprawdzi się dla bladziochów. Uwielbiam i bardzo polecam.

Od lewej: podkład AA Go Green Jasny, korektor Bell Just Free Skin nr 02, rozświetlacz Felicea nr 142, róż Couleur Caramel nr 68

Oczy & Brwi


W tym roku odkryłam, że cienie marki Viseart mają naprawdę ładne składy. Skusiłam się więc na dwie palety, z czego najbardziej przypadła mi do gustu wersja Paris EDIT. Ma śliczne kolory, dobrą pigmentację, którą da się budować. Cienie dobrze się ze sobą łączą. Co prawda nie wiem, czy fanki mega mocnej pigmentacji byłyby zadowolone, ale dla mnie te cienie są bardzo fajne. Zwłaszcza do codziennego makijażu.


Dopełnieniem moich makijaży w ostatnim czasie jest kreska przy linii rzęs, którą wykonuję kredką Neve Cosmetics w odcieniu Distortion. Jest to odcień bordowy, czyli dosyć nietypowy, ale ja go uwielbiam. Pięknie podkreśla niebieską tęczówkę. 

Ostatni produkt w tej kategorii to żel do brwi marki Nude By Nature. Długo szukałam naturalnego żelu do brwi i w końcu znalazłam. Ten żel ma najmniejszą szczoteczkę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest bardzo precyzyjna, można dokładnie wyczesać nią każdy włosek. Świetnie utrwala brwi i jestem z niego naprawdę zadowolona.


Usta


Zdecydowanie najczęściej sięgałam po szminkę nr 28 z Felicea, która pasuje do większości makijaży. To piękny odcień mauve. Do niej idealnie pasuje mi konturówka puroBIO nr 08, która ma niemalże identyczny kolor. 


Dopełnieniem tego duetu jest błyszczyk Lily Lolo w odcieniu Damson Dusk. Błyszczyk nie klei się, delikatnie barwi usta. Co więcej, pięknie pachnie (czekoladą) i świetnie nawilża. Uwielbiam go stosować w minimalistycznym makijażu.

Od lewej: pomadka Felicea nr 28, konturówka PuroBIO nr 08, błyszczyk Lily Lolo Damson Dusk, kredka do oczu Neve Cosmetics Distortion


Tak się prezentują kosmetyki, po które najchętniej sięgałam w 2020 roku. Jestem ciekawa, czy znacie któryś z nich i jak się u Was sprawdził. Piszcie też proszę, co Was najbardziej zachwyciło w mijającym roku. 

Do następnego!
Kasia

lutego 06, 2019

Ulubieńcy ostatnich miesięcy | Kolorówka, po którą sięgam najczęściej

Hej Kochani!

Chwilę mnie nie było, a to wszystko przez nasze zimowe wakacje na Teneryfie. Tak sobie myślę, że mogłabym stworzyć wpis o całym wyjeździe, co mi się podobało, co nie itp. Chcielibyście? Dajcie znać! A dzisiaj, jak już widzicie po tytule, moje ulubione kosmetyki ostatnich miesięcy. Pewnie część będzie się powtarzać, ale chciałam Wam tak zbiorczo pokazać, czego używam obecnie najczęściej (i najchętniej też). Zapraszam do czytania dalej :)

ulubieńcy

Twarz


Tutaj niezmiennie króluje podkład mineralny z Pixie Cosmetics. Mam go w odcieniu Vanilla Delight w wersji Love Botanicals. Powoli mi się kończy, więc czekam na Ekocuda i tam na pewno dorwę kolejne opakowanie. Pewnie się powtarzam, ale naprawdę kocham ten podkład za efekt, jaki daje na skórze, a także za łatwość, z jaką się rozprowadza. Na mojej tłustej cerze stosunkowo szybko zaczyna się wyświecać, ale i tak uważam, że jest cudny i na co dzień wybieram właśnie jego. 

Jeśli chodzi o bronzer, to ostatnio najczęściej sięgam po Resplendent Bronzer z PuroBIO. Pisałam o nim na blogu TUTAJ, ale tym razem pokazuję Wam odcień nr 1. Jest zdecydowanie bardziej oliwkowy, ale również świetnie się u mnie sprawdza. Nakładam go najczęściej takim ściętym pędzlem do różu i wtedy wygląda najlepiej. To produkt mineralny, więc również trzeba nauczyć się z nim pracować, ale moim zdaniem nie jest to aż tak trudne.

Moim ulubionym rozświetlaczem ostatnio jest 045 Glamorous ze SinSkin (by Patricia Kazadi). Ma absolutnie przepiękny kolor i daje prawdziwą taflę bez drobinek. 

pixie-cosmetics-purobio-sinskin

Jeśli chodzi o korektor, to chyba znalazłam ideał w tej kategorii, chociaż szukam jeszcze czegoś bardziej naturalnego. Niemniej jednak uważam, że korektor Magic Concealer od Heleny Rubinstein jest po prostu boski. Mam go w odcieniu nr 01 light, z którym na pewno polubią się wszystkie bladziochy. Najbardziej cenię w tym produkcie to, że kryje, ale jednocześnie wygląda bardzo dobrze pod oczami i nie przesusza skóry, a delikatnie ją rozświetla. Krycie określiłabym jako średnie, ale dla mnie na co dzień jest zupełnie wystarczające.

Mam też jeden podkład, którego używam na większe wyjścia albo gdy potrzebuję całodziennej trwałości. Jest to nowa wersja podkładu Double Wear Light od Estee Lauder. Mam go w odcieniu 1N0 Porcelain, który moim zdaniem mógłby być minimalnie mniej różowy, ale i tak ładnie dopasowuje się do mojej cery. Cieszę się, że firma postanowiła wprowadzić więcej kolorów, bo starej wersji niestety nie mogłam używać. Podkład nie ma mocnego krycia. Powiedziałabym, że jest ono lekkie w kierunku średniego, ale wygląda bardzo ładnie na skórze i przede wszystkim utrzymuje się cały dzień. Nawet nie ma większego znaczenia, jakiego pudru użyję. Naprawdę na mojej tłustej cerze zaczyna się wyświecać po ok. 8 godzinach i to też tylko w okolicy nosa i czoła. Tak szczerze to chyba nigdy nie miałam tak trwałego podkładu, więc jeśli właśnie na tym Wam zależy, to koniecznie go wypróbujcie. 

estee-lauder-helena-rubinstein

Oczy i brwi


Tutaj już jestem trochę nudna, ale naprawdę uważam, że cienie Inglot z kolekcji JLo to totalny hit i ostatnimi czasy sięgam głównie po nie. Mają przepiękne, dzienne kolory, utrzymują się cały dzień. Czego chcieć więcej? Chyba tylko jeszcze więcej odcieni :)

Jeśli chodzi o brwi, to używam kredki Feather Brow Creator z Wibo w kolorze Soft Brown. Odkąd ją mam, nie sięgam po nic innego. Jest po prostu idealna. Ma idealny kolor, idealną miękkość. Musicie ją wypróbować :)
inglot-wibo

Usta


W tej kategorii Cały czas na pierwszym miejscu jest szminka Sunset Rose z MAC, ale nie będę już nią Was zanudzać, więc opowiem o nowości, która również od jakiegoś czasu podróżuje ze mną w torebce. Mowa o Syrup, również z MAC. Kolor bardzo mi się podoba, ponieważ jest to ładny, neutralny róż. Z kolei wykończenie (Lustre) mnie mocno zaskoczyło. Nie spodziewałam się, że pomadka będzie aż tak lekka, jakby wodnista. Żeby uzyskać mocniejszy kolor, trzeba nałożyć kilka warstw. Chyba minimalnie bardziej wolę wykończenie Cremesheen, ale to na co dzień też jest spoko. 

Muszę wspomnieć również o mojej ulubionej konturówce, która pasuje do wielu pomadek w odcieniach nude. Jest to konturówka z Neve Cosmetics w odcieniu psiche/beige M219. Ma piękny kolor, ale też idealną konsystencję. Naprawdę warto się nią zainteresować, zwłaszcza że są to kosmetyki z naturalnym składem. 

mac-cosmetics

I to już wszystko na dzisiaj. Trochę mi się odmieniło w kwestii kosmetyków, dlatego ulubieńcy raczej będą pojawiać się w takiej formie, a nie co miesiąc. Dajcie znać koniecznie, czy znacie któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdził. 

Do następnego!
Kasia

lipca 05, 2017

~ Czerwcowe nowości kosmetyczne ~

Hejka!

Dawno nie było na moim blogu nowości kosmetycznych. Ostatnio sporo się u mnie tego zebrało, więc postanowiłam, że Wam je pokażę. Przy okazji proszę Was o komentarze, o czym szczególnie chciałybyście przeczytać na blogu w osobnym wpisie! 

nowości-kosmetyczne-the-body-shop-nyx
TOP